po jedenaste: nie wtrącaj się

Lubię ludzi. Na ogół uważam ich za dobrych. Może naiwna jestem, a może takie mam szczęście, że częściej trafiam na tych pozytywnych. Jednak jest kilka cech, których nie toleruję, a jak toleruję to z zaciśniętymi zębami. W czołówce znajduje się:

pisanie bajek, cwaniactwo i wywyższanie – czyli ogólnie mówiąc niepotrzebne ubarwianie, panoszenie i przechwalanie (zazwyczaj zupełnie bezpodstawne). Ten typ ludzia wszystko wie, wszędzie był, wszystko ma. I według niego ty puchu marny w du..e byłeś i gó..o widziałeś (przepraszam za język) Z tym typem ja osobiście w dyskusję nie wchodzę, bo i po co?

- lizustwo, szczurostwo i matactwo – ta persona posunie się do wszystkiego czyli: wejdzie wszystkim i wszędzie gdzie tylko się da, jeśli dzięki temu wskoczy na kolejny schodeczek kariery. Nakłamie, namiesza, skłóci współpracowników, nakopie innym dołków, nakombinuje, byle coś osiągnąć. Oczywiście innych ludzi ma za nic, czyli tzw po trupach do celu.

- lenistwo, zazdrość, hejtowanie – przedstawiciel tej grupy woli innym, często obcym, wytknąć drzazgę, gdy belki w swym oku nie dostrzega. Lubi obrażać ludzi, bo nie ma nic kreatywnego do roboty. Obluzga i znienawidzi gdy ktoś ma lepiej lub więcej, ale palcem nie kiwnie by się kopnąć w zadek, czegoś nauczyć, coś zrobić, do czegoś dojść.

- ogólnie pojęte tyranizowanie i despotyzm – kiedy ktoś starszy/silniejszy/ lub teoretycznie „nad tobą”, wykorzystuje swoją przewagę siły/finansową/stanowiska,  i psychicznie bądź fizycznie niszczy bliskich/obcych ludzi wokół siebie. Wg mnie takie osoby są nieszczęśliwymi tchórzami, które zgniatając słabszych chcą poprawić sobie humor i postrzeganie siebie. Tak naprawdę myślę, że te osoby w głębi duszy muszą być bardzo nieszczęśliwe i same się nienawidzą za własne zachowanie.

Pewnie jeszcze by się znalazło kilka cech: chroniczni kłamcy, gamonie za kierownicą, pazerni politycy itd. Ale nie o tym wszystkim chciałam pisać, a już mi długi post wyszedł.. kurdę. Tak naprawdę chciałam dziś napisać o ludzkim przeświadczeniu, że można wtykać nos w nie swoje sprawy. Kiedyś już o tym na blogu troszkę było:

/milczenie-jest-zlotem/

10 rzeczy których nie mówi się do bezdzietnej pary

/ciocia-dobra-rada/

/ku-pamieci/

Tylko wtedy dotyczyło to głównie naszej bezdzietności, naszej niepłodności, naszego leczenia. W czasie ciąży również zdarzały się wścibskie pytania, dziwne rady i śmieszne przesądy. A nawet straszenie mnie macierzyństwem typu: „jak się urodzi to dopiero zobaczysz”, „ciąża to pikuś, potem to się dopiero zacznie i już lepiej nie będzie”, „korzystajcie z życia póki możecie bo potem..„dzieci to nieprzespane noce, skarbonka i same kłopoty” czyli przedstawianie ciężarnej rodzicielstwa jako pasmo udręk. NO RĘCE MI OPADAJĄ.

Teraz z kolei spotykam się z komentarzami na temat wychowywania mojego dziecka. I o zgrozo wiem od koleżanek, znajomych i z innych blogów, że nie jestem z tym sama. To chyba jakaś plaga wszystkowiedzących dziadków, teściów, rodziców, sąsiadów, ciotek, koleżanek, a nawet obcych ludzi. Nie wiem co mają ludzie w sobie takiego, że wtrącają swoje uwagi choć nikt ich o zdanie nie pyta. Czy to odwaga? Czy bezczelność? A może przeświadczenie o swojej nieskazitelnej i bezkresnej wiedzy w tym zakresie? Nie wiem. Ale jeśli nie dotyczy to bicia, głodzenia, znęcania się i maltretowania danego dziecka (tu oczywiście trzeba reagować!!!) to czy ludzie mają prawo wtrącać się w jego wychowanie?? Przecież do jasnej anieli, to matka nosiła je 9 miesięcy, matka urodziła i matka decyduje!

- „Maja a zapytaj się swojej mamy dlaczego nie masz pod pupą poduszki” – usłyszałam kiedyś od bezdzietnej cioci, która na pewno wie lepiej, że poduszka w wózku musi być! I to koniecznie pod pupą, bo bez poduszki pod zadkiem niewygodnie przecież!

- Taka mała i już ma kolczyki???” – Taka stara a niewychowana? – mam ochotę zapytać. A czy jest gdzieś ustawowo określone jaki wiek jest najlepszy na przebicie uszu? Nie słyszałam.

- Pewnie jej zimno w te gołe nóżki” – tak, na pewno w lipcowe 36 stopniowe upały dostanie odmrożeń i jej palce odpadną bo nie założyłam małej skarpetek.

- „Pewnie ma potówki, pewnie coś zjadłaś, pewnie płyn zmieniłaś, pewnie nie wyprasowałaś, pewnie dotyka buzią brudnej podłogi” – no i wizyta u lekarza już nie jest potrzebna, porady medyczne za darmo!

- „W samych rajstopkach/leginsach/spodniach na tej podłodze? Pewnie się rozchoruje” – to że u nas podłoga ciepła jak latem piasek od słońca i że w pupę jest ciepło, znaczenia nie ma.

- Na pewno jest głodna i dlatego marudzi, zrób jej mleko. Na pewno już zgłodniała. No daj jej jeść.” – No tak, racja, nie pomyślałam że moje dziecko płacze z głodu!! Fakt, że jadła 1,5 godziny temu się nie liczy. A zmęczenie i to, że jest w obcym śmierdzącym papierosami miejscu nie ma z tym płaczem nic wspólnego. Ja po prostu nie znam swojego dziecka.

- „W taką pogodę pani dziecko na miasto ze sobą targa?” – no pewnie, że targam, bo przecież lubię głupia babo we mgle i wietrze męczyć się z 9 kg dzieckiem i 7 kg wózkiem po schodach w urzędzie! I kocham jak owo dziecko marudzi w kolejkach do kasy w markecie i jak się wścieka, że kolejny raz zapinam i wypinam z fotelika. Ale przecież racja! Mogłam sama jechać, a Maję w łóżeczku w domu samą zostawić. Lub nie jechać wcale i liczyć że Św Mikołaj za mnie wszystko załatwi.

- „Nie dajesz jej słodyczy/parówki??? Nasze już dawno w tym wieku jadły tak, to bardzo dziwne, że moje 11 miesięczne niemowlę nie wcina czekolady i najgorszego syfu zwanego parówką. Chyba czuję się winna.

- Matko jak ona schudła ostatnio. Musisz jej więcej dawać jeść” i fakt, że niemowlaki już tak mają, że przyrost ich wagi w pewnym momencie zwalnia i to, że Maja teraz nie śpi już tyle co kiedyś a rusza się prawie bez przerwy też się nie liczy. Ja ją po prostu głodzę.

- Ona się ciągle patrzy w tv” – po pierwsze nie ciągle; bo jak się bawi, raczkuje za mną po całym domu, broi w łazience i kuchni, gdy śpi, kąpie się, je i jest na dworze, to nie patrzy. A po drugie jak trochę popatrzy, to nie umrze. Wiem, że to nic dobrego i to nie powód do dumy, ale co mam zrobić. Chyba mi się należy chociaż Dzień Dobry TVN do porannej kawy. Przecież nie włączam małej bajek i nie sadzam specjalnie przed TV żeby sobie oglądała by mieć spokój, a sama w tym czasie nie leżę i nie pachnę. Patrzy przy okazji, bo TV jest w salonie a nie pod poduszką czy w szufladzie, więc siłą rzeczy jak coś gada, gra i świeci to jest dla małej atrakcyjne.

- „Czemu jej nie zrobisz kisielku? Albo nie dasz jej danonka? A może chleb z masłem?” mówione z miną jakbym głodziła swoje dziecko. Bo to przecież grzech śmiertelny, że Mai na każde miauknięcie i piśnięcie nie zapycham ust czym popadnie: kaszkami, kleikami, kiślami, chrupkami i ciastkami. Bo przecież trzeba za dzieckiem ganiać po całym mieszkaniu z łyżeczką i wtykać nieustannie jedzenie. Nawet jak wiem, że głodna nie jest.

- „Musicie coś zrobić bo ona jeszcze nie chodzi.”  Najlepiej kupić kojec, chodzik i jeszcze z trzy łóżeczka: po jednym do salonu, kuchni i łazienki żebym ją mogła za sobą wszędzie nosić i w nich umieszczać. Bo ona się nie ma za co podciągać i dlatego jeszcze nie chodzi. Nie pomaga kolejne tłumaczenie że 11 miesięczne dziecko ma prawo raczkować i tylko stać przy meblach i nie musi samodzielnie chodzić (do 18 miesięcy ma czas). Poza tym nie trzeba jej wsadzać na cały dzień do łóżeczka, bo gdy chce to się podciąga i stoi przy ławie, sofie, fotelach i w łóżeczku (po spaniu).

I mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Czasami na takie komentarze „cioci dobrej rady” się odezwę grzecznie, czasami wcale. Innym razem zęby zaciskam. Nigdy jeszcze nie wybuchłam, ale chyba już niewiele mi brakuje. Bo nawet jeśli ludzie chcą dobrze to przecież ja jestem jej mamą. Ja ją kocham jak nikogo na świecie. Ja chcę dla niej najlepiej. I to właśnie ja, a nie osoba która wychowywała dzieci 20-30-40 lat temu, jestem aktualnie i na bieżąco w tematach: co niemowlak powinien, co musi, co mu można, jak i kiedy.

Naprawdę nie rozumiem tego ludzkiego poczucia, że mogą komentować, wtrącać i radzić. W takim razie ja też bym musiała niejednokrotnie powiedzieć: „pan to już jeść nie powinien, z takim brzuszyskiem. A pani musi rzucić palenie bo to niezdrowe. Ty powinnaś jakąs sensowną książkę przeczytać a nie ciągle seriale oglądać. A ty powinnaś się więcej ruszać na świeżym powietrzu. Ty za późno chodzisz spać. A ty się rozbierz bo przecież jest gorąco.” Ale tego nie mówię. Bo to nie moja sprawa. I nie wypada.

Uprzejmie więc pragnę zauważyć, że: Moje dziecko jest szczęśliwe, zdrowe, rozwija się prawidłowo, niczego jej nie brakuje, a gdy trzeba ma zapewnioną opiekę lekarską. I naprawdę w imieniu swoim i innych młodych mam DZIĘKUJĘ wszystkim za wszelkie komentarze i rady o które nie prosimy. Mamy prawo do własnych pomysłów, decyzji i błędów. My się Wam w wasze sprawy nie wtrącamy i oczekujemy vice versa.

 

A jak u Was w tym temacie? Chcecie się wyżyć? Zapraszam :)