najcenniejsze

Wczoraj pierwszy raz od roku byliśmy z mężem w kinie. Hobbit 3, dwie paczki popcornu, okulary do 3D i my. Było super. Dziś będzie domówka. Taka rodzinna. Kameralna. Z dzieciarnią roześmianą. Z balonami pod sufitem. Z kulą dyskotekową rzucającą kolorowe światełka w rytm muzyki i domową pizza wypełniającą zapachem każdy zakątek domu. A teraz będą przemyślenia.

Rok 2013 był czasem budowy, ciąży i przeprowadzki.

Rok 2014 to same nowości. Przede wszystkim Maja. Jej narodziny. Opieka nad nią. Moje pierwsze macierzyńskie rozterki i sukcesy. Przez ten rok wiele się nauczyłam. O świecie, o życiu, o sobie. Przesunęłam własne granice, pokonałam słabości. Stałam się lepszym człowiekiem. Macierzyństwo nauczyło mnie pokory, cierpliwości ale dało tez nieopisaną radość i wypełniło moje życie cudownymi momentami. 

Były gorsze dni, narzekania, chwile słabości, ale i tak czuję się o niebo silniejsza. Pewniejsza siebie. Jestem bardziej odpowiedzialna i zorganizowana. Mimo absorbującego macierzyństwa i męczącej bezsenności mam czas i chęci na różne rzeczy. Rozwijam się, mam nowe hobby. Jestem szczęśliwa i spełniona. Udało mi się. Jestem zadowoloną mamą.

Ten blog również jest moim sukcesem. Moim hobby, moim czasem dla siebie, moim pamiętnikiem, radością i satysfakcją. Od początku pisałam go spontanicznie, zawsze szczerze i od serca. Dla siebie, a nie dla kogoś. Nie pod publikę czy liczbę polubień na FB. Choć w blogowym świecie to bardzo modne, nie mam instagrama, tweetera, pinterest. Bo mi nie o to chodzi i nie na tym mi zależy. Jednak fakt, że blog dziennie odwiedza od 500 do 1500 osób bardzo mnie cieszy. To, że dzięki niemu poznałam wiele wspaniałych ludzi jest niesamowite.

To, że ktoś tu codziennie zagląda by razem ze mną się śmiać czy płakać, napawa mnie dumą. Że gdzieś między sprawdzeniem poczty, FB i pogody, macie czas na mój blog sprawia mi wiele uciechy. Cieszę się, że makeonewish jest dla Was codziennym obowiązkowym maleńkim punktem na mapie zwiedzania wirtualnego wszechświata. Czasem odpoczynku między pracą a zakupami, miejscem odskoczni od swoich problemów, małej radości przy porannej kawie, chwilą przemyśleń i zadumy przed pójściem spać lub bodźcem do uśmiechu na zwykły dzień. To takie miłe, że chcecie tu ze mną być. Dziękuję Wam, że jesteście. Że Wam, tak jak i mi jest tu dobrze.

Chciałabym każdej i każdemu z Was życzyć by ten Nowy Rok był lepszy niż ten 2014.

Życzę Wam wiary w siebie, w dobro i w ludzi. W to, że nawet jak jest źle, to w końcu będzie lepiej.

Tym, którzy ciągle walczą o swoje marzenia, obojętnie czy te małe, materialne czy te duże, duchowe, te osiągalne lub te prawie niemożliwe do spełnienia życzę cierpliwości, sił i wytrwałości. Nie poddawajcie się. Nigdy.

Tym, którzy już spełnili swoje marzenia, życzę by to doceniali. By cieszyli się swoim życiem, rodziną, hobby, pracą i dziećmi. By celebrowali każdy dzień i wyciskali ze zwykłych chwil to co najlepsze.

Życzę każdemu z Was radości. Takiej jak mają dzieci. Spontanicznej i szczerej. Radości z życia. Z obecności kogoś bliskiego. Ze zwykłych chwil. Ze smacznej przekąski. Ze słońca co świeci w oczy. Z ciepłej kąpieli. Widoku psa za oknem. Z powrotu do domu.

Życzę Wam byście nie byli sami. By zawsze ktoś na Was czekał. Ktoś Was potrzebował. Ktoś rozbawił i pocieszał. Wysłuchał i przytulił. By było dla kogo rano wstać i się starać nawet gdy jest ciężko.

Bądźcie zdrowi i szczęśliwi. Szukajcie szczęścia na własny sposób. Kochajcie ludzi i życie. Jakby każdy dzień miał być tym ostatnim. I pamiętajcie o tym co najcenniejsze…

Z całego serca Wam życzy AGA

mam 11 miesięcy

Dziś Maja skończyła 11 miesiąc życia. Nie mogę uwierzyć, że za miesiąc będzie mieć roczek! Majula waży ok 9,4 kg czyli mimo tego, że apetyt dopisuje jej bez zmian, troszkę nam zeszczuplała. Tłumaczę to sobie tym, że mniej śpi a więcej się rusza.

Grudzień to miesiąc dużych zmian w rozwoju ruchowym. Maja zaczęła raczkować i stawać na nóżkach. Raczkowanie idzie jej już naprawdę szybko. Czasami podczas raczkowania robi tzw koci grzbiet i stoi na podłodze opierając się na dłoniach i stopach. Samodzielne wstawanie na nogi początkowo sprawiało jej wiele wysiłku i robiła to tylko na macie przy fotelu. Teraz jest już sprawniejsza i wstaje przy ławie, sofie i w łóżeczku. Wciąż jednak tylko stoi, nie wykonuje kroczków.

Jeśli chodzi o inne umiejętności, to tylko jej się chce umie pokazać:

- pa pa

- jaka jest duża

- gdzie ktoś ma oko

- jakie jedzonko było dobre (klepie się po brzuchu)

- halo halo (przykłada telefon do ucha)

- brawo

- gdzie ma loki (dotyka swoich włosków)

- oj oj (grozi palcem wskazującym)

Od wczoraj zaczęła też mnie naśladować, gdy podczas przebierania pieluszki przykładam jej gołe stopki do nosa i robię skwaszoną minę i mówię fuj fuj. Maja kwiczy przy tym radośnie, po czym sama przykłada stopę do swojego nosa i pluje jakby robiła ble :)

Maja naśladuje też nasze gesty podczas zabaw. Np próbuje wkładać kostki różnych kształtów do sortera, lub układać wierzę z klocków. Bardzo polubiła bawić się nowymi klockami i lalą Julką, jednak przekładanie stron i oglądanie książeczek to ciągle jej ulubiona zabawa.

Jest też coś co w grudniu Maja udoskonaliła do perfekcji. Bicie innych po twarzy. I to kolejny objaw jej łobuzerskiego charakterku tylko tym razem to już nie jest śmieszne. Nie mam pojęcia skąd jej się to wzięło. Przecież nie mogła się tego od nikogo nauczyć i nigdzie zobaczyć. Myślę, że to jest chyba jej sposób na wyrażenie niezadowolenia, złości i bezradności gdy czegoś chce, lub nie może. Maja najczęściej uderza nas w twarz gdy mówimy, że nie wolno jej czegoś brać lub robić. Ale zdarza się też, że robi to podczas wygłupów i zabaw gdzie poziom emocji i kwiku sięga zenitu i wtedy Maja robi to jakby z podekscytowania. Zawsze wtedy łapiemy ją za rączkę i mówimy surowym głośnym tonem, że nie można nikogo bić. Czasami Maja zrobi przy tym podkówkę i zapłacze a innym razem kompletnie zignoruje i wraca jak gdyby nic do zabawy.

Jej mowa też się zmienia. Dźwięki jakie teraz z siebie wydaje, nie są już tylko zwykłymi powtarzanymi sylabami lala, tata, mama, dzia-dzia. Teraz mówi też najróżniejsze sylaby i zbitki. Czasami przypadkowo udaje jej się poskładać słowa. Raz usłyszeliśmy jak powiedziała „już idę”, kiedyś jej wyszło „gnojek” i „patyk”. Ostatnio Maja też odkrywa różne ustawienie języka i mówi np z językiem podwiniętym lub włożonym między zęby. Czasami brzmi jak Brytyjczyk z tzw kluchą w gardle :)

Zęby nadal tylko dwie dolne jedynki. Noce ciągle z pobudkami na mleko. Choć np dziś wyjątkowo od dawna przespała całą noc.

Podsumowując jest cudowna. Niczego bym w niej nie zmieniła. Zachwyca mnie co dnia i coraz mocniej ją kocham. Każde najmniejsze osiągniecie, nowa mina, gest, sprawia, że ogromnie się wzruszam i pękam z dumy. Wspaniale być jej mamą :)

13 2DSC_5298 — kopia

świąteczna relacja

Pierwsze święta z Mają – niesamowite! Przeżycie tego czasu z własnym dzieckiem to naprawdę bezcenne doświadczenie. Cudownie było obserwować jej reakcje, radość, zabawę. Maja dość dobrze odnalazła się w świątecznym zamęcie. Pierwszy raz jadła zupę z suszonych owoców i karpia. Oczywiście jak się domyślacie, bardzo jej smakowało.

Jeśli chodzi o prezenty: oto nasz „Aniołek” ze swoimi podchoinkowymi łupami:

20141227_185610 DSC_5202

1)książka „Głośne zwierzęta” z dźwiękami i melodiami

2) różowy pływający w wodzie delfinek

3) książka „Opowiadania na Boże Narodzenie”

4) bransoletka z wisiorkiem

5) ramka sowa

6) pudło drewnianych klocków

7) lalka Julka (mówi, śpiewa, recytuje)

8) tukan (papuguje dźwięki z otoczenia i rusza się)

9) rowerek bez pedałów

10) ubranka i pieniążki

Opowiadania świąteczne, bransoletka i rowerek to prezenty na później, na razie Maja jest na nie za mała. Jeśli chodzi o tukana – Maja jest nim zainteresowana tylko gdy jest wyłączona opcja papugowania i ruszania. Jednak gdy włączymy powtarzanie dźwięków i ruch Maja go bije i ucieka :) Ewidentnie się go boi. Może dorośnie do niego później. Natomiast książka z dźwiękami zwierząt, drewniane klocki, delfin do kąpieli i lalka Julka – to prezenty bardzo trafione i Maja je uwielbia! Bawi się nimi całkiem sama lub z nami.

Grająca książka dołączyła do grona innych książeczek, które nasza córa kocha oglądać. Klocki są wspaniałe. Maja rozsypuje i goni je po całej podłodze. Burzy zbudowaną przez nas wierzę. Bierze po jednym do każdej rączki i stuka. Delfinek również super uatrakcyjnia czas kąpieli pływając wokół Mai we wannie. Jednak najbardziej przypadła jej do gustu lala. Nigdy nie sądziłam, że lalka zainteresuje takie małe dziecko. Maja ewidentnie rozwesela się na jej widok. Tarmosi ją za sobą gdy raczkuje po domu, przytula (!), pokazuje gdzie ma oczy. A gdy lala śpiewa Maja chwyta ją za rączki i „tańczy”. Odpadam na ten widok :)

Jeśli chodzi o Łobuza i choinkę – zero problemów. Gdy ją ubraliśmy, Maja w pierwszy dzień ciągle pokazywała na nią rączką. Jednak gdy do niej podchodziliśmy bała się, przytulała do nas i nie chciała nawet dotknąć. Z dnia na dzień oswajała się z choinką na tyle by się do niej zbliżać. Chyba z 2 razy zdjęła ptaszka lub pierniczka. I tyle. Teraz kompletnie jej nie interesuje.

Święta minęły nam w licznym gronie gości: miło, gwarnie, smacznie, wesoło i przede wszystkim szybko. Jedzenia na święta uzbierało się tyle, że moja lodówka zmieściła zaledwie 1/5. Reszta była przechowywana na dworze! Pogoda dopisała, więc codziennie byliśmy na krótkim spacerku. Były też wieczorne rozgrywki w x boxa, (po których mam teraz zakwasy) i nocne świąteczne seanse filmowe.

Niestety coś popsuło się przez te kilka dni – zasypianie Mai. Jak wiecie Maja zasypia sama w łóżeczku w swoim pokoju. Bez problemów. Niestety w czasie świąt to się zmieniło. Maja chyba zaaferowana ilością gości i atrakcji w domu, mimo ogromnego zmęczenia nie chciała iść na drzemkę. Łóżeczko ją parzyło, gryzło i wywoływało histeryczny płacz, który rozrywał moje serce. Zasypiała więc na moich rękach i dopiero wtedy odkładałam ją do łóżeczka.

Poza tym wszystko u nas ok. Czujemy się dobrze. Jesteśmy zdrowi. Cieszymy się czasem we trójkę. I nie możemy wyjść z podziwu, że rok temu w święta nasz malutki Bąbel siedział w brzuchu i kopał mnie po żebrach, a dziś już tyle umie.

PS jutro Maja kończy 11 miesięcy; zapraszam na wpis. A teraz życzę Wam miłego wieczoru i pozdrawiam poświątecznie.

Merry Christmas i świąteczna sesja Mai

Sesję świąteczną Mai postanowiliśmy standardowo zrobić sami w naszym amatorskim domowym zaciszu. Modelka wstała rano z jednym niesfornym lokiem, który za nic nie kazał się uczesać i przygładzić, więc sterczał uparcie na wszystkich zdjęciach jak mały róg. Dodatkowo modeleczka przez ostatnie dni ma kiepski humor. Chodzi za mną, piszczy, marudzi. Znów mocno się ślini i szybko się nudzi. Jak się domyślacie, łatwo nie było.

Tym razem sesję strzelił tata a mama robiła za dekoratora i wariata. By uzyskać choć kilka zdjęć, na których Maja nie wyciąga do mnie rączek, nie trzyma ich w zaślinionej buzi, lub nie ucieka na czworakach z kadru w moim kierunku, musiałam się nieźle napajacować. Tańczyłam, skakałam, robiłam dziwne miny i wydawałam głupie dźwięki. Śpiewałam też „Jestem wesoły Romek, mam na przedmieściach domek”. Jednym słowem wariatkowo. Salon po sesji wyglądał jakby przeszedł przez niego tajfun, tsunami i trzęsienie ziemi, a na koniec jeszcze wybuchła bomba.

Na szczęście udało się coś wybrać :)

DSC_4584DSC_4617 — kopia DSC_4618 DSC_4611

DSC_4698DSC_4647 — kopiaDSC_4576 — kopiaDSC_4676-2DSC_4663

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

(Kliknij na zdjęcie, a wyświetli się większe.)

Do sesji wykorzystaliśmy:

poduszki, lampion, baldachim – Ikea

kalendarz – pepco

lampki – biedronka

body z reniferem i świąteczne leginsy – pepco

świąteczna piżamka/pajacyk z reniferem – F&F

gwiazdki i serducha uszyłam ja :)

 

Moje dania już w 90% gotowe. W domu pachnie a mi aż ślinka cieknie. I tylko oczy same się zamykają bo zasnęłam dopiero przed 4.

Chciałabym wszystkim czytelnikom Make One Wish życzyć wewnętrznego spokoju, cudownych świąt w rodzinnym gronie i radosnej atmosferze. Dużo niezastąpionego zdrowia, ogrom miłości, trafionych prezentów pod choinką i odpoczynku. Wiele wiary i nadziei oraz by zawsze obok Was był ktoś do kochania.

Serdecznie pozdrawiam Was wszystkich i każdego z osobna wirtualnie ściskam. Dziękuję, że ze mną jesteście :)

Świąteczne buziaki z Adamkowa ślą Agnieszka, Leszek i Maja

gdzie ten sen ?

Jest 2.45 a ja nie spie. Tabletka tez nie pomogla. Powoli mam juz tego dosc. Zaraz obudzi sie Maja na mleko. Zaczyna bolec mnie gIowa. I kolejna noc mam z glowy.

przepis na udane święta

Cieszę się ogromnie, że przypadł Wam do gustu mój ostatni wpis i dziękuję za wszelkie komplementy :) To bardzo miłe że i Wam podoba się mój pomysł na nasz świąteczny salon. Dziś przepis na udane święta. Według mnie składa się nie kilka składników.

1) Wystrój

Najpierw Bożonarodzeniowe must have jeśli chodzi o stworzenie klimatu. I nie ważne czy ma się 300 metrowy dom, czy 40 metrowe mieszkanie, sprawdzą się wszędzie. I dla tych co lubią świąteczny kolorowy przepych i dla tych którzy gustują w skromnym minimalizmie i prostocie. Żeby odnieść sukces na polu tworzenia klimatu świątecznego, trzeba pobudzić i dopieścić wszystkie zmysły.

Wzrok

Światło. Uwielbiam nastrój jaki tworzą włączone choinkowe lampki, zapalone świeczki i latarenki rozstawione po całym domu. Według mnie świeczek i światełek nigdy nie jest za dużo :) Idealny byłby też ogień w kominku, ale w tym roku ze względu na Maję nie palimy w nim.

Ozdoby. Ja stawiam na kolor czerwony, którego w ciągu roku w moim domu jest mało. Wystarczy zmienić i dodać kilka gadżetów takich jak: poduszka na sofie, renifer na półce, lampionik na parapecie, serwetka na stole, wieniec na drzwi, świąteczna skarpeta, jakaś gwiazdka w oknie i wystarczy.

Węch

Czyli wszelkiego rodzaju świąteczne zapachy. I na ten punkt składa się wiele aromatów. Takich jak zapach pierników, pomarańczy, cynamonu, mandarynek, goździków. Kto ma żywą choinkę ten jeszcze cieszy swój nos zapachem świerku czy jodły. My mamy sztuczną, ale mocny wiatr jaki ostatnio wieje zadbał o to, by po wczorajszym zimowym spacerku do lasu, w naszym salonie znalazło się choć kilka sosnowych gałązek, z których zrobiłam pachnący stroik.

Smak

Smak świąt to dla mnie kilka specjałów, które jem tylko w święta. Zupa z suszonych owoców, kapusta z grochem i makiełki. (Niestety nie przepadam za rybami i grzybami więc mało mam kulinarnej pociechy w wigilię). Do tego dochodzą mandarynki i pomarańcza, które mogłabym jeść kilogramami (szczególnie rok temu gdy byłam w ciąży). I choć pierniki upiekłam z wielką przyjemnością i wyszły pyszne i pachnące, to o wiele bardziej smakują mi ciasteczka korzenne. Wypróbowałam już wiele przepisów jednak nigdy nie wyszły mi tak pyszne jak te kupne. (Najczęściej można je dostać w Lidlu lub Kauflandzie).

Słuch

Uwielbiam kolędy, pastorałki i świąteczne anglojęzyczne piosenki. Bo kiedy jak nie w grudniu jest czas na odcięcie się od polityki, reklam i telewizyjnego chaosu na korzyść posłuchania nastrojowych kolęd? Z tych polskich uwielbiam Mizerną Cichą, Bóg się rodzi i Cichą Noc. Nasze domowe płyty z kolędami słuchane codziennie od Mikołajek, już mi się znudziły dlatego teraz posiłkuję się RMF FM Święta.

Dotyk

Tu niezastąpiona do duszenia i przytulania jest mała córeczka (którą ku mojej wielkiej radości mam), kochany mąż (który jest w domu a nie w pracy) i pachnąca świeżością pościel.

2) Atmosfera

Według mnie potrzebne jest przede wszystkim pozytywne nastawienie i jakiś wewnętrzny spokój. Bo w niczym nie pomoże 2 metrowa choinka, kilogramy pierników i najpiękniejsze ozdoby jeśli wykonamy pracę ponad siły, wpadniemy w nerwowy pośpiech a myślami odpłyniemy w stronę problemów. A jeśli dostałaś mandat bo spieszyłaś się do córki, a owa córka rozsypuje ci cukier po całej kuchni, i jeszcze w kulminacyjnym momencie świątecznych prac wyłączyli ci prąd. Usiądź i policz do 10. Wszystko będzie dobrze :)

Rodzinna współpraca, zdrowy rozsądek i proszenie o pomoc, to też klucz do sukcesu. Pomimo tego, że święta są u nas, nie pracuję od rana do nocy z potem na czole i jęzorem do pasa, by zrobić wszystko sama i na tip top. Dom sprzątam regularnie, a jeśli chodzi o większe porządki, zrobiłam ich tyle; na ile pozwoliła mi Maja. Mąż też dużo mi pomógł, np sprzątając łazienkę. Świąteczne big zakupy również zrobiliśmy wspólnie. W pakowanie prezentów i dekorowanie domu też się zaangażował. I tym sposobem poszło szybciej, a my spędziliśmy ze sobą miło czas. Jeśli chodzi o potrawy, na wigilijnym stole będzie ich na pewno (minimum) 12. Ale nie robię ich sama. Podzieliłyśmy się z siostrą i mamą. I tym sposobem mi przypadły tylko 4.

3. Atrakcje

Jak umilić sobie świąteczny czas? Można wraz z dzieciakami przetestować ich nowe gadżety, gry i zabawki. Gdy pogoda sprzyja, my zawsze po wielkim obżarstwie chodzimy na spacery do lasu, lub lepimy bałwana. A gdy za oknem słota i plucha gramy w rozgrywki na x boxie by się trochę rozruszać. Świąteczne kino domowe też jest jakąś alternatywą. Moje typy to Love actually- To właśnie miłość i jego polski odpowiednik Listy do M. A gdy wszyscy już pójdą spać i w salonie zostaniesz tylko Ty i pachnąca choinka, warto przypomnieć sobie dzieciństwo i poczytać Opowieść wigilijną K. Dickensa lub Królową Śniegu H. CH. Andersena.

4. Rodzina

Tak naprawdę punkty 1, 2 i 3 nic nie znaczą jeśli nie mamy dla kogo się starać i z kim świętować. Dlatego nawet gdy na stole będą 4 potrawy, choinka jest mała i sztuczna, a na dworze brak śniegu to nic. Bo najważniejsi są nasi bliscy i te chwile kiedy dzieciaki kwiczą z podekscytowania otwierając prezenty, a dom wypełnia rodzinny gwar i zapach wigilijnych potraw.

Jednak w tym roku najważniejszym „składnikiem” moich udanych i radosnych świąt jest Maja. Nasza córeczka, która już nie w moim brzuchu, a fizycznie siedząc między mną a mężem, przeżyje swoje pierwsze święta.

Już się nie mogę doczekać!

Jutro mnie czeka cały dzień w kuchni, a tymczasem relaks.

Miłego wieczoru.

Aga

20141222_180941

świąteczny wystrój domu

Po wczorajszym świątecznym maratonie całodziennych zakupów w galerii, wieczornym pakowaniu prezentów i nocnym nawlekaniu pierników, dzisiaj „tylko” ubraliśmy choinkę i udekorowaliśmy dom.

Teraz siedzę na sofie z laptopem na kolanach. Zajadam mandarynki. Obok mnie stoi wielka, kolorowa choinka ubrana w własnoręcznie zrobione ozdoby (z paroma wyjątkami). Pięknie pachnie piernikami i suszonymi pomarańczami. Płomienie świeczek z całego salonu tańczą w rytm „All I want for Christmas is you”. Brakuje tylko śniegu za oknem i Kevina w TV :) Ale i tak jest pięknie. Bajecznie. Maja śpi. A ja mam ochotę po prostu siedzieć, patrzeć i jakoś zatrzymać czas. Tak mi ciepło na sercu. Tak bezpiecznie, błogo, spokojnie i świątecznie. Chwilo trwaj.

salon (1)salon (2)szyte ptaszki gwiazdki i serduszka (1)szyte ptaszki gwiazdki i serduszka (2)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

choinkakominek (1)komodakominek (2)stroik z świerku i lampionoknolatarenka i konikrenifer, ptaszek i lampionikiłos i swieczkapachnaca zawieszkawiklinowy wieniectablica

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Teraz tylko dzień przed wigilią wyniesiemy Mai matę z zabawkami do jej pokoju, a do salonu wstawimy i nakryjemy stoły. No i zostają jeszcze świąteczne potrawy (mi zostały przedzielone 4) A jak u Was świąteczne przygotowania??

(Wiem, że pytaliście o zmiany jakie zaszły w naszym domu przez ostatni rok. Pokój Mai już był. A dziś troszkę widać zmiany w salonie. Dzisiejsze zdjęcie nie obejmują całego salonu, i nie widać na nich wszystkich zmian i nowości; bo nie robiłam ich w tym celu. Ale jeśli ktoś chce porównać wygląd salonu niecały roku to zapraszam TU)

2 plus 2, czyli kiedy drugie?

Kochany pamiętniku.

Piszę do Ciebie bo w znów w tej mojej głowie myśli tyle co maku w makiełkach… Gdzieś między 1 a 2 w nocy, w ciemnej sypialni, przytuleni jak para staruszków ja i mój mąż ukochany, rozmawialiśmy o tym naszym majowym cudzie. Że taki z niej łobuz i wściekus, a taki przy tym słodki i kochany. Że zdrowa, że wszystko je ładnie, że jak się obudzi to nie płacze a leży sobie sama, że wody w oczach przy kąpieli się nie boi. I tak tą radością, że ją mamy się otulałam jak ciepłą kołdrą.

I zaczęliśmy sobie myśleć o drugim. I ta cała nasza rozmowa, kalkulacje i przytaczane argumenty nie dotyczyły kwestii tego czy w ogóle, a raczej kiedy na świat drugiego Bąbla sprowadzić. Bo dwójkę chcieliśmy mieć zawsze. I oczywiste dla nas było, że jeśli będziemy mogli mieć dzieci to chcemy więcej niż jedno.

Teraz tylko pytanie kiedy najlepiej? Oczywiście tego mi nikt nie powie. Bo rad i doświadczeń tyle, ile ludzi. Poza tym pewnie tak jak i z pierwszym dzieckiem, tak i z drugim – idealnego momentu nie ma. Zawsze będzie coś. Jednak przy tej rozmowie z mężem wywnioskowaliśmy wiele argumentów za tym by o drugie starać się niebawem.

1) Jak wiadomo u nas z planowaniem i płodnością różnie bywa. A pewne jest to, że młodsi z czasem nie będziemy, tylko coraz starsi. Lekarze mówili mi, że jeśli chcemy mieć drugie dziecko to lepiej od razu, bo teraz po pierwszej ciąży ponoć ma mi być łatwiej zajść w drugą. Boje się, że jeśli odłożymy decyzją o drugiej ciąży na za minimum 3 lata (w punkcie następnym wytłumaczyłam dlaczego akurat za 3 lata a nie 2) i potem jeszcze dodać ewentualny czas starań i czas ciąży, to może się to naprawdę wszystko wydłużyć.

2) Od maja 2015 r mam wrócić do pracy. Jeśli wrócę to zacznę robić awans na nauczyciela mianowanego. Trwa to 3 lata.  Miałam już rok zrobiony, ale przerwałam bo zaszłam w ciążę z Mają i przepadło. Więc teraz gdy już wrócę, to od września 2015 chciałabym zacząć i skończyć ten awans, a to oznacza, że przez najbliższe 3 lata nie mogłabym zajść w ciąże. Czyli w tym przypadku najwcześniej gdy miałabym 31 lat (a mąż 40) zaczęlibyśmy dopiero starania o 2 dziecko.

3) Jesteśmy jak to się mówi na etapie pieluch. Nocne pobudki, mleka, szczepienia, rozszerzanie diety, ząbkowanie. Jestem na bieżąco w tych tematach. Wiem co, jak, z czym i kiedy. Ponoć jak się z tego wyjdzie i ma się już odchowane, wszystko jedzące, samobawiące, niepieluchowe, śpiące w nocy i samodzielne w dzień dziecko, to potem się nie chce wracać do pampersów, cyca, kolek i od początku „uczyć” kiedy marchewka, a kiedy gluten.

4) Mamy jeden pokój dla dziecka. Dlatego uważamy, że chyba łatwiej go będzie wspólnie dzielić rówieśnikom, niż dzieciom z większą różnicą wieku.

5) To samo tyczy się zabaw, zabawek, zainteresowań, tematów do rozmów. Na własnym przykładzie wiem, że to nie różnica wieku, a charaktery decydują o relacjach rodzeństwa. Jednak to dotyczy późniejszych lat, gdy klarują się poglądy na życie itd. W dzieciństwie raczej każdy chce się mieć kompana do zabaw w zbliżonym do siebie wieku. Kogoś, kto ułoży z Tobą wierzę z klocków, pobawi się z lalkami lub ulepi babki w piaskownicy niż nastoletnią siostrę, która musi się uczyć na test lub biega na randki.

6) Mamy w miarę nowe ubranka, kocyki, wózek, pościele, zabawki i inne gadżety. Wszystko jeszcze nie przestarzałe, nie wydane, nie sprzedane, nie zniszczone. Byłoby idealnie móc to wykorzystać a nie rozdać, chować na strych lub wystawiać na allegro.

7) Pewnie początki były by ciężkie i trudne: kolejne miesiące robienia mleka, nocnych pobudek i zmieniania pieluch, ale chyba lepiej zrobić to ciągiem, za jednym razem. A potem dzieciaki zajmują się same sobą a mama odpoczywa i wraca pełną parą na stałe do pracy.

 

I tak by wyglądały argumenty za. Ale z drugiej strony… No właśnie. Co mnie męczy?? Jakie mam obawy?

 

1) Myślę o sobie. Jeśli uda się nam dość szybko, to Maja będzie mieć niecałe, lub ok 2 latka, a to przecież jeszcze takie małe dziecko. Będzie mnie potrzebować. Nie wiadomo jak będzie z jej samodzielnością i zazdrością o rodzeństwo. Czy sama dam radę z absorbującym dwulatkiem i noworodkiem? Teraz macierzyństwo to sama radość i pasja. A jeśli to mnie przerośnie i nie ogarnę tematu dwójki? Nie chce się zamienić z najszczęśliwszej mamy na świecie w taką sfrustrowaną,  która nie daje rady.

2) Myślę też o Mai. Że gdy pojawi się maluszek, nie będę już miała dla niej tyle czasu. Że ją zaniedbam, że coś straci. Że będę mówić tylko zaraz i zaraz, albo bądź ciszej, odejdź i nie przeszkadzaj. A przecież należy jej się pełna uwaga, czas i miłość! Ona na to zasługuje. Tak długo na nią czekaliśmy.

3) Myślę i o tym drugim, młodszym dziecku. Nie chcę być dla niego niesprawiedliwa. Nie chcę traktować go inaczej. Maja ma kalendarz z ciąży z opisami wizyt i zdj USG, sesję ciążową, skrzyneczkę z pamiątkami, mnóstwo zdjęć, pamiątek, albumów. Ktoś mi kiedyś powiedział „Nasz pierwszy syn też tak miał jak Wasza Maja, a nasze drugie dziecko ma zdjęcie z porodu, chrztu i z roczku”. Ja tak nie chce!! Chcę mieć takie samo entuzjastyczne i podejście i pełne zaangażowanie jak do Mai. Ale co jeśli przy drugim nie będzie już tyle czasu? Możliwości? Nie daj Boże chęci? Co jeśli nie będę mieć tego zapału jak przy pierwszej ciąży?

4) Boję się też najbardziej tego, że nastawiliśmy się z radością na drugą ciążę, a powtórzy się sytuacja jak z pierwszą. Nie wiem czy znów dam radę wytrzymać tą comiesięczną nadzieję, rozczarowania i stres. Że mimo innych planów nic z tego nie wyjdzie i będę musiała wrócić do pracy w maju.

5) No i standardowo martwię się o finanse. 4 osobowa rodzinka plus kredyt hipoteczny, to już wyzwanie.

Ciężkie są to decyzje. Szkoda, że nikt mi nie powie: zrób tak albo tak. Szkoda, że z nami nigdy nie wiadomo za ile i czy w ogóle się uda z drugim dzieciątkiem. Szkoda, że nie ma gdzieś idealnego przepisu na życie.

Mimo wielu obaw i niepewności zawsze marzył mi się dom wypełniony śmiechem dzieci. Chcę by się goniły wokół kominka, kłóciły o zabawki, miały przed nami własne tajemnice, by się kłóciły, skarżyły, kwiczały wieczorami pod kołdrą a w aucie śpiewały wymyślone słowa piosenek. By wypełniły sobą nie tylko dom ale nasze myśli, ręce, czas i życie. Bo wiesz mój pamiętniku, mimo gorszych dni, mimo zmęczenia i tego, że czasami narzekam i o coś się martwię, własna rodzina i bycie mamą to najwspanialsze co mnie w życiu spotkało. I jeśli mogę przeżyć to macierzyństwo jeszcze bardziej, mocniej, pełniej i głębiej to właśnie tego chce!

cicha woda

Wyobraź sobie 11 miesięcznego niemowlaka. Małą, niespełna 10 kg dziewczynkę. Ciałko ma pulchne. Nic tylko tulić! Jest samą słodyczą i ma cudowne, niebieskie oczy. Tak niebieskie i tak piękne, że obcy ludzie zatrzymują się by nam o tym powiedzieć. I ta mała dziewczynka oprócz tego, że jest mała, mięciutka, słodka i ma wspaniałe oczka, to na dodatek jej główkę pokrywają niesforne loczki.

Jaki masz obraz przed oczami? Małego niewinnego aniołka? Nic bardziej mylnego! Pamiętacie jak po skończonym 10 miesiącu pisałam, że Maja nauczyła się robić nową minę? Mruży oczy, marszczy nos? Oto ta mina w kilku uchwyconych odsłonach.

 badlook diabełek DSC_4056 DSC_4223 DSC_4227 DSC_4273 hellboy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I co? Też macie przeczucie, że z takim Łobuzem nudzić się nie można i że chyba łatwo z nią nie będzie?

DIY – ozdoby choinkowe, zrób to sam

Własnoręcznie wykonane ozdoby choinkowe? Dlaczego nie. My w tym roku właśnie w takie ubierzemy naszą choinkę. Suszone pieczone i szyte. Kłamać nie będę; troszkę czasu i wysiłku mnie to kosztowało, ale satysfakcja jest ogromna. Mam nadzieję, że i efekt finalny będzie wspaniały i bezpieczny dla Mai (tak na wszelki wypadek).

1. Ozdoby pachnące – suszone, czyli te które robi się najłatwiej i najszybciej.

Do wykonania potrzebujemy:

- pomarańcze, opcjonalnie mandarynki/grejfruty

- nóż, blachę, folię, piekarnik

Kroimy pomarańcza w ok 0,5 cm plastry, układamy na folii aluminiowej na blaszce i pieczemy ok 2 godz w 100 C. Trzeba je co ok 15-30 minut przekładać by się nie wywijały. Gdy są suche, nawlekamy i gotowe.

suszone pomarańcza na choinkę

 

 

 

 

 

2. Ozdoby jadalne – pieczone, czyli pierniczki.

Potrzebujemy:

- przepis

- składniki

- miskę, foremki, blachę, piekarnik

- małego pomocnika

DSC_4706 DSC_4714

 

 

 

 

 

 

 

Po posprzątaniu ciasta i mąki z siebie, krzeseł, ścian, włosów dziecka i najogólniej mówiąc całej kuchni, układamy wykrojone pierniczki na posypaną mąką blachę i pieczemy, a po wystygnięciu dekorujemy.

DSC_4727DSC_4734

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gdy lukier wyschnie, pierniczki nawlekamy i gotowe.

Uwaga trzeba się liczyć z istniejącym ryzykiem, że te ozdoby nie przetrwają do momentu ubierania choinki.

 

3. Ozdoby miękkie – szyte, to największa zagrycha. Przynajmniej dla mnie.

Do wykonania potrzebujemy:

- męża, który kupi maszynę

- męża, który zamówi materiały

- męża, który w Ciebie mocno wierzy

- instrukcję obsługi maszyny

- wykroje i wzory

- nici, nożyczki, szpilki, długopis, wstążki

- dużo czasu i cierpliwości

- najlepiej uśpione dziecko, by nikt nie naciskał na pedał gdy akurat układasz sobie materiał pod igłą

- sąsiadów w bezpiecznej odległości by nikt nie słyszał, jak soczyście klniesz gdy Ci nie wychodzi

Wzór układamy na materiale złożonym dwustronnie, lewymi stronami na zewnątrz. Odrysowujemy wzór. Spinamy szpilkami. Wycinamy zostawiając mały margines. Zaszywamy na maszynie zostawiając miejsce na wywinięcie na prawą stronę i wypchanie. Wypychamy, zaszywamy ręcznie. Nawlekamy i gotowe.DSC_4526

DSC_4527DSC_4529DSC_4531DSC_4535DSC_4538

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tak prezentują się  wszystkie wykonane przeze mnie tegoroczne ozdoby choinkowe. Mam nadzieję, że spełnią swoją rolę i będą ładnie wyglądać na choince, a nie na główce naszej raczkującej Mai lub w jej ustach.

DSC_4745

 

 

 

 

 

 

Mimo tego, że ozdoby są już gotowe, i najchętniej już teraz ubrałabym choinkę, ze względu na bardzo mobilną i jeszcze bardziej ciekawską Maję, zrobimy to pewnie dopiero w niedzielę. Ale na pocieszenie zaczęłam sobie świątecznie stroić dom tam gdzie mały raczek nie dosięga już teraz :)