przepis na udane święta

Cieszę się ogromnie, że przypadł Wam do gustu mój ostatni wpis i dziękuję za wszelkie komplementy :) To bardzo miłe że i Wam podoba się mój pomysł na nasz świąteczny salon. Dziś przepis na udane święta. Według mnie składa się nie kilka składników.

1) Wystrój

Najpierw Bożonarodzeniowe must have jeśli chodzi o stworzenie klimatu. I nie ważne czy ma się 300 metrowy dom, czy 40 metrowe mieszkanie, sprawdzą się wszędzie. I dla tych co lubią świąteczny kolorowy przepych i dla tych którzy gustują w skromnym minimalizmie i prostocie. Żeby odnieść sukces na polu tworzenia klimatu świątecznego, trzeba pobudzić i dopieścić wszystkie zmysły.

Wzrok

Światło. Uwielbiam nastrój jaki tworzą włączone choinkowe lampki, zapalone świeczki i latarenki rozstawione po całym domu. Według mnie świeczek i światełek nigdy nie jest za dużo :) Idealny byłby też ogień w kominku, ale w tym roku ze względu na Maję nie palimy w nim.

Ozdoby. Ja stawiam na kolor czerwony, którego w ciągu roku w moim domu jest mało. Wystarczy zmienić i dodać kilka gadżetów takich jak: poduszka na sofie, renifer na półce, lampionik na parapecie, serwetka na stole, wieniec na drzwi, świąteczna skarpeta, jakaś gwiazdka w oknie i wystarczy.

Węch

Czyli wszelkiego rodzaju świąteczne zapachy. I na ten punkt składa się wiele aromatów. Takich jak zapach pierników, pomarańczy, cynamonu, mandarynek, goździków. Kto ma żywą choinkę ten jeszcze cieszy swój nos zapachem świerku czy jodły. My mamy sztuczną, ale mocny wiatr jaki ostatnio wieje zadbał o to, by po wczorajszym zimowym spacerku do lasu, w naszym salonie znalazło się choć kilka sosnowych gałązek, z których zrobiłam pachnący stroik.

Smak

Smak świąt to dla mnie kilka specjałów, które jem tylko w święta. Zupa z suszonych owoców, kapusta z grochem i makiełki. (Niestety nie przepadam za rybami i grzybami więc mało mam kulinarnej pociechy w wigilię). Do tego dochodzą mandarynki i pomarańcza, które mogłabym jeść kilogramami (szczególnie rok temu gdy byłam w ciąży). I choć pierniki upiekłam z wielką przyjemnością i wyszły pyszne i pachnące, to o wiele bardziej smakują mi ciasteczka korzenne. Wypróbowałam już wiele przepisów jednak nigdy nie wyszły mi tak pyszne jak te kupne. (Najczęściej można je dostać w Lidlu lub Kauflandzie).

Słuch

Uwielbiam kolędy, pastorałki i świąteczne anglojęzyczne piosenki. Bo kiedy jak nie w grudniu jest czas na odcięcie się od polityki, reklam i telewizyjnego chaosu na korzyść posłuchania nastrojowych kolęd? Z tych polskich uwielbiam Mizerną Cichą, Bóg się rodzi i Cichą Noc. Nasze domowe płyty z kolędami słuchane codziennie od Mikołajek, już mi się znudziły dlatego teraz posiłkuję się RMF FM Święta.

Dotyk

Tu niezastąpiona do duszenia i przytulania jest mała córeczka (którą ku mojej wielkiej radości mam), kochany mąż (który jest w domu a nie w pracy) i pachnąca świeżością pościel.

2) Atmosfera

Według mnie potrzebne jest przede wszystkim pozytywne nastawienie i jakiś wewnętrzny spokój. Bo w niczym nie pomoże 2 metrowa choinka, kilogramy pierników i najpiękniejsze ozdoby jeśli wykonamy pracę ponad siły, wpadniemy w nerwowy pośpiech a myślami odpłyniemy w stronę problemów. A jeśli dostałaś mandat bo spieszyłaś się do córki, a owa córka rozsypuje ci cukier po całej kuchni, i jeszcze w kulminacyjnym momencie świątecznych prac wyłączyli ci prąd. Usiądź i policz do 10. Wszystko będzie dobrze :)

Rodzinna współpraca, zdrowy rozsądek i proszenie o pomoc, to też klucz do sukcesu. Pomimo tego, że święta są u nas, nie pracuję od rana do nocy z potem na czole i jęzorem do pasa, by zrobić wszystko sama i na tip top. Dom sprzątam regularnie, a jeśli chodzi o większe porządki, zrobiłam ich tyle; na ile pozwoliła mi Maja. Mąż też dużo mi pomógł, np sprzątając łazienkę. Świąteczne big zakupy również zrobiliśmy wspólnie. W pakowanie prezentów i dekorowanie domu też się zaangażował. I tym sposobem poszło szybciej, a my spędziliśmy ze sobą miło czas. Jeśli chodzi o potrawy, na wigilijnym stole będzie ich na pewno (minimum) 12. Ale nie robię ich sama. Podzieliłyśmy się z siostrą i mamą. I tym sposobem mi przypadły tylko 4.

3. Atrakcje

Jak umilić sobie świąteczny czas? Można wraz z dzieciakami przetestować ich nowe gadżety, gry i zabawki. Gdy pogoda sprzyja, my zawsze po wielkim obżarstwie chodzimy na spacery do lasu, lub lepimy bałwana. A gdy za oknem słota i plucha gramy w rozgrywki na x boxie by się trochę rozruszać. Świąteczne kino domowe też jest jakąś alternatywą. Moje typy to Love actually- To właśnie miłość i jego polski odpowiednik Listy do M. A gdy wszyscy już pójdą spać i w salonie zostaniesz tylko Ty i pachnąca choinka, warto przypomnieć sobie dzieciństwo i poczytać Opowieść wigilijną K. Dickensa lub Królową Śniegu H. CH. Andersena.

4. Rodzina

Tak naprawdę punkty 1, 2 i 3 nic nie znaczą jeśli nie mamy dla kogo się starać i z kim świętować. Dlatego nawet gdy na stole będą 4 potrawy, choinka jest mała i sztuczna, a na dworze brak śniegu to nic. Bo najważniejsi są nasi bliscy i te chwile kiedy dzieciaki kwiczą z podekscytowania otwierając prezenty, a dom wypełnia rodzinny gwar i zapach wigilijnych potraw.

Jednak w tym roku najważniejszym „składnikiem” moich udanych i radosnych świąt jest Maja. Nasza córeczka, która już nie w moim brzuchu, a fizycznie siedząc między mną a mężem, przeżyje swoje pierwsze święta.

Już się nie mogę doczekać!

Jutro mnie czeka cały dzień w kuchni, a tymczasem relaks.

Miłego wieczoru.

Aga

20141222_180941

DIY – ozdoby choinkowe, zrób to sam

Własnoręcznie wykonane ozdoby choinkowe? Dlaczego nie. My w tym roku właśnie w takie ubierzemy naszą choinkę. Suszone pieczone i szyte. Kłamać nie będę; troszkę czasu i wysiłku mnie to kosztowało, ale satysfakcja jest ogromna. Mam nadzieję, że i efekt finalny będzie wspaniały i bezpieczny dla Mai (tak na wszelki wypadek).

1. Ozdoby pachnące – suszone, czyli te które robi się najłatwiej i najszybciej.

Do wykonania potrzebujemy:

- pomarańcze, opcjonalnie mandarynki/grejfruty

- nóż, blachę, folię, piekarnik

Kroimy pomarańcza w ok 0,5 cm plastry, układamy na folii aluminiowej na blaszce i pieczemy ok 2 godz w 100 C. Trzeba je co ok 15-30 minut przekładać by się nie wywijały. Gdy są suche, nawlekamy i gotowe.

suszone pomarańcza na choinkę

 

 

 

 

 

2. Ozdoby jadalne – pieczone, czyli pierniczki.

Potrzebujemy:

- przepis

- składniki

- miskę, foremki, blachę, piekarnik

- małego pomocnika

DSC_4706 DSC_4714

 

 

 

 

 

 

 

Po posprzątaniu ciasta i mąki z siebie, krzeseł, ścian, włosów dziecka i najogólniej mówiąc całej kuchni, układamy wykrojone pierniczki na posypaną mąką blachę i pieczemy, a po wystygnięciu dekorujemy.

DSC_4727DSC_4734

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gdy lukier wyschnie, pierniczki nawlekamy i gotowe.

Uwaga trzeba się liczyć z istniejącym ryzykiem, że te ozdoby nie przetrwają do momentu ubierania choinki.

 

3. Ozdoby miękkie – szyte, to największa zagrycha. Przynajmniej dla mnie.

Do wykonania potrzebujemy:

- męża, który kupi maszynę

- męża, który zamówi materiały

- męża, który w Ciebie mocno wierzy

- instrukcję obsługi maszyny

- wykroje i wzory

- nici, nożyczki, szpilki, długopis, wstążki

- dużo czasu i cierpliwości

- najlepiej uśpione dziecko, by nikt nie naciskał na pedał gdy akurat układasz sobie materiał pod igłą

- sąsiadów w bezpiecznej odległości by nikt nie słyszał, jak soczyście klniesz gdy Ci nie wychodzi

Wzór układamy na materiale złożonym dwustronnie, lewymi stronami na zewnątrz. Odrysowujemy wzór. Spinamy szpilkami. Wycinamy zostawiając mały margines. Zaszywamy na maszynie zostawiając miejsce na wywinięcie na prawą stronę i wypchanie. Wypychamy, zaszywamy ręcznie. Nawlekamy i gotowe.DSC_4526

DSC_4527DSC_4529DSC_4531DSC_4535DSC_4538

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tak prezentują się  wszystkie wykonane przeze mnie tegoroczne ozdoby choinkowe. Mam nadzieję, że spełnią swoją rolę i będą ładnie wyglądać na choince, a nie na główce naszej raczkującej Mai lub w jej ustach.

DSC_4745

 

 

 

 

 

 

Mimo tego, że ozdoby są już gotowe, i najchętniej już teraz ubrałabym choinkę, ze względu na bardzo mobilną i jeszcze bardziej ciekawską Maję, zrobimy to pewnie dopiero w niedzielę. Ale na pocieszenie zaczęłam sobie świątecznie stroić dom tam gdzie mały raczek nie dosięga już teraz :)

jaki prezent pod choinkę?

Czasu zostało coraz mniej, a ja wciąż nie mam wszystkiego na święta. Chyba nigdy nie byłam z świątecznymi zakupami tak daleko w ciemnej.. dziurze. Dla części osób prezenty już mamy, dla pozostałych przynajmniej wiemy co kupić, ale nie mamy jeszcze najważniejszego – prezentu gwiazdkowego dla Mai. Tzn mam pierwszą część – wymyśliłam sobie, by choć jeden prezent nie był tylko na teraz, ale na lata. Chciałam, by miała pamiątkę z pierwszej Gwiazdki. Kupiliśmy więc coś na przyszłe wspólne czytanie do poduszki – pięknie ilustrowaną grubą książkę – wydanie opowiadań świątecznych  min Królowa Śniegu, Opowieść Wigilijna i Ołowiany Żołnierzyk. Ale co do tego??

Zdaję sobie sprawę, że trafiony prezent dla 11 miesięcznego niemowlaka to loteria i rosyjska ruletka. Bo z Mają już tak jest. Zabawek ma sporo, ale na długo jej nie zajmują. Od czasu do czasu dostaje coś bez okazji: a to kostkę – sorter, albo piłeczkę z grzechotką, innym razem jeżdżącego krokodyla, lub świecącego żółwia, albo kolejną książeczkę. A i tak najbardziej i najdłużej bawi się tym, czym nie może, czyli np płytami DVD, które ściąga z regału, paczką chusteczek, elektronicznym termometrem, opakowaniem biszkoptów, moim portfelem lub kapciem.

Wiem, że mogę wydać np 100zł na jakiś prezent, a ona zachwyci się opakowaniem lub kokardką. Ale to jej pierwsza gwiazdka. Chcę, by oprócz książeczki coś jeszcze od nas dostała i nie mam pojęcia co.

Mam dwa typy:

1) miś gawędziarz, cena ok 110 zł

2) drewniany pchacz – jeździk, cena ok 130 zł

Co myślicie o tych zabawkach? A może Wy macie jakiś pomysł?? Może coś innego, tańszego? Co dostaną Wasze pociechy pod choinkę?

mama niemowlaka a świąteczne porządki

Musiałam się zmotywować i spiąć poślady. Na początku tygodnia pogoda była wspaniała (słoneczna i mroźna), więc nawet trochę mi się chciało i można powiedzieć, że najgorsze za mną.

Okien mam 7 w tym 5 dużych. Ostatni raz wszystkie myłam i prałam firany na końcu września, gdy skończyli nam robić drogę. Brudne nie były. Naprawdę. W końcu dzięki nowej drodze już się tak nie kurzy. Poza tym dość szybko na dworze robi się ciemno, więc opuszczone rolety zewnętrzne również trochę chronią szyby przed zabrudzeniem. A dodatkowo brązowe ramy okna, są o wiele wdzięczniejsze niż np białe,kto ma ten wie.

Dlatego żeby nie popaść w depresję i świąteczną wściekliznę powiązaną z chronicznym zmęczeniem, a przy okazji nie zaniedbywać Mai i zdążyć z robotą w czasie jej drzemki, postanowiłam sobie trochę w tym roku odpuścić. Porządnie umyłam tylko 4 okna, które najbardziej tego wymagały (okno z sypialni i z pomieszczenia gospodarczego-są od drogi więc brudzą się najszybciej, drzwi tarasowe-Majowe łapki i ślina z jednej strony a ślady nosa Beti z drugiej, kuchenne-okno przy zlewie, równa się zachlapane okno).

Pozostałe 3 okna, (czyli w salonie, u Mai i w łazience) mówiąc szczerze zrobiłam na odpierdziel. Czyli umyj parapety, spryskiwaczem szyby, wytrzyj do sucha i gotowe. Firanki wieszałam mokre czyli prasowanie też odeszło. Zmiana pościeli poszła raz dwa, a pogoda sprzyjała, więc są już wymrożone, świeże i pachnące.

Lampy i meble też umyte. Zostały jeszcze drzwi i lustra. Oraz łazienka, ale to zadanie zostawiam mężowi, który od 18 grudnia będzie już w domku i zdeklarował pomoc.

Oczywiście do świąt jeszcze będzie pranie, prasowanie, wycieranie kurzy i mycie podłóg, bo wiecie jak to jest z raczkującym, śliniącym się niemowlakiem w domu, ale to już standardowe drobiazgi. Zostały jeszcze zakupy, ubieranie choinki i ogólne udekorowanie domu. Ale to już raczej zrobimy dla przyjemności w naszym rodzinnym 3 osobowym adamkowym składzie.

Pracy jeszcze trochę przede mną/nami, ale po firanach, oknach i pościelach odetchnęłam z ulgą. I nie mogę się doczekać tych świąt. Trudno mi uwierzyć, że Maja razem z nami usiądzie do wigilijnego stołu. To będą nasze pierwsze święta w trójkę!!

Tymczasem miłej niedzielki :*

sposób na choinkę

Moda panuje praktycznie we wszystkim. Ku mojemu przerażeniu również w sposobie ubrania choinki. Jednego roku modne są choinki białe a na nich srebro-niebieskie dodatki, innego choinki zielone z czerwono-złotymi ozdobami. Ja uważam, że choinka nie modelka, powinna przede wszystkim pasować do wnętrza i podobać się właścicielom, a nie spełniać jakieś aktualne modowe trendy.

Jedni idą w klasykę, czyli dużo, kolorowo i na bogato. Nic do siebie nie pasuje, czyli pasuje do wszystkiego. Taka choinka kojarzy mi się z amerykańskimi świątecznymi filmami i osobiście lubię ją najbardziej:

 

Inni lubią subtelny minimalizm, skromność i prostotę, co również bardzo dobrze się prezentuje i strasznie mi się podoba.

 

Jest też grupa osób, które wolą wersję blue i ten typ jakoś nie przypadł mi do gustu, choć niebieski bardzo lubię:

 

Są też choinki w wersji niechoinkowej:

no opcjonalnie można jeszcze zaszaleć i zrobić np taką:

 

Jak widać pomysłów i inspiracji w sieci jest mnóstwo. Nasza zeszłoroczna choinka wyglądała tak:

http://makeonewish.blog.pl/files/2013/12/choinka-sama.jpg

W tym roku mam zamiar pozbyć się prawie wszystkich szklanych bombek i w miarę możliwości samodzielnie wykonać ozdoby. Bezpieczne, pachnące, miękkie i jadalne :) Choinkę ubierzemy w tą lub następną niedzielę.

A jak u Was? Choinka już stoi? Jak wygląda?

świąteczna lista

Do umycia:

- wszystko (od okien, lamp, przez meble, lustra i drzwi, po podłogi)

Do wyprania:

- prawie wszystko (firany, pościele, koce, poduszki, ręczniki i pewnie z dwa kosze Mai ubrań)

Do kupienia:

- na pewno wszystko i więcej, bo pewnie do świąt się skończy

 

Czy któraś z Was ma podobnie?? Błagam, napiszcie że TAK, pokocham Was za to jeszcze bardziej!

Z bezsennego maminego bloga, pozdrawia Was Aga

 

leniwa niedziela

Dziś nie robimy nic. No może oprócz rosołku na obiad. A tak poza tym to zupełnie NIC. Absolutnie. Zero wyjazdów, zakupów, gości. Odpoczynek, relaks, cisza, spokój i my. Dawno już nie mieliśmy takiego leniwego dnia. Bez pakowania mleka i pieluch, bez biegania z wózkiem po galeriach i Ikei. Bez szukania świątecznych prezentów i skręcania mebli do nocy. Wyciągamy się dziś na kanapie i odpoczywamy. Oglądamy serial, wcinamy ciastka i popijamy kawę, a Maja słodko śpi.

DSC_4031

 

 

 

 

Renifer Rudolf, którego ściska Maja uszyła dla nas pewna zdolna mama. Renio jest wspaniałą świąteczną dekoracją ale i miłą zabawką. Dołączył więc do naszych ręcznie szytych (s)tworów z duszą: panny Misi i królika Ludwika.

Miłej niedzieli, odpoczywajcie :*

mały Mikołaj

Nie wiem co mam napisać o dzisiejszym dniu.

Że Maja obudziła się w nocy 7 razy, całkiem jakby czuła i czekała na Świętego z prezentami?

Że rano przebraliśmy ją za Mikołaja i tak słodko wyglądała, że pokochałam ją jeszcze mocniej?

Że brzuszek wystawał jej z tego czerwonego wdzianka, jak prawdziwemu Świętemu?

Że były prezenty i śmiechy?

A może napiszę, że Maja bała się dotknąć tiulowych kolorowych pomponów (które robiłam cały wczorajszy wieczór), i ucieka przed nimi jakby były włochatymi tarantulami?

Że Maja jak na Mikołaja przystało, spakowała prezenty i pojechała odwiedzić swoje grzeczne kuzynki?

Że w drodze spała słodko jak mały suseł.

Że cały dzień bawiła się z Amelka, Natalką i kotem Chopinem?

Że jest bardzo kulturalnym gościem, więc nie spała ponad 5 godzin tylko gościła się w zaparte, a mimo to prawie wcale nie marudziła?

Albo napiszę o tym, że prawdziwym hitem nie były dziś nowo otrzymane prezenty, a stara lalka znaleziona w pokoju Amelki (którą tak na marginesie oczywiście z miejsca dostała)?

Albo o tym, że gdy wróciliśmy było widać jaka jest szczęśliwa, że jest już w swoim domku.

I że dziś, po całym dniu wrażeń, nasz mały Mikołaj pierwszy raz sam podciągnął swoją ciężką pupę na nóżki i stanął przy fotelu?

Albo tak dla całkowitej odmiany napiszę Wam, jak bardzo mocno ją kocham..

Bo na pewno o tym nie wiecie.

A i jeszcze o tym, jak wspaniały jest każdy dzień spędzony z Nią i jak niesamowite i wyjątkowe czekają nas w tym roku święta.

DSC_4377 DSC_3650DSC_4373 DSC_4421

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A u Was był w tym roku Mikołaj ??

 

Świąteczny strój Św Mikołaja - F&F

Zabawka mula – Ikea

Fotelik – Chicco X Pace

historia pewnego prezentu

Historia pewnego prezentu zaczęła się gdy poszukiwałam w Internecie inspiracji, jak udekorować dom na roczek Mai (tak, już zaczęłam o tym myśleć). Szukałam i szukałam, przeglądałam i zakochiwałam się coraz bardziej w najróżniejszych dekoracjach. Najczęściej uszytych z materiału. Sprawdzając ceny chwytałam się za głowę. Zaczęłam na głos myśleć, że fajnie by było uszyć coś takiego samej.

Nie wiem w ogóle po jaką cholerę przyszło mi to do mojego niewyspanego łba, bo ja mam dwie lewe ręce do robótek ręcznych! Do dziś wspominam koszmar gdy mama chciała mnie nauczyć na szydełku. Palce miałam sztywne jak sople lodu! (ale coś tam się w końcu prostego nauczyłam). A moje przyszycie guzika wygląda tak, że dziecko stopami by to lepiej zrobiło. Ale gdzieś mi się ten pomysł o szyciu wkradł i został. Głupie naiwne babsko pomyślało, że jeśli miało by maszynę do szycia, to przecież sobie poradzi i cuda stworzy! Bo cóż to może być za filozofia wyciąć dwa identyczne kształty z materiału, zszyć razem, wywrócić na drugą stronę i wypchać?

I tak sobie kilka dni o tym gadałam, przeglądałam różne materiały, handmadeowe wytwory i się nakręcałam. „Chciałabym maszynę do szycia.” Padło w końcu. Przecież nawet jak nie pokocham tego wybitnie i nie będę bardzo dużo szyła, myślałam, to zawsze się przyda na jakieś domowe przeróbki zasłonek czy za dużych łupów z second handu.

Wracam pewnego wieczoru do domu i stoi w kuchni na stole. Mąż dumny z siebie, cały w skowronkach bo się wykosztował i zrobił mi niespodziankę. „To prezent pod choinkę.” A ja naiwnie skaczę z radości, że zaraz zacznie się moja przygoda. „Dawaj jakiś stary Tshirt” mówię do mojego Św Mikołaja i z zapałem siadam do maszyny. Mąż pokazał mi ogólne podstawy (Tak, On się zna, a ja nie. Ale usprawiedliwiam się tym, że ja nie mam mamy krawcowej i nigdy nie sprzedawałam AGD). Pokazał cierpliwie co i jak i poszedł kąpać Maję.

Momentalnie spadłam z entuzjastycznie uszytych obłoków, na twarde realia mojej niezaradności i braku cierpliwości.

- To igłę trzeba nawlekać ręcznie? A ja myślałam, że jak już jest maszyna, to nie będzie trzeba.

- To w maszynie są dwie nici?? Z góry i z dołu?? O rety..

Bardziej zielonym w temacie nie da się być. Uwierzcie.

Coś się poplątało. O kurdę zepsułam… Już się cała spociłam, ręce mi się trzęsą…

Biegnę do niego i ryczę. Że już coś uszkodziłam, że nie umiem, że to za trudne, że się nie nauczę, że ma ją oddać bo będzie stała tylko, a mi wstyd będzie, że tak stoi.

„Nie płacz. Przecież miałaś się cieszyć a nie smucić. Nauczysz się. Przecież pierwszy raz masz kontakt z maszyną. Ty byś chciała wszystko od razu umieć.”

Kilka dni stała. Nie miałam ochoty i czasu by usiąść i coś potrenować. „Oddaj ją. Zimną kawę codziennie pije bo nie mam czasu na nic, to kiedy ja szyć będę??” Nie odda. No nie odda i już. Wiecie jaka to presja?? OGROMNA! Myślę sobie, świetnie. Ale mi też prezent. Zero użytku a tylko stres.

Pedał wciskałam za mocno, że nitka się zrywała. Już mnie krew zalewała ze złości, że co chwilę nawlekać muszę. To mi się jakaś nitka wkręciła i się nitkowa masakra na materiale naszyła. Kilka razy stopkę zapomniałam opuścić. A to mi się nitka dolna skończyła, a nie umiem jej nawinąć. Palce też już prawie miałam przeszyte. Maja bawiła się wstążkami pod stołem, ja coś poprawiałam przy igle, a ona pedał nacisnęła. Wszystko szło nie tak. No mówię Wam, bez kija do mnie nie podchodź; istne wariatkowo. Bo ja taka już niedobra jestem. W gorącej wodzie kąpana. Jak sobie coś wymyślę, to muszę mieć natychmiast. I strasznie mnie wkurza jak czegoś od razu nie umiem i bardzo mnie to zniechęca.

Ale choć wiary w siebie nie mam, to uparta jestem jak dwa osły. Honor i duma też swoje zrobiły. Przecież sama chciałaś, to teraz szyj durna babo, bo wstyd przed mężem będzie. Podjęłam próby. Uczyłam się szyć po śladzie. Pedał tak jak sprzęgło, w końcu wyczułam. I tak jakoś dzisiaj gdy Majula zasnęła narysowałam sobie co chciałam, usiadłam z kawą i paczką ptasiego mleczka… I choć nie idzie mi to tak łatwo jak np pisanie bloga ;p to można powiedzieć, że pierwsze koty za płoty.

TA DAM:

IMG10758 IMG10759

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Śmiać się zabraniam, bo to przecież bardzo nieładnie z czyjejś pracy sobie robić żarty, a Mikołaj patrzy i słucha!!!!! Zdaję sobie sprawę, że błędów tam na pęczki (widzę je sama, nawet jako kompletny amator) ale dumna jestem niesłychanie, że JA- noga kompletna w temacie szycia, zrobiłam coś z niczego. Ile cierpliwości, przekleństw, czasu, potu i serca mnie to kosztowało, to już tylko ja wiem, no i mąż bo się chłop nasłuchać musiał.

Tak więc pierwszy ptaszek i gwiazdka uszyta. Jutro moja Babcia Krysia ma imieniny. Wybieramy się do Śremu z moimi rodzicami i Mają zrobić jej niespodziankę. Mam nadzieję, że babcia się ucieszy, a jeśli nie, to że choć dobrze poudaje :)

Dobranoc Wam  i sobie życzę :*

bezsenność

Tak. Bezsenność. Znowu. To chyba ironia losu, że akurat ja o tym piszę, bo kiedyś robiłam wielkie oczy gdy słyszałam, że ktoś nie może zasnąć. Dla mnie to było wprost niemożliwe i niepojęte. „Widocznie nie jest zmęczony” kwitowałam w myślach. Bo kiedyś zestaw ja plus: łóżko/sofa/auto, o każdej porze oznaczał upragniony sen. Mąż na początku naszej znajomości żartował, że nie jestem wymagająca bo wystarczy dać mi jeść, koc i możliwość spania i jestem najszczęśliwsza na świecie.

Jako dzieciak zasypiałam w środku dnia, z nieprzełkniętym jedzeniem w ustach, twarzą w klockach, leżąc na podłodze. Jeszcze w LO czy na studiach wracałam z zajęć i obowiązkowo ucinałam sobie popołudniową drzemkę pod kocem, by mimo to, potem bezproblemowo wieczorem odpłynąć jak niemowlę w nocny sen.

I tak było, do czasu zajścia w ciąże. W ciąży wiadomo, nie spałam przez mdłości, częste bieganie do łazienki, ruchy dziecka, zgagę, bolące stopy czy kręgosłup. Po narodzinach Mai nie mogłam spać przez to że karmiłam, przewijałam, kontrolowałam, nasłuchiwałam, a nawet jak niby zasnęłam to i tak lekko i płytko, bo czuwałam.

Ale pierwsze koty za płoty, stres związany z opieką nad noworodkiem minął, Maja już jakiś czas śpi u siebie w pokoju i problem bezsenności niby był rozwiązany. Udawało mi się normalnie zasypiać, spać i nawet mieć sny!! Ale bezsenność powraca. Parę miesięcy temu byłam już tak wyczerpana niespaniem, że wzięłam tabletkę, a mąż przejął dyżur przy Mai. Ale to było tylko jeden raz. Bo po pierwsze, tabletka działała tak „mocno”, że to ja pierwsza usłyszałam płacz Mai i zrobiłam jej mleko. Po drugie, rano kiedy trzeba już było wstać, chyba jeszcze działała, bo czułam się bardzo oszołomiona i nieprzytomna. A po 3 chce zasypiać sama, a nie uzależniać się od jakiś leków.

Po fazy bezsenności kilka dni jest ok i śpię, a następnie znów przychodzą noce, w których Dziadek Piaskowy o mnie zapomina i leżę i się męczę i mam ochotę ugryźć męża z zazdrości że tak smacznie śpi, wyrzucić zegar przez okno i płakać. Bo ja naprawdę czuję się zmęczona. Godzina mojego obkupionego męczarnią zaśnięcia jeszcze niedawno wynosiła 1, 1:30 max 2! Ale stopniowo się wydłuża i teraz jest już naprawdę źle. Od piątku zasypiam dopiero po ok 3 lub 4 nad ranem. I wierzcie mi, że zawsze kiedy już zasnę, Maja po kwadransie budzi się na mleko. I nawet jeśli jeszcze potem zaśnie od razu, bez swojego gadania i drrryndania, to tego snu nie mam za wiele.

Nie wiem jak udaje mi się funkcjonować. Na razie próbuję wszystkiego oprócz leków. Nie kładę się już do łóżka za wcześnie, by się nie wiercić i nie rzucać jak pchła na grzebieniu, bo budzę męża. Była już melisa, czytanie książki, pisanie bloga, by się wyciszyć i jeszcze zmęczyć. Kładę się do łóżka, a mój mózg pracuje na pełnych obrotach. Myśli pełno. Oczy nie chcą się zamknąć. Jest mi niewygodnie, za ciepło, za zimno, chce mi się pić. Mówię różaniec, liczę owce.. Nic. I szczerze nie wiem co zrobić, bo już mam serdecznie dość. Od kilku dni bezustannie boli mnie głowa.. Ratunku!