ani mi się śni

Helloł ciotki klotki!

Nie wiem czy wiecie, ale pewnie tak bo moja mam to straszna papla, że rodzica chcą mieć drugiego bąbla. Jak to usłyszałam to myślałam, że ich pogryzę. Ja się pytam po co? Czy im nie wystarczy taki łobuz jak ja? Czy mało jest już śliny i brudnych pieluch w tym domu? Ktoś ma mi zabierać zabawki? Przytulać moją mamę? OJ NIE!

Niby pojawiła się jakaś przeszkoda i mamie trochę smutno. Ale wiecie ja tam nie mogę liczyć, że jakaś boląca torebka w jej brzuchu zrobi wszystko za mnie. Dlatego rozpoczęłam misję ANI MI SIĘ ŚNI. Postanowiłam przypomnieć rodzicom, a mamie szczególnie, jak to jest gdy w domu pojawia się taki całkiem malusi bobas i postanowiłam, że dziś w nocy dam im czadu.

Jak mama poszła spać do łóżka ok 1, to ja troszkę odczekałam i zaczęłam akcję płacz. Tak, jak się spodziewałam, po chwili mama stała już nad łóżeczkiem z butlą mleka. Myślała, że to wystarczy i pójdę grzecznie spać. Nie tym razem naiwna kobieto! Gdy już wypiłam co moje, kontynuowałam akcję płacz. A że mama mnie bardzo kocha i serce jej pęka jak się tak rozpaczliwie zanoszę łkaniem, to wzięła mnie na ręce i tuli i chodzi.

Widziałam, że chce jej się spać. Ziewała i oczka tarła bidulka jedna. Ale trudno, musiałam być skuteczna by im noworodka z głowy wybić. Dlatego jak tylko mama usiadła albo podchodziła do łóżeczka zawodziłam jak syrena strażacka. Mówię Wam!

W końcu mama wpadła na pomysł, że weźmie mnie do ich sypialni. Położyła mnie na środku łóżka, ale nie ze mną te numery. Tacie sprzedałam liścia i zaczęłam wyć. No to mama bierze mnie na siebie i myzia po pleckach. Fajnie było. Troszkę grzecznie poleżałam i mruczałam pod nosem. Pewnie naiwniaczka myślała, że zasypiam. Ale mi tak było dobrze, że na chwilę o mojej misji zapomniałam. Jak już mi się przypomniało to znów syrena.

Walczyłam tak do 3:15. Jak myślicie 2 godzinki takiej akcji wystarczą? Patrząc dziś na wygląd mamy chyba tak. No to idę się wyspać. A mama musi posprzątać chlewik jaki mi się „przypadkiem” zrobił gdy wcinałam bułę :)

Pozdrówki Maja

PS wiecie, że mama tworzy nowe makeonewish??

DSC_5424

dzieje się

Muszę Wam napisać o Mai. Jest niesamowita. Ciągle robi coś nowego. Przede wszystkim już jakiś czas raczkuje sobie nie tylko wokół mnie, ale „chodzi” tam gdzie chce, czyli po całym domu. Gdy za nią idę i chcę ją zabrać np z łazienki, szybko zamyka mi drzwi przed nosem!!! Potrafi też pójść do swojego pokoju, zamknąć za sobą drzwi i się chwilkę (krótką) sama tam pobawić.

Maja nauczyła się też dawać nam buzi. Gdy ją o to prosimy otwiera szeroko usta, zamyka oczy i pochyla się w kierunku naszych ust. Wychodzi wiec na to że cmokamy ją nie w ustka, a w otwartą paszczę :)

Ostatnio pokochała oglądać albumy. Raczkuje do regału w salonie. Wyciąga sobie album i potrafi dobre 5-10 minut przewracać kartki i oglądać zdjęcia. Wszystkich albumów mamy 13 a Maję głównie interesują i zajmują te, w których już jest ona. Mały narcyz :)

Oprócz opisywanych już wcześniej umiejętności w pokazywaniu czegoś, teraz doszło jeszcze robienia aa. Gdy podajemy jej poduszkę i mówimy pokaż jak robisz aa, Maja kładzie na niej główkę i mówi aa. No boskie to jest!

Tak samo jest z przytulaniem. Gdy sama bawi się jakimś pluszakiem lub lalą, albo gdy my jej coś podamy i prosimy by zrobiła tuli tuli, Maja przyciska tych pluszowych szczęściarzy do swojej szyi i policzka. Kocham ten widok.

Nauczyła się też wyciągać język i podnosić go pod górę, jakby chciała nim dotknąć nosa. Świetnie wtedy wygląda. Coraz częściej słyszymy też, że próbuje powtarzać ale już świadomie i celowo: dada, tata, mama i baba.

Tymczasem wczoraj lało, a dziś na dworze wiosna. Właśnie wietrzę w słońcu nasze pościele. Ale przez wiatr już 3 razy goniłam poduszkę :)

Misja roczek również w toku.

Dodatkowo chciałam Was poinformować, że niedługo na blogu pojawią się zmiany :)

Oj dzieje się…

DSC_5380

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tak naprawdę chciałam Wam jeszcze napisać, że Wasze słowa z komentarzy ciągle brzmią mi w głowie i ogrzewają moje serce. Jestem szczęściarą, ze Was mam. Jesteście niesamowici i wyjątkowi. W dniu, w którym założyłam make one wish, chyba ktoś nade mną czuwał :)

zimka

Tytuł mówi sam za siebie. W tym roku jest zimka. Jakaś nieudana namiastka lub podróbka prawdziwej zimy. Zimka jest ciepła, pochmurna, deszczowa, wietrzna i błotna. Normalnie chyba bym się cieszyła. Odśnieżanie podwórka i śliskie drogi to nic fajnego gdy chodzi się do pracy. Jednak gdy jesteś w domu z małym dzieckiem widzisz sprawę inaczej.

Chciałabyś pół dnia siedzieć po turecku na podłodze przy tarasie i obserwować jak Twoja  zahipnotyzowana córeczka spokojnie siedzi i patrzy na wirujące płatki śniegu. Na te wielkie zaciekawione oczy, zdumioną minę i rączki przyciśnięte do szyby. Bo przecież tam za oknem nigdy wcześniej nie było biało. Bo to pierwszy raz gdy ten mały cud widzi śnieg.

Dlatego gdy tylko temperatura spadła, śnieg minimalnie przykrył ziemię, a słonko wyjrzało zza chmur, ubrałam tego mojego kosmonautę w kombinezon i poszliśmy z mężem i Beti szukać uciechy na dworze. To jak Majulka się dziwiła, jak rozglądała, jak mrużyła oczka gdy promyki słońca iskrzyły się w śniegu. Bezcenne. Będę to pamiętać. Takie chwile odczarowują moje myślenie o zimie. To Maja uczy mnie cieszyć się chwilą i życiem.

DSC_5325DSC_5328 DSC_5335DSC_5370DSC_5356DSC_5358 DSC_5353

kłody pod nogi czyli powtóka z rozrywki

Jajnik boli mocno już jakieś 3 dni. Wczoraj na tyle mocno, że rozważałam izbę przyjęć. Ale wytrzymałam i dziś umówiłam się na wizytę do ginekologa, pani dr Z.

Przy badaniu myślałam, że ją uduszę i ucieknę. Podczas usg usłyszałam, że jednak dobrze znam swój organizm, bo moje podejrzenia się potwierdziły. Ponoć jestem też wytrzymała na ból, bo „normalnie pacjentki z 3-4 cm torbielą przybiegają i mówią, że baaardzo boli. A ty taki kolos wyhodowałaś.”

Na prawym jajniku mam sporą torbiel. Ma trochę ponad 6 cm (moja dotychczas największa). Jest szansa, że zaleczymy ją farmakologicznie. Ale muszę na siebie uważać, by nie pękła.

Zalecenia:

- luteina i hormony

- „mam płynąć, nie chodzić” (?)

- nie skakać i nie tańczyć (nie miałam zamiaru)

- nie dźwigać (tak, Maja na pewno to zrozumie)

- nie współżyć

I czy to nie ironia losu, że akurat gdy przed świętami podjęliśmy decyzję i zaczęliśmy starania o drugie dziecko, nagle pojawia się wielka torbiel. Która nawiasem mówiąc nie dość, że cholernie boli to oznacza, że w tym cyklu owulacji nie było.

Oprócz tego, że musimy zachować wstrzemięźliwość to jeszcze dwa miesiące muszę przyjmować tabletki antykoncepcyjne. Po tych 2 opakowaniach pójdę na kontrolne usg i wtedy zapadnie decyzja co dalej.

Ogólnie uważać, bo torbiel spora. Jak poczuję ostry ból to jechać prosto do szpitala. Przytakuję smutno głową. Pani dr patrzy na mnie i zapewnia, że mam się nie martwić, że to nic groźnego. Lada dzień powinno mniej boleć, a na 80% się wchłonie przez leki i zabieg nie będzie potrzebny.

Ale mi nie o ból czy zabieg chodzi. Myślę o tym, że znów nawalam. Pani dr jakby na potwierdzenie moich myśli stwierdza, że nasze problemy z niepłodnością i 3 letnie staranie o Maję ewidentnie nie leżą w mojej głowie, i są spowodowane nie blokadą psychiczną, a konkretnymi problemami z owulacją.

Jak nie zapadnięte pęcherzyki to torbiele.

Czy ja w ogóle z wyjątkiem maja 2013 miewam normalne owulacje?

Na koniec pani dr jeszcze raz każe na siebie uważać, wyraża żal że potencjalna druga ciąża odsunie się trochę w czasie, ale podkreśla, że moje zdrowie najważniejsze. Gratuluje też podjęcia decyzji starania się o drugie dziecko i trzyma kciuki.

Jak widać pójdzie nam jak z płatka. Płodna i sprawna jestem jak cholera.

mam 11 miesięcy

Dziś Maja skończyła 11 miesiąc życia. Nie mogę uwierzyć, że za miesiąc będzie mieć roczek! Majula waży ok 9,4 kg czyli mimo tego, że apetyt dopisuje jej bez zmian, troszkę nam zeszczuplała. Tłumaczę to sobie tym, że mniej śpi a więcej się rusza.

Grudzień to miesiąc dużych zmian w rozwoju ruchowym. Maja zaczęła raczkować i stawać na nóżkach. Raczkowanie idzie jej już naprawdę szybko. Czasami podczas raczkowania robi tzw koci grzbiet i stoi na podłodze opierając się na dłoniach i stopach. Samodzielne wstawanie na nogi początkowo sprawiało jej wiele wysiłku i robiła to tylko na macie przy fotelu. Teraz jest już sprawniejsza i wstaje przy ławie, sofie i w łóżeczku. Wciąż jednak tylko stoi, nie wykonuje kroczków.

Jeśli chodzi o inne umiejętności, to tylko jej się chce umie pokazać:

- pa pa

- jaka jest duża

- gdzie ktoś ma oko

- jakie jedzonko było dobre (klepie się po brzuchu)

- halo halo (przykłada telefon do ucha)

- brawo

- gdzie ma loki (dotyka swoich włosków)

- oj oj (grozi palcem wskazującym)

Od wczoraj zaczęła też mnie naśladować, gdy podczas przebierania pieluszki przykładam jej gołe stopki do nosa i robię skwaszoną minę i mówię fuj fuj. Maja kwiczy przy tym radośnie, po czym sama przykłada stopę do swojego nosa i pluje jakby robiła ble :)

Maja naśladuje też nasze gesty podczas zabaw. Np próbuje wkładać kostki różnych kształtów do sortera, lub układać wierzę z klocków. Bardzo polubiła bawić się nowymi klockami i lalą Julką, jednak przekładanie stron i oglądanie książeczek to ciągle jej ulubiona zabawa.

Jest też coś co w grudniu Maja udoskonaliła do perfekcji. Bicie innych po twarzy. I to kolejny objaw jej łobuzerskiego charakterku tylko tym razem to już nie jest śmieszne. Nie mam pojęcia skąd jej się to wzięło. Przecież nie mogła się tego od nikogo nauczyć i nigdzie zobaczyć. Myślę, że to jest chyba jej sposób na wyrażenie niezadowolenia, złości i bezradności gdy czegoś chce, lub nie może. Maja najczęściej uderza nas w twarz gdy mówimy, że nie wolno jej czegoś brać lub robić. Ale zdarza się też, że robi to podczas wygłupów i zabaw gdzie poziom emocji i kwiku sięga zenitu i wtedy Maja robi to jakby z podekscytowania. Zawsze wtedy łapiemy ją za rączkę i mówimy surowym głośnym tonem, że nie można nikogo bić. Czasami Maja zrobi przy tym podkówkę i zapłacze a innym razem kompletnie zignoruje i wraca jak gdyby nic do zabawy.

Jej mowa też się zmienia. Dźwięki jakie teraz z siebie wydaje, nie są już tylko zwykłymi powtarzanymi sylabami lala, tata, mama, dzia-dzia. Teraz mówi też najróżniejsze sylaby i zbitki. Czasami przypadkowo udaje jej się poskładać słowa. Raz usłyszeliśmy jak powiedziała „już idę”, kiedyś jej wyszło „gnojek” i „patyk”. Ostatnio Maja też odkrywa różne ustawienie języka i mówi np z językiem podwiniętym lub włożonym między zęby. Czasami brzmi jak Brytyjczyk z tzw kluchą w gardle :)

Zęby nadal tylko dwie dolne jedynki. Noce ciągle z pobudkami na mleko. Choć np dziś wyjątkowo od dawna przespała całą noc.

Podsumowując jest cudowna. Niczego bym w niej nie zmieniła. Zachwyca mnie co dnia i coraz mocniej ją kocham. Każde najmniejsze osiągniecie, nowa mina, gest, sprawia, że ogromnie się wzruszam i pękam z dumy. Wspaniale być jej mamą :)

13 2DSC_5298 — kopia

świąteczna relacja

Pierwsze święta z Mają – niesamowite! Przeżycie tego czasu z własnym dzieckiem to naprawdę bezcenne doświadczenie. Cudownie było obserwować jej reakcje, radość, zabawę. Maja dość dobrze odnalazła się w świątecznym zamęcie. Pierwszy raz jadła zupę z suszonych owoców i karpia. Oczywiście jak się domyślacie, bardzo jej smakowało.

Jeśli chodzi o prezenty: oto nasz „Aniołek” ze swoimi podchoinkowymi łupami:

20141227_185610 DSC_5202

1)książka „Głośne zwierzęta” z dźwiękami i melodiami

2) różowy pływający w wodzie delfinek

3) książka „Opowiadania na Boże Narodzenie”

4) bransoletka z wisiorkiem

5) ramka sowa

6) pudło drewnianych klocków

7) lalka Julka (mówi, śpiewa, recytuje)

8) tukan (papuguje dźwięki z otoczenia i rusza się)

9) rowerek bez pedałów

10) ubranka i pieniążki

Opowiadania świąteczne, bransoletka i rowerek to prezenty na później, na razie Maja jest na nie za mała. Jeśli chodzi o tukana – Maja jest nim zainteresowana tylko gdy jest wyłączona opcja papugowania i ruszania. Jednak gdy włączymy powtarzanie dźwięków i ruch Maja go bije i ucieka :) Ewidentnie się go boi. Może dorośnie do niego później. Natomiast książka z dźwiękami zwierząt, drewniane klocki, delfin do kąpieli i lalka Julka – to prezenty bardzo trafione i Maja je uwielbia! Bawi się nimi całkiem sama lub z nami.

Grająca książka dołączyła do grona innych książeczek, które nasza córa kocha oglądać. Klocki są wspaniałe. Maja rozsypuje i goni je po całej podłodze. Burzy zbudowaną przez nas wierzę. Bierze po jednym do każdej rączki i stuka. Delfinek również super uatrakcyjnia czas kąpieli pływając wokół Mai we wannie. Jednak najbardziej przypadła jej do gustu lala. Nigdy nie sądziłam, że lalka zainteresuje takie małe dziecko. Maja ewidentnie rozwesela się na jej widok. Tarmosi ją za sobą gdy raczkuje po domu, przytula (!), pokazuje gdzie ma oczy. A gdy lala śpiewa Maja chwyta ją za rączki i „tańczy”. Odpadam na ten widok :)

Jeśli chodzi o Łobuza i choinkę – zero problemów. Gdy ją ubraliśmy, Maja w pierwszy dzień ciągle pokazywała na nią rączką. Jednak gdy do niej podchodziliśmy bała się, przytulała do nas i nie chciała nawet dotknąć. Z dnia na dzień oswajała się z choinką na tyle by się do niej zbliżać. Chyba z 2 razy zdjęła ptaszka lub pierniczka. I tyle. Teraz kompletnie jej nie interesuje.

Święta minęły nam w licznym gronie gości: miło, gwarnie, smacznie, wesoło i przede wszystkim szybko. Jedzenia na święta uzbierało się tyle, że moja lodówka zmieściła zaledwie 1/5. Reszta była przechowywana na dworze! Pogoda dopisała, więc codziennie byliśmy na krótkim spacerku. Były też wieczorne rozgrywki w x boxa, (po których mam teraz zakwasy) i nocne świąteczne seanse filmowe.

Niestety coś popsuło się przez te kilka dni – zasypianie Mai. Jak wiecie Maja zasypia sama w łóżeczku w swoim pokoju. Bez problemów. Niestety w czasie świąt to się zmieniło. Maja chyba zaaferowana ilością gości i atrakcji w domu, mimo ogromnego zmęczenia nie chciała iść na drzemkę. Łóżeczko ją parzyło, gryzło i wywoływało histeryczny płacz, który rozrywał moje serce. Zasypiała więc na moich rękach i dopiero wtedy odkładałam ją do łóżeczka.

Poza tym wszystko u nas ok. Czujemy się dobrze. Jesteśmy zdrowi. Cieszymy się czasem we trójkę. I nie możemy wyjść z podziwu, że rok temu w święta nasz malutki Bąbel siedział w brzuchu i kopał mnie po żebrach, a dziś już tyle umie.

PS jutro Maja kończy 11 miesięcy; zapraszam na wpis. A teraz życzę Wam miłego wieczoru i pozdrawiam poświątecznie.

Merry Christmas i świąteczna sesja Mai

Sesję świąteczną Mai postanowiliśmy standardowo zrobić sami w naszym amatorskim domowym zaciszu. Modelka wstała rano z jednym niesfornym lokiem, który za nic nie kazał się uczesać i przygładzić, więc sterczał uparcie na wszystkich zdjęciach jak mały róg. Dodatkowo modeleczka przez ostatnie dni ma kiepski humor. Chodzi za mną, piszczy, marudzi. Znów mocno się ślini i szybko się nudzi. Jak się domyślacie, łatwo nie było.

Tym razem sesję strzelił tata a mama robiła za dekoratora i wariata. By uzyskać choć kilka zdjęć, na których Maja nie wyciąga do mnie rączek, nie trzyma ich w zaślinionej buzi, lub nie ucieka na czworakach z kadru w moim kierunku, musiałam się nieźle napajacować. Tańczyłam, skakałam, robiłam dziwne miny i wydawałam głupie dźwięki. Śpiewałam też „Jestem wesoły Romek, mam na przedmieściach domek”. Jednym słowem wariatkowo. Salon po sesji wyglądał jakby przeszedł przez niego tajfun, tsunami i trzęsienie ziemi, a na koniec jeszcze wybuchła bomba.

Na szczęście udało się coś wybrać :)

DSC_4584DSC_4617 — kopia DSC_4618 DSC_4611

DSC_4698DSC_4647 — kopiaDSC_4576 — kopiaDSC_4676-2DSC_4663

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

(Kliknij na zdjęcie, a wyświetli się większe.)

Do sesji wykorzystaliśmy:

poduszki, lampion, baldachim – Ikea

kalendarz – pepco

lampki – biedronka

body z reniferem i świąteczne leginsy – pepco

świąteczna piżamka/pajacyk z reniferem – F&F

gwiazdki i serducha uszyłam ja :)

 

Moje dania już w 90% gotowe. W domu pachnie a mi aż ślinka cieknie. I tylko oczy same się zamykają bo zasnęłam dopiero przed 4.

Chciałabym wszystkim czytelnikom Make One Wish życzyć wewnętrznego spokoju, cudownych świąt w rodzinnym gronie i radosnej atmosferze. Dużo niezastąpionego zdrowia, ogrom miłości, trafionych prezentów pod choinką i odpoczynku. Wiele wiary i nadziei oraz by zawsze obok Was był ktoś do kochania.

Serdecznie pozdrawiam Was wszystkich i każdego z osobna wirtualnie ściskam. Dziękuję, że ze mną jesteście :)

Świąteczne buziaki z Adamkowa ślą Agnieszka, Leszek i Maja

cicha woda

Wyobraź sobie 11 miesięcznego niemowlaka. Małą, niespełna 10 kg dziewczynkę. Ciałko ma pulchne. Nic tylko tulić! Jest samą słodyczą i ma cudowne, niebieskie oczy. Tak niebieskie i tak piękne, że obcy ludzie zatrzymują się by nam o tym powiedzieć. I ta mała dziewczynka oprócz tego, że jest mała, mięciutka, słodka i ma wspaniałe oczka, to na dodatek jej główkę pokrywają niesforne loczki.

Jaki masz obraz przed oczami? Małego niewinnego aniołka? Nic bardziej mylnego! Pamiętacie jak po skończonym 10 miesiącu pisałam, że Maja nauczyła się robić nową minę? Mruży oczy, marszczy nos? Oto ta mina w kilku uchwyconych odsłonach.

 badlook diabełek DSC_4056 DSC_4223 DSC_4227 DSC_4273 hellboy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I co? Też macie przeczucie, że z takim Łobuzem nudzić się nie można i że chyba łatwo z nią nie będzie?

kiedy mama myje zęby

Codziennie rano ubraną Maję zostawiam na macie z zabawkami w salonie, a sama idę do łazienki się umyć. Zazwyczaj nie mija chwilka, a Maja już pojawia się w drzwiach łazienki i ciągnie mnie za spodnie lub zagląda do szafki.

W niedzielę zrobiliśmy tak samo. Maja ubrana zostawiona z zabawkami w salonie, a my z mężem w łazience, myjemy zęby. Odruchowo nasłuchuję dźwięku raczkującej Mai i spoglądam w uchylone drzwi. Ani widu ani słychu. Oczywiście przeczucie mówiło mi, że ta cisza nie wróży niczego dobrego. Wchodzę do salonu nadal myjąc zęby, a tam nasza Maja, po cichutku jak nie Maja, a jak myszka, siedzi sobie przy ławie. Między nogami kurczowo trzyma miskę z delicjami i piernikami (która stała na stole) i wcina łapczywie te czekoladowe rarytasy jak się patrzy. Jak mnie zobaczyła to sama nie wiedziała co zrobić (normalnie gdy pojawię się na horyzoncie, wyrzuca przedmiot, którego wie, że nie może mieć) tym razem wpychała sobie szybciej tą słodką delicję. A widok jej skupionego, łakomego pośpiechu był nieziemski!

Musiałam zawołać męża bo nie mogłam pozwolić by przegapił tą scenę. Pociesznie jadła, jakby z miesiąc głodowała. Czekoladowa ślina kapała jej na świąteczny sweterek i rajstopki. Skupiona była jak nigdy na niczym. Uśmialiśmy się z tego małego złodzieja słodyczy. Zrobiliśmy zdjęcia  i nadeszła nieunikniona chwila. Trzeba było resztkę delicji przejąć, miskę z zawartością odzyskać, rączki i buzię umyć a łakomczucha przebrać.

Jak się domyślacie akcja zakończyła się histerią, rzucaniem się na podłogę, purpurową twarzą i krokodylowymi łzami.

Nie wiem jak ona to zrobiła, że miseczkę z całą zawartością zniosła z ławy na podłogę i ani okruszek się nie wysypał. Ale jakoś jej się udało.  Widać jak się chce, to można sprawnie i zgrabnie operować manualnie rączkami :)

Bo jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co się ma :) A to kradzione też się lubi, bo słodkie, i jak wiadomo kradzione smakuje najbardziej, a na dodatek nie tuczy!!!

maja i delicje

jaki prezent pod choinkę?

Czasu zostało coraz mniej, a ja wciąż nie mam wszystkiego na święta. Chyba nigdy nie byłam z świątecznymi zakupami tak daleko w ciemnej.. dziurze. Dla części osób prezenty już mamy, dla pozostałych przynajmniej wiemy co kupić, ale nie mamy jeszcze najważniejszego – prezentu gwiazdkowego dla Mai. Tzn mam pierwszą część – wymyśliłam sobie, by choć jeden prezent nie był tylko na teraz, ale na lata. Chciałam, by miała pamiątkę z pierwszej Gwiazdki. Kupiliśmy więc coś na przyszłe wspólne czytanie do poduszki – pięknie ilustrowaną grubą książkę – wydanie opowiadań świątecznych  min Królowa Śniegu, Opowieść Wigilijna i Ołowiany Żołnierzyk. Ale co do tego??

Zdaję sobie sprawę, że trafiony prezent dla 11 miesięcznego niemowlaka to loteria i rosyjska ruletka. Bo z Mają już tak jest. Zabawek ma sporo, ale na długo jej nie zajmują. Od czasu do czasu dostaje coś bez okazji: a to kostkę – sorter, albo piłeczkę z grzechotką, innym razem jeżdżącego krokodyla, lub świecącego żółwia, albo kolejną książeczkę. A i tak najbardziej i najdłużej bawi się tym, czym nie może, czyli np płytami DVD, które ściąga z regału, paczką chusteczek, elektronicznym termometrem, opakowaniem biszkoptów, moim portfelem lub kapciem.

Wiem, że mogę wydać np 100zł na jakiś prezent, a ona zachwyci się opakowaniem lub kokardką. Ale to jej pierwsza gwiazdka. Chcę, by oprócz książeczki coś jeszcze od nas dostała i nie mam pojęcia co.

Mam dwa typy:

1) miś gawędziarz, cena ok 110 zł

2) drewniany pchacz – jeździk, cena ok 130 zł

Co myślicie o tych zabawkach? A może Wy macie jakiś pomysł?? Może coś innego, tańszego? Co dostaną Wasze pociechy pod choinkę?