prezenty dla Babci i Dziadka

Tato i Mamo proszę nie czytać, tylko grzecznie zamknąć ten post i zajrzeć na bloga dopiero po 22 stycznia :)

OK już chyba poszli :)

Jak wiecie styczeń to w adamkowie gorący czas. Za kilka dni, 17.01 mój mąż ma urodziny. 28 stycznia Maja ma roczek. Gdzieś pomiędzy ich imprezami wypada data 21 stycznia. Kto się orientuje, wie że wtedy Agnieszki (ja też) mają swoje święto. Ale większość ludzi kojarzy tą datę z Dniem Babci i Dziadka. I słusznie :)

Jako wnuczka zawsze pamiętałam o moich dziadkach i biegłam do nich z czymś słodkim i laurką albo po prostu z uściskami i życzeniami. Ale teraz jestem też mamą Mai i chcę w jej imieniu obdarować jej Babcie i Dziadków wspaniałymi prezentami. Mam zamiar stanąć na wysokości zadania i przygotować coś wyjątkowego. Pomysłów jest sporo. Dziś chcę się nimi z Wami podzielić.

1. Zdjęcia. To zawsze trafiony pomysł. Może to być aktualny portret wnuczki/a lub fotografia, która uchwyciła pierwsze spotkanie Waszej pociechy z dziadkami oprawiona w piękną ramkę. Kto nie ucieszy się z takiej pamiątki? Zdjęcie jeszcze można zamówić na kubku, koszulce lub kalendarzu. (My kalendarze ze zdjęciami Mai z pierwszego roku życia podarowaliśmy dziadkom pod choinkę)

DSC_5310

 

 

 

 

 

 

 

 

 


2. Laurka inaczej. Wiadomo, że starsze dzieci stworzą coś samodzielnie. Ale maluchy takie jak Maja raczej trudno poprosić o artystyczną twórczość. Jednak co stoi na przeszkodzie by pomalować dziecku dłonie lub stopy i zrobić taki niesamowity obrazek? Można zrobić go w formacie kartki i napisać samodzielnie piękne życzenia lub oprawić i podarować jako obrazek. (My zrobiliśmy w 2 tygodniu życia Mai motylka z odbić jej stópek i teraz zdobi w ramce jej pokoik)

3. Plakat. Jeśli nie macie czasu i ochoty na samodzielne tworzenie, możecie skorzystać z kreatywności innych. Tutaj możecie pobrać oryginalne plakaty, które przygotowała moja blogowa koleżanka Piwnooka. Wydrukować, oprawić i prezent jak się patrzy!

4. Książka. Dobra książka nie jest zła. A lekka lektura na zimowe wieczory to wspaniały pomysł. W empiku znajdziecie ciekawe pozycje dla babci i dziadka np:

5. Słodycze. Zostawiłam je sobie na koniec (gdybym od nich zaczęła z pewnością zakapałabym śliną klawiaturę). Słodycze bez względu na płeć, zawód, zainteresowania, stan zdrowia i wiek, kocha każdy. Nie znam Babci ani Dziadka, których nie ucieszyłby słodki upominek. Ale tym razem nie mowa o zwykłej czekoladzie czy marketowych bombonierach. Merci i inne mogą się schować.

Proszę Państwa oto nadchodzi Chocolissimo. Czekoladki tak piękne, że żal jeść. Jednocześnie tak pyszne, że żal za długo patrzeć. Jednym słowem DZIEŁA SZTUKI. Kulinarny cud świata. Roskosz dla podniebienia najbardziej grymaśnej i wymagającej osoby. Ręczne robione praliny zrobione są z prawdziwej czekolady według Belgijskich i Francuskich receptur. Dodatkowo pralinki cieszą nie tylko zmysł smaku ale i wzroku. Są tak pięknie opakowane i tak niesamowicie się prezentują, że dają 100% gwarancją na uśmiech i zadowolenie na twarzach Babci i Dziadka. Jeśli chcecie wyrazić wdzięczność, miłość i podziękować za obecność Waszych rodziców w życiu Waszego dziecka; taki prezent jest idealny!

Na ten wyjątkowy dzień, który ukochani dziadkowie świętują tylko raz w roku, firma Chocolissimo przygotowała wiele propozycji swoich pysznych wyrobów. Znajdziecie u nich małe i duże eleganckie skrzyneczki z pięknymi pralinami, oraz najróżniejsze ciekawe kształty, figurki i zestawy z czekolady.

Dziadzia Mai to złota rączka i majsterkowicz, na pewno więc ucieszy go zestaw czekoladowych narzędzi. Natomiast Babcia Mai jak tylko skonsumuje swoje pralinki znajdzie wiele zastosowań na swoją piękną drewnianą skrzyneczkę.

Jeśli Wy jeszcze nie wiecie jak obdarować dziadka i babcię, zajrzyjcie do Chocolissimo, znajdziecie tam wiele pięknych i pysznych pomysłów na wyjątkowy prezent.

chocolissimo (3)chocolissimo (4)chocolissimo (5)chocolissimo (9)chocolissimo (1)chocolissimo (2)chocolissimo (6)chocolissimo (7)chocolissimo (8)

zimka

Tytuł mówi sam za siebie. W tym roku jest zimka. Jakaś nieudana namiastka lub podróbka prawdziwej zimy. Zimka jest ciepła, pochmurna, deszczowa, wietrzna i błotna. Normalnie chyba bym się cieszyła. Odśnieżanie podwórka i śliskie drogi to nic fajnego gdy chodzi się do pracy. Jednak gdy jesteś w domu z małym dzieckiem widzisz sprawę inaczej.

Chciałabyś pół dnia siedzieć po turecku na podłodze przy tarasie i obserwować jak Twoja  zahipnotyzowana córeczka spokojnie siedzi i patrzy na wirujące płatki śniegu. Na te wielkie zaciekawione oczy, zdumioną minę i rączki przyciśnięte do szyby. Bo przecież tam za oknem nigdy wcześniej nie było biało. Bo to pierwszy raz gdy ten mały cud widzi śnieg.

Dlatego gdy tylko temperatura spadła, śnieg minimalnie przykrył ziemię, a słonko wyjrzało zza chmur, ubrałam tego mojego kosmonautę w kombinezon i poszliśmy z mężem i Beti szukać uciechy na dworze. To jak Majulka się dziwiła, jak rozglądała, jak mrużyła oczka gdy promyki słońca iskrzyły się w śniegu. Bezcenne. Będę to pamiętać. Takie chwile odczarowują moje myślenie o zimie. To Maja uczy mnie cieszyć się chwilą i życiem.

DSC_5325DSC_5328 DSC_5335DSC_5370DSC_5356DSC_5358 DSC_5353

było warto

Siedzę na sofie z laptopem na kolanach i patrzę w monitor. Próbuję czytać, ale nie mogę. Przez łzy nie mogę czytać. Bo płyną i płyną i świat zamazują. A ja nie umiem ich powstrzymać. Umówiliśmy się z mężem, że niedziela jest dniem wolnym od fb, bloga, youtuba, allegro i innych. Zero Internetu i komputera. Ale on już poszedł spać, a ja nie wytrzymałam. Musiałam tu zajrzeć.

I warto było. Dla tych łez.

Nie płaczę, nie szlocham. Po prostu łzy same wolno płyną po policzkach. I palą mi skórę. Przez Was. Dzięki Wam! Czytam Wasze komentarze, i kolejny raz tu na blogu nie umiem znaleźć słów, by opisać to co czuję.

Jestem nieziemsko szczęśliwa. Ogromnie Wam dziękuję. Bo wspaniałe jest to uczucie, gdy czyta się tak dobre i miłe słowa. Ciepło mi się robi na sercu, a skrzydła same rosną, że tylu niesamowitych ludzi tu ze mną jest. Bo chcecie. Bo lubicie. Chyba nigdy nie usłyszałam takich cudownych komplementów. Czy jest piękniejszy i szczerszy komplement niż ten od „obcej” osoby, która niczego w zamian od Ciebie nie chce?

Zawsze wierzyłam w człowieka. W dobroć, bezinteresowność, szczerość. Niech sobie inni mówią co chcą, że trzeba przez życie z łokciami. Że tylko chamstwem, kłamstwem, kombinowaniem, przekupstwem, twardą skóra i z zadartym nosem można coś osiągnąć, zdobyć świat i ludzi. Ja może i mam zadarty nos (dosłownie, nie w przenośni) ale skórę mam cienką i łatwo mnie zranić. Jednak zawsze, zawsze wierzyłam, że warto być sobą, nikogo nie udawać, nie grać, nie robić nic na siłę. Wierzyłam, że trzeba z nadzieją, uśmiechem, wiarą i wyciągniętą do ludzi ręką..

I warto było.

Otworzyłam przed obcymi ludźmi swój świat. Obnażyłam się z własnych słabości, niedoskonałości. Ze wspomnień i marzeń. Znacie myśli z mej głowy, uczucia z serca, zaprosiłam Was do domu.

Warto było.

Napisałam wczorajszy wpis i liczyłam na odzew, ale nie aż taki. Bo przecież weekend, bo zakupy, sprzątanie i rodzina. Ale jednak. Nie zawiedliście. I choćbym miała siedzieć do rana, odpiszę na każdy komentarz.

Bo warto.

Dziękuję.

teraz Ty !

Pisze bloga. O swoim życiu. O zwykłym dniu. O Myślach, marzeniach, radościach i troskach. O porażkach i sukcesach. O mężu, o Mai. O sobie. Znacie mnie. Jak ktoś jest z make one wish od początku, to wie naprawdę dużo. Was jest więcej. Codziennie nawet od 500 do 2400 osób.

Garstka z Was komentuje : bacha, asik, ka, edith, kika, małpka, juti, evita, basia, pati, meg, hanka, sylwia, anka, maja, mamadzidka, ola, rozmowyzm, veronica, lucyna, madzias, diabelnieanielska, dordor, ewelina, ka-wa, lenka, latawiec, mrówka, matka76. (jeśli o kimś zapomniałam, przepraszam). Inni od czasu do czasu zostawią jakieś zdanie, dobre słowo, radę, pozdrowienie. Czasami zdarza się taki komentarz: „czytam Cie regularnie, ale dziś komentuje pierwszy raz”. Zawsze jest mi wtedy ogromnie miło, że kolejna osoba miała chwilkę by choć parę słów naskrobać.

Ale i tak ok 90% z Was to ciche czytelniczki. Ostatnio tak sobie pomyślałam, że wspaniale byłoby Was „poznać”. Czy chcecie się przedstawić? Czy pozwolicie mi się odrobinkę poznać?

Oczywiście nie chce imienia, nazwiska, peselu, adresu i numeru konta ;) Ale czy Ty cichy czytaczu mógłbyś się choć raz ujawnić? Czy zostawisz po sobie ślad na make one wish? Dziś, wyjątkowo??

Serdecznie zapraszam :) Jeśli możesz, proszę – napisz w komentarzu cokolwiek. Jeśli chcesz, napisz o sobie coś więcej będzie mi ogromnie miło. Do „gry” TERAZ TY zapraszam przede wszystkim tych milczących czytelników, ale tych już komentujących również. Chętnie dowiem się o Was więcej.

Jestem ciekawa:

1) jak masz na imię? może być przezwisko, lub internetowy nick

2) skąd pochodzisz? nie musi być dokładna miejscowość, może być najbliższe duże miasto lub nazwa województwa

3) ile masz lat? oczywiście możesz zaokrąglić lub sobie troszkę odjąć ;)

4) co robisz w życiu? jesteś żoną? mamą? (jeśli tak to naskrob coś o swoich pociechach) księgową? ekspedientką? lekarką? a może fryzjerką?

5) czym się interesujesz? jakie masz hobby? jak spędzasz wolną chwilę?

6) jak trafiłaś/eś na MakeOneWish i jak długo ze mną jesteś?

7) często zaglądasz na MakeOneWish?

8) jeśli lubisz MakeOneWish, to za co najbardziej? o czym lubisz tu czytać? masz jakiś ulubiony wpis?

9) a może zmieniłabyś coś na moim blogu? masz dla mnie jakieś pomysły na posty?

10) czy chcesz mnie o coś zapytać? o czymś pogadać?

 

Mam ogromną nadzieję, że może znajdziecie chwilkę i skusicie się by tym razem to ja mogła poczytać o Was :) POZDROWIENIA :*

PS A tych co zaglądają tu regularnie, a jeszcze nie są z nami na FB, zapraszam! Tam na bieżąco dowiecie się o nowym wpisie, zobaczycie filmy i zdjęcia, których tu nie będzie :)


https://www.facebook.com/makeonewish.blog

w 2015

Postanowień i obietnic nie czynię. Nie ze mną te numery. Zbyt słaba jest moja silna wola. Ale plany i zamiary to już co innego. Mniej zobowiązujące i nie jest ci aż tak wstyd przed swoim odbiciem gdy jednak nie wyjdą.

1) IMPREZY:

- roczek. A to już tuż tuż. Czeka mnie misja, że ho ho! Dekoracje domu i stołu, menu, zakupy. Już mi się śnią balony :) Ale pomysł na motyw przewodni już mam, więc jest OK.

- kinderparty. Strasznie chciałabym latem zrobić zlot moich zaprzyjaźnionych mamusiek i ich pociech. Byłoby wspaniale.

- w sierpniu mamy 5 rocznicę ślubu. Marzy mi się nie liczna rodzinna nasiadówa przy stole, a luźny grill i ognicho dla tych naprawdę najbliższych. A tak najlepiej to weekend poza domem w składzie ja, mąż, Maja i może ktoś jeszcze.. Zobaczymy.

2) DO ZROBIENIA i KUPIENIA:

W 2014 r udało nam się w temacie otoczenia domu troszkę zrobić (chodniczek od furtki do drzwi, taras, postawić szopkę na drewno, kupić garaż, zasiać trawę przed domem i zasadzić tuje wzdłuż płotu od drogi).

W 2015 do zrobienia jest dwa razy tyle:

- ogród. Teraz na porządną trawę czeka cały tył. Powierzchnia większa i niewyrównana. I kolejne granice działki trzeba obsadzić tujami.

- podjazd do garażu. Wystarczy kilka dni deszczu i auto tonie i grzęźnie w błocie. Trzeba jakoś utwardzić teren garaż-brama bo jest masakra.

- podbitka. Niestety na to nie starczyło przy budowie funduszy i teraz pod dachem mamy pełno gniazd ptaków. Co wkurza szczególnie gdy za przeproszeniem osrywają nam taras.

- wypadałoby wymienić auta. Oba już kończą swój żywot i chyba zasłużyły na emeryturę. Ich dni są policzone. Ale pewnie nie damy rady zmienić obu.

3) JA:

- Mniej przeklinać. 27 latce, nauczycielce i przede wszystkim matce już naprawdę nie wypada. Tym bardziej, że Maja niedługo zacznie mówić.

- Zdrowiej jeść. Czyli nie żreć jak świnia a jak kobieta. Ograniczyć cukier i słodycze. Nie objadać się po nocy. Oczywiście mi nie wyjdzie, ale napisać wypadało.

- Zadbać o swoje zdrowie. Sprawdzić czy anemia w krwi już zażegnana. Odwiedzić okulistę i dentystę. Umówić się do neurologa z moją rwą kulszową (która po porodzie odzywała się już kilkakrotnie)

- Pracować nad swoją chęcią codziennego syzyfowego sprzątania.

- Znów czytać książki.

- Nieśmiało i po cichu. Może nawet małymi literami napiszę: chciałabym zacząć uprawiać jakiś sport. Moje ciało i kondycja fizyczna się tego domagają, ale wewnętrzny leń na razie wygrywa.

4) DO ZWIEDZENIA

- moim priorytetem jest zabrać Maję nad morze. Nawet nie w sezonie. Może wiosną. Choć na kilka dni. By spacerować. Słuchać i wdychać. Patrzeć na morze i bawić się w piachu. Po prostu pobyć gdzieś razem i odpocząć.

- chciałabym zwiedzić Toruń (Oglądając Lekarzy nabrałam ochoty na jeden dzień w tym mieście), Kraków (nigdy nie byłam a ponoć jest piękny) i Łódź (którą obiecała mi odczarować moja przyjaciółka).

- Oceanarium we Wrocławiu. Pojedziemy na pewno ale jak będzie ciepło bo kolejki ponoć jak za komuny. Już widzę jak Maja ogląda te piękne rybki.

- Energylandia. Od dzieciaka mam zamiłowanie do wesołych miasteczek. Miałam to niesłychane szczęście, że jako nastolatka byłam w trzech wspaniałych i ogromnych parkach rozrywki w różnych krajach w Europie. Niesamowita frajda, strach w oczach i okrzyki radości. Jeśli miałabym możliwość to chętnie bym to powtórzyła. Choć nie wiem czy razem z upływem lat nie zgubiłam dziecięcej odwagi i pociągu do adrenaliny.

Jak widzicie skrajne mamy plany na ten 2015. Znając życie i nasze możliwości uda nam się zrealizować mały procent punktu 2, a punkt 4 zostanie w strefie marzeń. No ale cóż. Tak bywa. Mam nadzieję, że chociaż roczek Majusi uda się tak, jak sobie zaplanowałam. I może uda mi się nie przeklinać i zacznę czytać jakąś książkę??

Tymczasem plan na jutro jest taki: pożegnać ozdoby świąteczne i choinkę i dostać się gdzieś do ginekologa z dwudniowym już bólem prawego jajnika.

A Wy jakie macie postanowienia, plany i marzenia na 2015?

Kolejkowa Rewolucja

Sercem, duszą, blogiem, rękami i nogami podpisuje się pod każdą inicjatywą, która ma na celu pozytywnie zmieniać ludzi. Dziś przyłączam się do akcji KOLEJKOWA REWOLUCJA.

O co chodzi? O promowanie wśród ludzi kultury i empatii.

W jakiej sprawie? Przepuszczania ciężarnej kobiety w kolejce.

Dlaczego? Bo tak wypada. Bo to przejaw kultury, dobrego wychowania, zrozumienia i wsparcia dla ciężarnej.

Większość z nas dorosłych kobiet była, jest, lub kiedyś będzie w ciąży, albo osobiście zna obecne, bądź przyszłe mamy. Sama byłam ciężarną, (mam nadzieję jeszcze będę) i mam córeczkę, która być może kiedyś też będzie nosić pod sercem nowe życie. I choć my kobiety z zasady jesteśmy twarde i dzielne, należy nam się troszkę przywilejów z powodu takiego „drobiazgu” jak tworzenie i dźwiganie nowego życia.

Owszem „ciąża nie choroba, a stan błogosławiony” słyszymy niejednokrotnie. Jednak w tym „cudownym” stanie często męczą nas mdłości, wymioty, zgaga, spuchnięte stopy, bóle pleców, migreny, duszności. A nawet jeśli czujemy się dobrze, to czy nie zasługujemy w tym wyjątkowym dla nas czasie, na tak mały a jednocześnie tak miły i ważny gest jakim jest nieczekanie w długaśnej kolejce??

Gdy rok temu byłam w naszej ukochanej, wyczekanej i wymodlonej ciąży, byłam tak szczęśliwa, że na stanie w kolejkach nie zwracałam szczególnej uwagi. Jednak na potrzeby akcji przypomniałam sobie swoje kolejkowo-ciążowe historie i dziś podzielę się z Wami trzema z nich:

1) negatywna. W naszym mieście jest apteka, która ma dość konkurencyjne na tle innych ceny. Jak się można domyślać kolejki są w niej długie jak warkocz Roszpunki. Była zima. Do apteki ledwo można było wejść; tylu ludzi. Ja w 8 miesiącu ciąży. Wchodzę razem z moją mamą i mówimy grzecznie dzień dobry. Stanęłam w kolejce, moja mama na uboczu. Byłam chyba 10. lub 11. W środku duszno i tłoczno. Przede mną ludzie w średnim lub starszym wieku. Myślę sobie, nie spieszy mi się, poczekam. Ale w zaawansowanej ciąży, zimowej kurtce i w tak małym i zatłoczonym pomieszczeniu zaczęło mi się robić słabo. Stoję cierpliwie, choć po cichu liczę, że farmaceuta za sekundę poprosi mnie do kasy („kobiety ciężarne obsługiwane są poza kolejnością” głosiła mini karteczka w kiepskim stanie powieszona na ścianie). Niestety. Zaczyna się robić gorąco. Rozpinam kurtkę i spoglądam na mamę spojrzeniem mówiącym „ciekawe jak długo jeszcze”. W końcu musiałam ściągnąć kurtkę. Nadal na nikim nie zrobił wrażenia mój ciężarny brzuchol. Do duszności dołączyło kopanie córeczki w mój pęcherz. Kiepsko, myślę. Nie wytrzymam. Wyciągam portfel a w nim widzę swoją legitymację honorowego krwiodawcy. Jak nie zaawansowana ciąża, to chociaż ta legitymacja daje mi przywilej „poza kolejką”. Ale odwaga, a raczej jej brak nie pozwala mi się odezwać. Na szczęście moja mama w końcu nie wytrzymała i dość głośno zapytała farmaceutę czy kobiety w ciąży rzeczywiście są tu obsługiwane poza kolejką. Pan przeprosił, kiwnął że mam podejść i mnie obsłużył. W aptece zrobiła się ciężka atmosfera. Słyszałam nerwowe krząkania, wredne prychania i uszczypliwe komentarze. Na karku zniecierpliwione i zawistne spojrzenia starszych ludzi wypalały mi dziurę, a potem odprowadzały bezczelnie do drzwi. Nie miłe. Bardzo nie miłe.

2) pozytywna. Wchodzę do marketu. Otworzony dopiero kilka dni więc ludu jak lodu. Zabrakło wózków. Wzięłam koszyk. Zrobiłam spore zakupy. Między innymi wiadro proszku do prania. Ledwo to wszystko dźwigałam. Do kasy szłam chyba z 15 minut zatrzymując się co chwilkę na odpoczynek. Kolejka giganticus!! Ale nikt nie przepuścił, więc czekam. Przy kasie pytam ekspedientkę czy mogę część z moich zakupów u niej zostawić i za chwilę po nie wrócić. Tłumaczę, że jestem sama, zakupy są ciężkie i na jeden raz nie mogę i nie chcę ich do samochodu dźwigać. Na te słowa pani stojąca za mną w kolejce mówi: „Nie, nie, pani nic dźwigać nie będzie. Ja pani swojego męża wypożyczę i on pani do auta wszystko grzecznie zaniesie.” Zaskoczenie moje (i męża tej pani) było ogromne. Ale jak powiedziała, tak zrobił i grzecznie mi do bagażnika zakupy zaniósł. Było mi wtedy niesamowicie przyjemnie. Tak się jakoś miło na sercu robi, gdy ktoś obcy chce Ci w czymś bezinteresownie pomóc.

3) pozytywna. Lato. Upał. Nie marzyłam o niczym innym jak zamoczyć się w basenie. Ciąża w pierwszym trymestrze. Mało widoczna. Mdłości i duszności. Ale zabraliśmy siostrzenice i pojechaliśmy na termy do Uniejowa. Mamy tam daleko. A kto był ten wie, że w sezonie kolejka ciągnie się i ciągnie. Około 2-3 godziny czekania. Cienia zero. Stoi się na słońcu. Wiedziałam, że nie wytrzymam. Gdyby nie dzieciaki, pewnie byśmy zrezygnowali i wrócili do domu. Ale miny dziewczynek wyrażały jedno: ciociu plis, musimy wejść. Stanie w ciąży, z mdłościami, w upale na słońcu przez 2 godz nie wchodziło w grę. Poszłam więc na początek kolejki, do rodziny z niemowlakiem. Powiedziałam wprost. Jestem w ciąży, przyjechaliśmy z daleka, nie dam rady stać na tym skwarze a dzieciaki mi nie odpuszczą jak wrócimy do domu. Reakcja była natychmiastowa. „Oczywiście że pani może wejść przed nami. Proszę bardzo. A który to tydzień? Jak się Pani czuje?” Zaznaczam, że ciąży nie było wtedy widać. Oni po prostu ufali, że mówię prawdę i wykazali się dużą empatią. I jak tu nie wierzyć w dobrych i kulturalnych ludzi?

Ja w nich wierzę. Jednak jak wiadomo, nie wszyscy są tak chętni by ustąpić ciężarnej miejsce w autobusie lub przepuścić ją w kolejce. Dlatego wspieram kolejkową rewolucję i chcę do tego zachęcić innych.

Teraz Wasza kolej. Opowiedzcie w komentarzu swoje ciążowo-kolejkowe historie. Te znane Wam z doświadczenia, lub te których byłyście świadkami. Jeśli chcecie polubcie ten wpis na facebooku, skomentujcie i udostępnijcie link innym. Szerzmy kulturę wśród ludzi. Walczmy o prawa ciężarnych. Zmieniajmy świat dla nas i naszych córek.

Zapraszam Was również do źródła akcji czyli na stronę kolejkowej rewolucji.(lub na ich funpage na FB) Tam dowiecie się jeszcze więcej na ten temat. Do dzieła dziewczyny, no bo kto jak nie my???

dolacz

najcenniejsze

Wczoraj pierwszy raz od roku byliśmy z mężem w kinie. Hobbit 3, dwie paczki popcornu, okulary do 3D i my. Było super. Dziś będzie domówka. Taka rodzinna. Kameralna. Z dzieciarnią roześmianą. Z balonami pod sufitem. Z kulą dyskotekową rzucającą kolorowe światełka w rytm muzyki i domową pizza wypełniającą zapachem każdy zakątek domu. A teraz będą przemyślenia.

Rok 2013 był czasem budowy, ciąży i przeprowadzki.

Rok 2014 to same nowości. Przede wszystkim Maja. Jej narodziny. Opieka nad nią. Moje pierwsze macierzyńskie rozterki i sukcesy. Przez ten rok wiele się nauczyłam. O świecie, o życiu, o sobie. Przesunęłam własne granice, pokonałam słabości. Stałam się lepszym człowiekiem. Macierzyństwo nauczyło mnie pokory, cierpliwości ale dało tez nieopisaną radość i wypełniło moje życie cudownymi momentami. 

Były gorsze dni, narzekania, chwile słabości, ale i tak czuję się o niebo silniejsza. Pewniejsza siebie. Jestem bardziej odpowiedzialna i zorganizowana. Mimo absorbującego macierzyństwa i męczącej bezsenności mam czas i chęci na różne rzeczy. Rozwijam się, mam nowe hobby. Jestem szczęśliwa i spełniona. Udało mi się. Jestem zadowoloną mamą.

Ten blog również jest moim sukcesem. Moim hobby, moim czasem dla siebie, moim pamiętnikiem, radością i satysfakcją. Od początku pisałam go spontanicznie, zawsze szczerze i od serca. Dla siebie, a nie dla kogoś. Nie pod publikę czy liczbę polubień na FB. Choć w blogowym świecie to bardzo modne, nie mam instagrama, tweetera, pinterest. Bo mi nie o to chodzi i nie na tym mi zależy. Jednak fakt, że blog dziennie odwiedza od 500 do 1500 osób bardzo mnie cieszy. To, że dzięki niemu poznałam wiele wspaniałych ludzi jest niesamowite.

To, że ktoś tu codziennie zagląda by razem ze mną się śmiać czy płakać, napawa mnie dumą. Że gdzieś między sprawdzeniem poczty, FB i pogody, macie czas na mój blog sprawia mi wiele uciechy. Cieszę się, że makeonewish jest dla Was codziennym obowiązkowym maleńkim punktem na mapie zwiedzania wirtualnego wszechświata. Czasem odpoczynku między pracą a zakupami, miejscem odskoczni od swoich problemów, małej radości przy porannej kawie, chwilą przemyśleń i zadumy przed pójściem spać lub bodźcem do uśmiechu na zwykły dzień. To takie miłe, że chcecie tu ze mną być. Dziękuję Wam, że jesteście. Że Wam, tak jak i mi jest tu dobrze.

Chciałabym każdej i każdemu z Was życzyć by ten Nowy Rok był lepszy niż ten 2014.

Życzę Wam wiary w siebie, w dobro i w ludzi. W to, że nawet jak jest źle, to w końcu będzie lepiej.

Tym, którzy ciągle walczą o swoje marzenia, obojętnie czy te małe, materialne czy te duże, duchowe, te osiągalne lub te prawie niemożliwe do spełnienia życzę cierpliwości, sił i wytrwałości. Nie poddawajcie się. Nigdy.

Tym, którzy już spełnili swoje marzenia, życzę by to doceniali. By cieszyli się swoim życiem, rodziną, hobby, pracą i dziećmi. By celebrowali każdy dzień i wyciskali ze zwykłych chwil to co najlepsze.

Życzę każdemu z Was radości. Takiej jak mają dzieci. Spontanicznej i szczerej. Radości z życia. Z obecności kogoś bliskiego. Ze zwykłych chwil. Ze smacznej przekąski. Ze słońca co świeci w oczy. Z ciepłej kąpieli. Widoku psa za oknem. Z powrotu do domu.

Życzę Wam byście nie byli sami. By zawsze ktoś na Was czekał. Ktoś Was potrzebował. Ktoś rozbawił i pocieszał. Wysłuchał i przytulił. By było dla kogo rano wstać i się starać nawet gdy jest ciężko.

Bądźcie zdrowi i szczęśliwi. Szukajcie szczęścia na własny sposób. Kochajcie ludzi i życie. Jakby każdy dzień miał być tym ostatnim. I pamiętajcie o tym co najcenniejsze…

Z całego serca Wam życzy AGA

świąteczna relacja

Pierwsze święta z Mają – niesamowite! Przeżycie tego czasu z własnym dzieckiem to naprawdę bezcenne doświadczenie. Cudownie było obserwować jej reakcje, radość, zabawę. Maja dość dobrze odnalazła się w świątecznym zamęcie. Pierwszy raz jadła zupę z suszonych owoców i karpia. Oczywiście jak się domyślacie, bardzo jej smakowało.

Jeśli chodzi o prezenty: oto nasz „Aniołek” ze swoimi podchoinkowymi łupami:

20141227_185610 DSC_5202

1)książka „Głośne zwierzęta” z dźwiękami i melodiami

2) różowy pływający w wodzie delfinek

3) książka „Opowiadania na Boże Narodzenie”

4) bransoletka z wisiorkiem

5) ramka sowa

6) pudło drewnianych klocków

7) lalka Julka (mówi, śpiewa, recytuje)

8) tukan (papuguje dźwięki z otoczenia i rusza się)

9) rowerek bez pedałów

10) ubranka i pieniążki

Opowiadania świąteczne, bransoletka i rowerek to prezenty na później, na razie Maja jest na nie za mała. Jeśli chodzi o tukana – Maja jest nim zainteresowana tylko gdy jest wyłączona opcja papugowania i ruszania. Jednak gdy włączymy powtarzanie dźwięków i ruch Maja go bije i ucieka :) Ewidentnie się go boi. Może dorośnie do niego później. Natomiast książka z dźwiękami zwierząt, drewniane klocki, delfin do kąpieli i lalka Julka – to prezenty bardzo trafione i Maja je uwielbia! Bawi się nimi całkiem sama lub z nami.

Grająca książka dołączyła do grona innych książeczek, które nasza córa kocha oglądać. Klocki są wspaniałe. Maja rozsypuje i goni je po całej podłodze. Burzy zbudowaną przez nas wierzę. Bierze po jednym do każdej rączki i stuka. Delfinek również super uatrakcyjnia czas kąpieli pływając wokół Mai we wannie. Jednak najbardziej przypadła jej do gustu lala. Nigdy nie sądziłam, że lalka zainteresuje takie małe dziecko. Maja ewidentnie rozwesela się na jej widok. Tarmosi ją za sobą gdy raczkuje po domu, przytula (!), pokazuje gdzie ma oczy. A gdy lala śpiewa Maja chwyta ją za rączki i „tańczy”. Odpadam na ten widok :)

Jeśli chodzi o Łobuza i choinkę – zero problemów. Gdy ją ubraliśmy, Maja w pierwszy dzień ciągle pokazywała na nią rączką. Jednak gdy do niej podchodziliśmy bała się, przytulała do nas i nie chciała nawet dotknąć. Z dnia na dzień oswajała się z choinką na tyle by się do niej zbliżać. Chyba z 2 razy zdjęła ptaszka lub pierniczka. I tyle. Teraz kompletnie jej nie interesuje.

Święta minęły nam w licznym gronie gości: miło, gwarnie, smacznie, wesoło i przede wszystkim szybko. Jedzenia na święta uzbierało się tyle, że moja lodówka zmieściła zaledwie 1/5. Reszta była przechowywana na dworze! Pogoda dopisała, więc codziennie byliśmy na krótkim spacerku. Były też wieczorne rozgrywki w x boxa, (po których mam teraz zakwasy) i nocne świąteczne seanse filmowe.

Niestety coś popsuło się przez te kilka dni – zasypianie Mai. Jak wiecie Maja zasypia sama w łóżeczku w swoim pokoju. Bez problemów. Niestety w czasie świąt to się zmieniło. Maja chyba zaaferowana ilością gości i atrakcji w domu, mimo ogromnego zmęczenia nie chciała iść na drzemkę. Łóżeczko ją parzyło, gryzło i wywoływało histeryczny płacz, który rozrywał moje serce. Zasypiała więc na moich rękach i dopiero wtedy odkładałam ją do łóżeczka.

Poza tym wszystko u nas ok. Czujemy się dobrze. Jesteśmy zdrowi. Cieszymy się czasem we trójkę. I nie możemy wyjść z podziwu, że rok temu w święta nasz malutki Bąbel siedział w brzuchu i kopał mnie po żebrach, a dziś już tyle umie.

PS jutro Maja kończy 11 miesięcy; zapraszam na wpis. A teraz życzę Wam miłego wieczoru i pozdrawiam poświątecznie.

Merry Christmas i świąteczna sesja Mai

Sesję świąteczną Mai postanowiliśmy standardowo zrobić sami w naszym amatorskim domowym zaciszu. Modelka wstała rano z jednym niesfornym lokiem, który za nic nie kazał się uczesać i przygładzić, więc sterczał uparcie na wszystkich zdjęciach jak mały róg. Dodatkowo modeleczka przez ostatnie dni ma kiepski humor. Chodzi za mną, piszczy, marudzi. Znów mocno się ślini i szybko się nudzi. Jak się domyślacie, łatwo nie było.

Tym razem sesję strzelił tata a mama robiła za dekoratora i wariata. By uzyskać choć kilka zdjęć, na których Maja nie wyciąga do mnie rączek, nie trzyma ich w zaślinionej buzi, lub nie ucieka na czworakach z kadru w moim kierunku, musiałam się nieźle napajacować. Tańczyłam, skakałam, robiłam dziwne miny i wydawałam głupie dźwięki. Śpiewałam też „Jestem wesoły Romek, mam na przedmieściach domek”. Jednym słowem wariatkowo. Salon po sesji wyglądał jakby przeszedł przez niego tajfun, tsunami i trzęsienie ziemi, a na koniec jeszcze wybuchła bomba.

Na szczęście udało się coś wybrać :)

DSC_4584DSC_4617 — kopia DSC_4618 DSC_4611

DSC_4698DSC_4647 — kopiaDSC_4576 — kopiaDSC_4676-2DSC_4663

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

(Kliknij na zdjęcie, a wyświetli się większe.)

Do sesji wykorzystaliśmy:

poduszki, lampion, baldachim – Ikea

kalendarz – pepco

lampki – biedronka

body z reniferem i świąteczne leginsy – pepco

świąteczna piżamka/pajacyk z reniferem – F&F

gwiazdki i serducha uszyłam ja :)

 

Moje dania już w 90% gotowe. W domu pachnie a mi aż ślinka cieknie. I tylko oczy same się zamykają bo zasnęłam dopiero przed 4.

Chciałabym wszystkim czytelnikom Make One Wish życzyć wewnętrznego spokoju, cudownych świąt w rodzinnym gronie i radosnej atmosferze. Dużo niezastąpionego zdrowia, ogrom miłości, trafionych prezentów pod choinką i odpoczynku. Wiele wiary i nadziei oraz by zawsze obok Was był ktoś do kochania.

Serdecznie pozdrawiam Was wszystkich i każdego z osobna wirtualnie ściskam. Dziękuję, że ze mną jesteście :)

Świąteczne buziaki z Adamkowa ślą Agnieszka, Leszek i Maja

gdzie ten sen ?

Jest 2.45 a ja nie spie. Tabletka tez nie pomogla. Powoli mam juz tego dosc. Zaraz obudzi sie Maja na mleko. Zaczyna bolec mnie gIowa. I kolejna noc mam z glowy.