sen o domu

Za parę dni minie rok. Pamiętam wszystko dokładnie. Wieczny brak czasu, kurz, hałas, nerwy, zmęczenie, niekończąca się lista rzeczy do kupienia i zrobienia, ogrzewanie dwóch domów, bieganie między budową a mieszkaniem, syzyfowe próby sprzątania. Przeprowadzka i wykończenie.. Ciężko było. I gdyby nie pomoc mojego taty, mamy, siostry i jej chłopaka oraz kilku przyjaciół, pewnie byśmy rok temu usiedli i płakali.. A presja czasu była ogromna, bo święta za pasem no i ja już w 8 miesiącu..

Czasami spotykam się ze stwierdzeniem „ale wam zazdroszczę, ze macie swój dom z ogrodem”. Wtedy nie wiem jak zareagować. Z jednej strony rozumiem, bo sama się cieszę, że mamy dom i nie tęsknie za czasami gdy mieszkaliśmy gdzie indziej. Ale z drugiej strony szkoda, że nikt nie zazdrości nam piekła budowy i kredytu ;p

Nikt nie zapyta jak sobie radzimy? Jak wygląda życie z kredytem? Nikt nam nie zazdrości setek przegadanych godzin, gdy analizowaliśmy za i przeciw wiązania się z bankiem na 25 lat. Nikt nie wie ile ten dom kosztował nas łez, kłótni, stresu. Ile siwych włosów ma przez budowę mój mąż. Nikt nie myśli o tym, że budowa zabrała nam najpiękniejsze chwile z okresu tak wyczekanej ciąży. Że kredyt czasem spędza nam sen z powiek i wisi nad nami bez przerwy. Bo kwestia zdrowia i pracy jest różna i co zrobimy wtedy??

To ja mogłabym zazdrościć innym nowych aut, a nie takich jak nasze. Oba 16.letnie i rdzewiejące. To ja mogłabym zazdrościć innym wyjazdów na wakacje. Tego, że im wypłata zostaje na koncie, a nie wędruje zaraz do banku i nie ma po niej śladu.

I czasami rzeczywiście zazdroszczę, bo też bym chciała zabrać Maję nad morze czy w góry, bezpiecznym ładnym autem. Ale czy żałuję, że wzięliśmy kredyt?? Że zaryzykowaliśmy?? Na chwilę obecną nie. I mam nadzieję, że póki zdrowie nam pozwoli i oboje będziemy mieć pracę, damy sobie jakoś radę. Mimo wielu stresów i wyrzeczeń, nie żałuję że wzięliśmy kredyt.

Dlaczego??

Po pierwsze i tak musielibyśmy gdzieś mieszkać. Nie mieliśmy możliwości i chęci by mieszkać z teściową lub moimi rodzicami. Owszem mogliśmy wynajmować gdzieś mieszkanie, ale płacić komuś kokosy za wynajem?? Woleliśmy płacić, ale za coś, co finalnie będzie nasze. Tak. Nasze. Nikt nam nic nie dał i będziemy mieć satysfakcję, że od początku do końca zapracowaliśmy na każdą grudkę tej ziemi i na każdą cegłę i dachówkę.

Po drugie, drugi raz młodzi nie będziemy, a życie i czas leci jak szalone. Musieliśmy wykorzystać fakt, że oboje jesteśmy zdrowi i mamy pracę i wziąć wszystko w swoje ręce. Ryzyko jest zawsze, ale nie my pierwsi i nie ostatni. Do odważnych świat należy. A przynajmniej dom należy.

Po trzecie, moja koleżanka, powiedziała, że żałuje, bo nie zrobiła kiedyś z mężem, tak jak my. Opowiedziała mi, że budowali się za swoje oszczędności. Trwało to ok 20 lat. Najlepsze lata swojego małżeństwa, z dwójką małych dzieci spędzili żyjąc „wiecznie nie u siebie”, kątem, w ścisku u teściów, na wszystkim oszczędzając, by wybudować dom bez kredytu. Gdy dom już powstał i mogli się wprowadzić, dzieci po chwili poszły na studia. Powiedziała mi, że teraz tego żałują. Bo równie dobrze mogli te 20 lat spłacać kredyt za dom, w którym już by sobie mieszkali, zamiast odkładać wszystko na wiecznie trwającą budowę. A przynajmniej najpiękniejsze lata dla rodziny byliby już na swoim. Dzieci miały by swoje pokoje, wspomnienia z dzieciństwa z własnego domu. A tak, ona siedziała z dziećmi na małym pokoiku u teściów, a mąż wiecznie po pracy był na budowie.

Tak naprawdę to właśnie rozmowa z tą koleżanką i jej słowa podtrzymują mnie na duchu gdy mam gorszy dzień i martwię się o finanse. Budowa była stresującym etapem. Dużo problemów, nerwów, pracy. Nie mieliśmy z mężem dla siebie czasu. To odbijało się na naszych relacjach. Nie wyobrażam sobie ciągnąć tego wiele lat.

A tak, my mamy swoje gniazdko na najpiękniejsze lata naszego małżeństwa i naszej rodziny. A Maja od pierwszych dni życia ma swój dom, swój azyl, miejsce na ziemi. To w tym domu będzie rosnąć i stąd będzie mieć wspomnienia z dzieciństwa. To tu postawi pierwsze kroki i nabije pierwszego guza. W tym domu spędzi swoje pierwsze Boże Narodzenie i zdmuchnie z tortu urodzinową świeczkę. To tutaj zostawi na meblach ślad swoich zębów, porysuje kredką ścianę i upiecze ze mną pierniki. To w te ściany wsiąknie jej płacz i śmiech. Te szyby będą pamiętać dotyk jej małych rączek. Tu, na futrynie będziemy przez lata oznaczać jej wzrost. To tutaj, schowa się do szafy na korytarzu gdy będziemy się bawić w chowanego. To w naszym ogrodzie zrobi na Wielkanoc gniazdko na prezenty od zająca i będzie się uczyć jazdy na rowerze. To tu, w swoim pokoju będzie się bawić z koleżankami, pisać pamiętnik, płakać w poduchę, słuchać za głośno muzyki, a może i skradnie buziaka jakiemuś chłopcu??

To tu, do naszego domu będzie mogła wrócić choćby z najdalszego zakątka Ziemi gdy coś pójdzie nie tak. Gdy świat pokaże pazury, koleżanka z pracy się obrazi, egzamin na studiach się nie uda, chłopak zdradzi, a ona poczuje się mała, bezbronna, samotna i słaba. Tu jest bezpiecznie. Tu może przyjść zawsze. Tu będę czekać, z otwartymi ramionami, szklanką herbaty w drżącej i pomarszczonej dłoni, ciepłym kocem i starym zniszczonym albumem pełnym naszych wspomnień, które wyleczą każdą ranę.

Mimo wielu obaw jakie są i marzeń które teraz muszą poczekać. Nie żałuję, bo:

„Trzeba stworzyć dom,
Żeby mieć do czego wracać.
Upchać miłość tam w każdy kąt.
Więc marzenia miej, bo to nie jest ciężka praca.
I kochaj, i kochaj. Zbudujesz dom.

Wybuduje dym z komina,
i rupieci pełen strych.
W kącie my, nad lampką wina,
Koty trzy, koty trzy.
Gdzieś za szafą, zadomowi się nam świerszcz.
Jak ćmy wpadną przyjaciele,
Tylko wierz, mocno wierz, mocno wierz.

Ziemię wokół zrównam z ziemią,
Głośno skrzypieć będą drzwi.
A wieczorem sen o domu,
Niech się śni, niech się śni.
Ty posadzisz, w każdym oknie złoty kwiat.
A nad nami dach i niebo.
To nasz świat, cały świat, cały świat.”

(Zakopawer, „Udomowieni”)

DSC_3670 DSC_3697DSC_3688 DSC_3682 DSC_3667

DSC_3683  DSC_3681

13 Komentarze

  1. a może wkleisz jakieś zdjęcia po roku od przeprowadzki? :) pamiętam Twoje pierwsze zdjęcia wnętrz i to, że pisałaś ilu rzeczy jeszcze brakuje… np. firanek. teraz zapewne już są, nowe ramki na ścianach też widzę. co Ty na to?:) teraz dom tętni życiem

    • chetnie, choć np w kuchni i łazience nic sie nie zmieniło. a w pokojach oprócz tych firanek właśnie i mebli w salonie nic wiecej. a teraz akurat właśnie zmieniamy meble u Mai w pokoju. jak sie ogarne z tematem to chetnie cos wrzuce :) pozdrawiam

  2. Hello:)
    Nie wiem,jak to się dzieje, ale mam dokładnie to samo.
    Też wprowadzałam się w 9-tym miesiącu ciąży do naszego (oczywiście na kredyt) domku. Również kosztowało nas to dużo stresu i wielu godzin analizowania – na co nas stać, a na co nie…ale nie żałujemy :)
    Nadal się martwię, co będzie jeśli nagle stracimy pracę, ale nie wyobrażam sobie budowania tego domu kilkadziesiąt lat i mieszkania u teściów czy rodziców. Byle tylko zdrowie dopisało, a powinno się jakoś ułożyć:)
    Ale wiesz, czego Ci zazdroszczę? Kreatywności :) Mam wrażenie (po fotkach, które wrzucasz), że potrafisz zrobić coś z niczego :) Bardzo fajnie to wygląda :)
    Pozdrawiam:)

  3. Ślicznie napisane i śliczne fotki. Wiesz co myśle Agus? Myśle ze gdy ludzie mówią ze Wam zazdroszczą to właśnie przede wszystkim tego ze daliscie radę, ze przetwaliscie ten trudny czas, ze to jest Wasze od A do Z, od Twojegi rysunku po stan obecny. Budowa domu to większa sprawa niż kupno gotowego czy kupno mieszkania. To włożenie duszy i serca w te 4 ściany. Tez Wam zazdroszczę, bo mimo iż spłacamy ogromne kredyty swojego domu nadal nie mamy :(. Mieszkania na kredyt zostały w Polsce a my wynajmujemy tutaj domy już od 10 lat. Dopiero teraz wyjaśniło sie gdzie będziemy mieszkać już na stałe i powoli zaczynamy myślec o własnym domu. Dużo czasu jednak straciliśmy żyjąc nie u siebie :(. Życzę Wam kochani samych pięknych dni w Waszym domku.

    • dziękuję Ci Basiu za kazde słowo.. TY wiesz że i ja Wam i waszym 3 pociechom życzę z całego serducha tego wymarzonego własnego kąta :) mam nadzieje ze juz niedługo :)

  4. Pięknie napisałaś:) Mamy podobnie, z tym, że przez 4 lata mieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu i budowaliśmy. Też na kredyt. Zaczynaliśmy starania jeszcze w ciąży a budowa ruszyła jak nasza Maja miała miesiąc. Wprowadzaliśmy się 2,7 roku temu, byłam w drugiej ciąży. Teraz Jadoda ma równo 2 latka:) Towarzyszyły nam te same dylematy i problemy, ale nie żałujemy, choć przeważnie jest ciężko.
    PS śliczna ta ramka z sercem i imionami – podpowiedz jak to zrobiłaś?
    PS2 fajne wnętrza, takie ciepłe i klimatyczne, niby proste a jednak coś w sobie mają:)
    Pozdrawiam

    • rozumiem Cie, dwojka dzieci, wlasna rodzina i dom, to wszystko mega radosc ale i ciagly stres o finanse… czasami fajnie sie pocieszyc ze nie jestesmy z tym sami :)

      to serce z naszymi imionami to w ciazy przegladalam jakiegos bloga i znalazalam program do tworzenia tego. wpisujesz wybrane słowa, wybierasz ksztalt i wychodzi. ale niestety nie zapisalam ani tego bloga ani tej strony, wiec nie pomogę

  5. Nasza historia jest bardzo podobna, z tym że nie odważyliśmy się „sami” budować, tylko kupiliśmy gotowy domek. Baliśmy się, że budowa nas przerośnie ;) Kredyt wzięliśmy na 30 lat. Często męczy mnie to wieczne myślenie o finansach, ciułanie i rezygnowanie z różnych przyjemności.. no i auto też 16-letnie mamy co się sypie :) A w domu, mimo że mieszkamy już 1,5 roku nadal brakuje mnóstwa rzeczy, łazienki są wykończone do połowy, a z sufitu wiszą gdzieniegdzie jeszcze gołe kable. Ale jest cuuudnie :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.