make word mosaic

Gdy jakiś czas temu opublikowałam wpis sen o domu. Kilka z Was pytało jak zrobiłam to serce z naszych imion:

http://makeonewish.blog.pl/files/2014/11/DSC_3697.jpg

 

Oczywiście nie zrobiłam tego całkiem sama. Nie mam chyba tyle cierpliwości. Korzystałam ze znalezionego gdzieś w sieci programu/aplikacji. Obiecałam, że jak tylko ją odnajdę to Wam udostępnię.

Wczoraj nie mogłam spać (standard) więc szukałam. SPECJALNIE DLA WAS! Proszę:


http://www.imagechef.com/ic/pl/word_mosaic/

Aplikacja jest za darmo ale po angielsku. Myślę jednak, że każdy sobie z nią poradzi. Możliwości jest mnóstwo i w sumie ogranicza Was tylko wyobraźnia. Możecie zmieniać kształt w jaki ułożyć mają się słowa, czcionkę, kolory tła i tekstu.

Jedyny minus jest taki, że wydrukowaniu pod naszym dziełem widoczny jest napis nazwy strony. Dlatego ja moje serce wycięłam i nakleiłam na czystej kartce. Ale teraz tak myślę, że przecież można było obrazek zapisać, napis jakoś wymazać (jak ktoś umie) i dopiero wydrukować.

W każdym razie link znalazłam, udostępniam i teraz Wasza kolej na stworzenie oryginalnej ozdoby Waszego domu. Możecie umieścić imiona członków swojej rodzinki, lub ważne dla Was słowa, nazwy miast, lub daty, a może nawet krótki cytat?

Jeśli chcecie podzielcie się ze mną swoimi pomysłami i efektem końcowym. Będzie mi bardzo miło :)

PS przez tą całą torbiel zapomniałam Wam wczoraj napisać, że Majusi wyszła górna lewa jedynka! Także mamy 3 ząb. Całe mnóstwo jak na prawie roczne dziecko prawda??

kłody pod nogi czyli powtóka z rozrywki

Jajnik boli mocno już jakieś 3 dni. Wczoraj na tyle mocno, że rozważałam izbę przyjęć. Ale wytrzymałam i dziś umówiłam się na wizytę do ginekologa, pani dr Z.

Przy badaniu myślałam, że ją uduszę i ucieknę. Podczas usg usłyszałam, że jednak dobrze znam swój organizm, bo moje podejrzenia się potwierdziły. Ponoć jestem też wytrzymała na ból, bo „normalnie pacjentki z 3-4 cm torbielą przybiegają i mówią, że baaardzo boli. A ty taki kolos wyhodowałaś.”

Na prawym jajniku mam sporą torbiel. Ma trochę ponad 6 cm (moja dotychczas największa). Jest szansa, że zaleczymy ją farmakologicznie. Ale muszę na siebie uważać, by nie pękła.

Zalecenia:

- luteina i hormony

- „mam płynąć, nie chodzić” (?)

- nie skakać i nie tańczyć (nie miałam zamiaru)

- nie dźwigać (tak, Maja na pewno to zrozumie)

- nie współżyć

I czy to nie ironia losu, że akurat gdy przed świętami podjęliśmy decyzję i zaczęliśmy starania o drugie dziecko, nagle pojawia się wielka torbiel. Która nawiasem mówiąc nie dość, że cholernie boli to oznacza, że w tym cyklu owulacji nie było.

Oprócz tego, że musimy zachować wstrzemięźliwość to jeszcze dwa miesiące muszę przyjmować tabletki antykoncepcyjne. Po tych 2 opakowaniach pójdę na kontrolne usg i wtedy zapadnie decyzja co dalej.

Ogólnie uważać, bo torbiel spora. Jak poczuję ostry ból to jechać prosto do szpitala. Przytakuję smutno głową. Pani dr patrzy na mnie i zapewnia, że mam się nie martwić, że to nic groźnego. Lada dzień powinno mniej boleć, a na 80% się wchłonie przez leki i zabieg nie będzie potrzebny.

Ale mi nie o ból czy zabieg chodzi. Myślę o tym, że znów nawalam. Pani dr jakby na potwierdzenie moich myśli stwierdza, że nasze problemy z niepłodnością i 3 letnie staranie o Maję ewidentnie nie leżą w mojej głowie, i są spowodowane nie blokadą psychiczną, a konkretnymi problemami z owulacją.

Jak nie zapadnięte pęcherzyki to torbiele.

Czy ja w ogóle z wyjątkiem maja 2013 miewam normalne owulacje?

Na koniec pani dr jeszcze raz każe na siebie uważać, wyraża żal że potencjalna druga ciąża odsunie się trochę w czasie, ale podkreśla, że moje zdrowie najważniejsze. Gratuluje też podjęcia decyzji starania się o drugie dziecko i trzyma kciuki.

Jak widać pójdzie nam jak z płatka. Płodna i sprawna jestem jak cholera.