Kolejkowa Rewolucja

Sercem, duszą, blogiem, rękami i nogami podpisuje się pod każdą inicjatywą, która ma na celu pozytywnie zmieniać ludzi. Dziś przyłączam się do akcji KOLEJKOWA REWOLUCJA.

O co chodzi? O promowanie wśród ludzi kultury i empatii.

W jakiej sprawie? Przepuszczania ciężarnej kobiety w kolejce.

Dlaczego? Bo tak wypada. Bo to przejaw kultury, dobrego wychowania, zrozumienia i wsparcia dla ciężarnej.

Większość z nas dorosłych kobiet była, jest, lub kiedyś będzie w ciąży, albo osobiście zna obecne, bądź przyszłe mamy. Sama byłam ciężarną, (mam nadzieję jeszcze będę) i mam córeczkę, która być może kiedyś też będzie nosić pod sercem nowe życie. I choć my kobiety z zasady jesteśmy twarde i dzielne, należy nam się troszkę przywilejów z powodu takiego „drobiazgu” jak tworzenie i dźwiganie nowego życia.

Owszem „ciąża nie choroba, a stan błogosławiony” słyszymy niejednokrotnie. Jednak w tym „cudownym” stanie często męczą nas mdłości, wymioty, zgaga, spuchnięte stopy, bóle pleców, migreny, duszności. A nawet jeśli czujemy się dobrze, to czy nie zasługujemy w tym wyjątkowym dla nas czasie, na tak mały a jednocześnie tak miły i ważny gest jakim jest nieczekanie w długaśnej kolejce??

Gdy rok temu byłam w naszej ukochanej, wyczekanej i wymodlonej ciąży, byłam tak szczęśliwa, że na stanie w kolejkach nie zwracałam szczególnej uwagi. Jednak na potrzeby akcji przypomniałam sobie swoje kolejkowo-ciążowe historie i dziś podzielę się z Wami trzema z nich:

1) negatywna. W naszym mieście jest apteka, która ma dość konkurencyjne na tle innych ceny. Jak się można domyślać kolejki są w niej długie jak warkocz Roszpunki. Była zima. Do apteki ledwo można było wejść; tylu ludzi. Ja w 8 miesiącu ciąży. Wchodzę razem z moją mamą i mówimy grzecznie dzień dobry. Stanęłam w kolejce, moja mama na uboczu. Byłam chyba 10. lub 11. W środku duszno i tłoczno. Przede mną ludzie w średnim lub starszym wieku. Myślę sobie, nie spieszy mi się, poczekam. Ale w zaawansowanej ciąży, zimowej kurtce i w tak małym i zatłoczonym pomieszczeniu zaczęło mi się robić słabo. Stoję cierpliwie, choć po cichu liczę, że farmaceuta za sekundę poprosi mnie do kasy („kobiety ciężarne obsługiwane są poza kolejnością” głosiła mini karteczka w kiepskim stanie powieszona na ścianie). Niestety. Zaczyna się robić gorąco. Rozpinam kurtkę i spoglądam na mamę spojrzeniem mówiącym „ciekawe jak długo jeszcze”. W końcu musiałam ściągnąć kurtkę. Nadal na nikim nie zrobił wrażenia mój ciężarny brzuchol. Do duszności dołączyło kopanie córeczki w mój pęcherz. Kiepsko, myślę. Nie wytrzymam. Wyciągam portfel a w nim widzę swoją legitymację honorowego krwiodawcy. Jak nie zaawansowana ciąża, to chociaż ta legitymacja daje mi przywilej „poza kolejką”. Ale odwaga, a raczej jej brak nie pozwala mi się odezwać. Na szczęście moja mama w końcu nie wytrzymała i dość głośno zapytała farmaceutę czy kobiety w ciąży rzeczywiście są tu obsługiwane poza kolejką. Pan przeprosił, kiwnął że mam podejść i mnie obsłużył. W aptece zrobiła się ciężka atmosfera. Słyszałam nerwowe krząkania, wredne prychania i uszczypliwe komentarze. Na karku zniecierpliwione i zawistne spojrzenia starszych ludzi wypalały mi dziurę, a potem odprowadzały bezczelnie do drzwi. Nie miłe. Bardzo nie miłe.

2) pozytywna. Wchodzę do marketu. Otworzony dopiero kilka dni więc ludu jak lodu. Zabrakło wózków. Wzięłam koszyk. Zrobiłam spore zakupy. Między innymi wiadro proszku do prania. Ledwo to wszystko dźwigałam. Do kasy szłam chyba z 15 minut zatrzymując się co chwilkę na odpoczynek. Kolejka giganticus!! Ale nikt nie przepuścił, więc czekam. Przy kasie pytam ekspedientkę czy mogę część z moich zakupów u niej zostawić i za chwilę po nie wrócić. Tłumaczę, że jestem sama, zakupy są ciężkie i na jeden raz nie mogę i nie chcę ich do samochodu dźwigać. Na te słowa pani stojąca za mną w kolejce mówi: „Nie, nie, pani nic dźwigać nie będzie. Ja pani swojego męża wypożyczę i on pani do auta wszystko grzecznie zaniesie.” Zaskoczenie moje (i męża tej pani) było ogromne. Ale jak powiedziała, tak zrobił i grzecznie mi do bagażnika zakupy zaniósł. Było mi wtedy niesamowicie przyjemnie. Tak się jakoś miło na sercu robi, gdy ktoś obcy chce Ci w czymś bezinteresownie pomóc.

3) pozytywna. Lato. Upał. Nie marzyłam o niczym innym jak zamoczyć się w basenie. Ciąża w pierwszym trymestrze. Mało widoczna. Mdłości i duszności. Ale zabraliśmy siostrzenice i pojechaliśmy na termy do Uniejowa. Mamy tam daleko. A kto był ten wie, że w sezonie kolejka ciągnie się i ciągnie. Około 2-3 godziny czekania. Cienia zero. Stoi się na słońcu. Wiedziałam, że nie wytrzymam. Gdyby nie dzieciaki, pewnie byśmy zrezygnowali i wrócili do domu. Ale miny dziewczynek wyrażały jedno: ciociu plis, musimy wejść. Stanie w ciąży, z mdłościami, w upale na słońcu przez 2 godz nie wchodziło w grę. Poszłam więc na początek kolejki, do rodziny z niemowlakiem. Powiedziałam wprost. Jestem w ciąży, przyjechaliśmy z daleka, nie dam rady stać na tym skwarze a dzieciaki mi nie odpuszczą jak wrócimy do domu. Reakcja była natychmiastowa. „Oczywiście że pani może wejść przed nami. Proszę bardzo. A który to tydzień? Jak się Pani czuje?” Zaznaczam, że ciąży nie było wtedy widać. Oni po prostu ufali, że mówię prawdę i wykazali się dużą empatią. I jak tu nie wierzyć w dobrych i kulturalnych ludzi?

Ja w nich wierzę. Jednak jak wiadomo, nie wszyscy są tak chętni by ustąpić ciężarnej miejsce w autobusie lub przepuścić ją w kolejce. Dlatego wspieram kolejkową rewolucję i chcę do tego zachęcić innych.

Teraz Wasza kolej. Opowiedzcie w komentarzu swoje ciążowo-kolejkowe historie. Te znane Wam z doświadczenia, lub te których byłyście świadkami. Jeśli chcecie polubcie ten wpis na facebooku, skomentujcie i udostępnijcie link innym. Szerzmy kulturę wśród ludzi. Walczmy o prawa ciężarnych. Zmieniajmy świat dla nas i naszych córek.

Zapraszam Was również do źródła akcji czyli na stronę kolejkowej rewolucji.(lub na ich funpage na FB) Tam dowiecie się jeszcze więcej na ten temat. Do dzieła dziewczyny, no bo kto jak nie my???

dolacz