powerless

Ostatnio miałam dobre dni. Pełne energii, humoru i chęci. Pomimo ciągłej chrypki, kaszlu i nieustającego kataru dobre samopoczucie mnie nie opuszczało i miałam wiele ochoty na różne zajęcia i prace. Między innymi umyłam okna, posprzątałam auto w środku, zasiałam warzywka w naszym ogródku. Świecące słoneczko i perspektywa fajnego weekendu nastrajała pozytywnie.

Wczoraj byliśmy w Teatrze Komedia we Wrocławiu na spektaklu Mayday 2. Świetna sztuka!! Wiedzieliśmy że będzie genialna bo jest kontynuacją Mayday 1, na której byliśmy 2 lata temu w Kaliszu. Każdemu kto ma ochotę się rozerwać, pośmiać i naładować dobrą energią polecam ten spektakl. Jest to historia Londyńskiego taksówkarza bigamisty, lawirującemu między dwoma domami i rodzinami. Ubaw na całego plus świetna obsada. Polecam!

Dziś jedziemy z wizytą do mojego dwuletniego chrześniaka Filipka, który wczoraj obchodził swoje drugie urodziny. Naprawdę nie wiem kiedy te dwa lata minęły…

Tymczasem wraz ze spadającą na dworze temperatura, zanikiem ciepłych słonecznych promieni i nasilającym się bólem brzucha zwiastującym koniec nadziei z tego cyklu, mój dobry humor pryska jak bańka mydlana. Rady położnej zadziałały identycznie jak modlitwy, zioła, masaże, leki i inseminacje. Niech szlag to wszystko trafi!

A perspektywa okresu na długi weekend też jest „cudowna”..

JEDEN %

KTO MA DOBRE SERCE I SIĘ JESZCZE NIE ROZLICZYŁ Z URZĘDEM SKARBOWYM Z PIT-U ZA 2012?? KTO LUBI ROBIĆ DLA INNYCH COŚ DOBREGO??

JEŚLI WŚRÓD MOICH CZYTACZY SĄ TAKIE OSOBY,  A WIERZĘ, ŻE CHOĆ CZĘŚĆ Z WAS ROZLICZA SIĘ JAK JA, NA OSTATNIĄ CHWILĘ, TO W IMIENIU SWOIM I CUDOWNYCH RODZICÓW BARDZO DZIELNEGO CHŁOPCA, PROSZĘ WAS O PRZEKAZANIE  1% NA POMOC DLA FRANUSIA.

WY NIE TRACICIE NIC, A ON ZYSKUJE PIENIĄŻKI NA REHABILITACJĘ, ZAJĘCIA WSPOMAGAJĄCE ROZWÓJ I POTRZEBNY SPRZĘT. WYSTARCZY WYPEŁNIAJĄC ODPOWIEDNIĄ RUBRYKĘ W ROCZNYM ZEZNANIU PODATKOWYM PIT NALEŻY WPISAĆ: KRS 0000037904 ORAZ IMIĘ I NAZWISKO: TRZĘSOWSKI FRANCISZEK I NR 13984

me, myself and I

Bardzo często dostaję zaproszenia do jakiś dziwnych blogowych łańcuszków (czego nie lubię i nie uczestniczę) a z kolei w prywatnych wiadomościach i mailach pytacie o wiele spraw. Pytacie o mnie, nie jak o osobę pragnącą zajść w ciążę, tylko jak o zwykłą kobietę. Chcecie mnie bliżej poznać, wiedzieć co lubię, co robię, gdzie byłam, za czym nie przepadam. Pisanie takiego bloga jak mój i tak jest już dość ekshibicjonistyczne ale jest mi bardzo miło, że chcecie mnie poznać jeszcze bliżej. Postanowiłam więc, że jednak Wam coś o sobie napiszę.

Co lubię jeść (temat rzeka bo jeść uwielbiam): pierwsze co przychodzi mi do głowy to coś na co najczęściej mam ochotę i mi się chyba nigdy nie znudzi: pizza z Mamma Mia, potem: domowe spaghetti z prawdziwych pomidorów i z czosnkiem, kwaśne zupy (kapuśniak, pomidorówka), jajko sadzone z mizerią, pieczeń z ciemnym sosem i pyzami, naleśniki z owocami i śmietaną, bułki z masłem czosnkowym, wiosenne kanapki z sałata pomidorem rzodkiewką i szczypiorkiem, zapiekankę z makaronem boczkiem cebulką i z żółtym serem, różnego rodzaju sałatki, lody, truskawki, ananas, maliny, czereśnie, winogrona, pomidory, ogórki kiszone, makowiec mojej mamy, słodycze na potęgę pod postacią knopersów, chrupek.. jak jeszcze coś wymyślę to dopiszę

Czego nie lubię jeść: grzybów, ryb, szpinaku, ryżu, kaszy, gotowanej marchewki i groszku, rzeczy o pajdowatej konsystencji

Moje ulubione książki: jest ich naprawdę wiele, i trudno podać mi kilka tytułów bo raczej mam ulubionych autorów niż jedną wybraną książkę. Mnóstwo książek bardzo mi się podobało i je lubię, ale do niewielu jednak wracam. Po ok 5 lub 6 razy czytałam każdą część Harrego. I możecie się śmiać ale kocham te książki. Za ten inny świat, za humor, za przyjaźń. Jednak jak dotąd zdecydowanie najbardziej emocjonalnie poruszyła mnie książka Stephena Kinga Zielona Mila. Przez wiele książek płakałam (i ze smutku i ze śmiechu) ale przez tą jedną histerycznie łkałam. Byłam wtedy mała, mogłam mieć z 12/13 lat i może taki rodzaj przeżyć emocjonalnych mnie wtedy przerósł, nie wiem.

Moi ulubieni aktorzy: są  w większości czarnoskórzy i wcale nie są bogami seksu: Will Smith, Denzel Washington, Martin Lawrence, Morgan Freeman, Samuel L. Jackson, Eddie Murphy, i oczywiście Tom Henks

Ulubione filmy: Pearl Harbor, Efekt motyla, Bad boys, To właśnie miłość, Atlas Chmur, 50 pierwszych randek, Dirty dancing, (to pierwsze tytuły jakie przeszły mi przez głowę) ale lubię też większość filmów w których gra (mój ulubiony aktor) Will SMith, (Man in black, Bad boys, Wróg publiczny, Ja robot, Dzień niepodległości, Hitch, W pogoni za szczęściem, Jestem legendą, Hancok, Siedem dusz) i ukochany Tom Hanks ( Forrest Gump, Szeregowiec Ryan, Zielona mila, Terminal, Filadelfia, Bezsenność w Sealtle)

Lubię też filmy o tematyce fantastyczno- przygodowej, serie: Indiana Jones, Piraci z Karaibów, Władcy Pierścienia, Zmierzch, lubię filmy science- fiction: Incepcja, Memento, Raport miejszości, De Ja Vu, Odwróceni zakochani, o apokaliptycznej zagładzie Ziemi: Armagedon, Pojutrze, lubię filmy z superbohaterami, wojenne, o procesach sądowych, rodzinnych i życiowych dylematach, dobre horrory, komedie romantyczne (głównie z Cameron Diaz)

Nieulubione filmy: to Gwiezdne Wojny (przepraszam mężu), Rzeź R. Polańskiego (dla mnie to była męka) filmy w których 90% akcji to strzelanki, walki i pościgi, no i polskie komedie romantyczne

Ulubione seriale: Zdecydowane Przyjaciele (i do tej pory żaden serial nie może ich przebić), bardzo też lubię dr Housa i Różowe lata 70 oraz Diabli nadali

Ulubione zwierzęta: małpki, małpki, małpki, potem pingwiny, żabki i psy (szczególnie nasz miałbyćlabradorek Beti)

Ulubione zapachy: zapach mojego męża, zapach prania, zapach świeżo umytych włosów, czystej pościeli, oliwkowy zapach malutkich dzieci, a z perfum uwielbiam: mex, treselle, precious moments, city rush,

Ulubione imiona dla naszych potencjalnych dzieci: Helenka, Michalinka, Piotruś, Antoś, (kiedyś Ania i Adaś)

Ulubione ubrania: na co dzień do pracy wygodne, najczęściej jeansy i koszule (raczej podchodzące pod sportowe/tunikowe niż eleganckie) na to jakiś żakiet lub cardigan, do tego najczęściej płaskie buty baleriny, mokasyny lub tenisówki) często ulegam modzie (np teraz kocham te kolorowe pastelowe mięty róże i cytryny) ale najbardziej lubię kolory klasyczne i standardowe: biel, czerń, szarość, granat, beż, czerwień,

Ulubione czynności, sporty i gry: jedzenie, spanie, czytanie, pisanie bloga, basen, rower, łyżwy, badminton, chińczyk, tysiąc, scrabble

Ulubione kwiaty: białe tulipany,

Wyjazdy zagraniczne: Regensburg (kilka razy, mam tam najbliższą rodzinę), jako nastolatka byłam 2 tyg we Francji (Libercourt, Paryż, Lille) na wymianie uczniowskiej, i 2 tyg we Włoszech (Watykan, Asyż, Wenecja) z chórem w którym śpiewałam, w celach zarobkowych miesiąc spędziłam w Norwegii, a z mężem wypoczynkowo byliśmy na Krecie i Korculi

Wymarzone auto: fiat 500 lub suzuki swift (poza zasięgiem finansowym niestety)

Czego nie znoszę: pająków, wysokości, (co trochę się mija z zamiłowaniem do ekstremalnych atrakcji w parkach rozrywki) migreny, wymiotów, jak mi burczy w brzuchu, wpierania mi czegoś co nie miało miejsca, wojen na świecie, ludzi bajkopisarzy, ludzi karierowiczów typu po trupach do celu, bezpodstawnego podnoszenia głosu, głópkowatego polskiego prawa i niesprawiedliwości

Moje wady: martwienie się na zapas, ufność, łakomstwo, jestem w gorącej wodzie kąpana, pedantyzm, planowanie, upór

Moje zalety: mąż mówi że pracowitość i wrażliwość, ja uważam, że jestem otwarta, ufna i kontaktowa, mam zdolność szybkiego nawiązywania znajomości, empatia

Ukochane chwile: niektóre wspomnienia z dzieciństwa, narodziny Amelki, zaręczyny, absolutorium, panieński, nasz ślub i wesele, wczasy z mężem, dostanie kluczy do domu, momenty spędzone z dziećmi, przyjaciółmi, rodziną

Najgorsze chwile: mononukleoza, cała nauka jazdy wraz z egzaminami, hsg, migreny, gdy dzieje się coś na co nie mam wpływu, i gdy nie mam już nadziei

Moje marzenia: znacie

 

 

PS Podsumowując dotychczasową nieobecność męża: Noc z braku ciepłej przytulającej mnie osoby spędzona w szlafroku, pod kołdrą i kocem, sen nie najlepszy. Sznurek na pranie postanowił się zerwać akurat dziś. Nie było nikogo kto by mnie obronił przed pająkiem. Pies zdecydowanie zgubił apetyt żarłoka. W domu panuje lekki nieład: nie mam motywacji do tzw ogarnięcia. A na obiad jadłam bułkę z mozzarellą i pomidorem. Tęsknie…

wróciłam

Od czwartku, właściwie do teraz nie mieliśmy Internetu (problemy techniczne operatora). Nawet teraz mogę wchodzić tylko na Onet i z wielkimi problemami i długimi próbami na własnego bloga. Mam nadzieję, że niedługo wszystko wróci do normy i będę mogła wskoczyć na gg, odwiedzać inne strony, blogi, FB, sprawdzić pocztę, konto itd.

Czuję się lepiej, ból gardła zniknął, gorączka też, został tylko katar. Ale niestety przez wysoką temperaturę i leżenie w łóżku nie dotarłam na kontrolne usg sprawdzić czy pęcherzyk pękł. Trudno.

Dobrze, że za oknem już naprawdę wiosna, aż się chce żyć.

Tymczasem od jutra zostanę słomianą wdową. Mąż wyjeżdża w delegację :( Dziwnie mi z tym, bo od kiedy skończyłam 2 lata temu zaocznie mgr, nie rozstajemy się wcale. A teraz zostanę sama w domu na 3 dni! Śmiejcie się, śmiejcie. Dla mnie to długo.. No i jak ja sama zasnę??

Współczuję wszystkim kobietom, które mają męża setki km od domu, na co dzień..

ciepło cieplej gorąco

Dziś było tak cieplutko, tak gorąco. U mnie aż 38,5!! I to moja własna prywatna gorączka! Do tego w pakiecie angina i ten piękny wiosenny dzień spędziłam częściowo na próbach przetrwania w pracy 8 godz, a resztę w łóżku. Najgorsze jest to, że jak się jest w drugiej połowie cyklu, to nigdy nie wiesz czy można Ci dźwigać, skakać, brać leki. W imię wyimaginowanej szansy na ciążę, starałam się więc wytrzymać ból gardła i dreszcze pod kołdrą, ale gardło puchło i paliło, gorączka rosła. A ja jutro jadę z jedną z moich żabek na konkurs recytatorski i muszę być w formie.. Z pomocą przyszła mi mama. Zastrzyk w poślad i po sprawie. Czuje się odrobinkę lepiej. Na tyle, że chciało mi się włączyć laptopa.

Tymczasem informuję moje czytaczki i czytaczy (?), że makeonewish dorobił się profilu na FB, kto chce to zapraszam do polubienia, tam będę na bieżąco wrzucać aktualne posty.

Pozdrawiam A.

trochę lepiej

Dziś będzie optymistycznie. Nie mam endometriozy!!!!!!! Boże co za ulga. Zapewnił mnie o tym telefonicznie mój dr J. Histeroskopia była czysta, wyniki niczego nie wykazały, więc wszystko ze mną ok. Wg dr J. w lewym jajniku jest zapadnięta, w połowie wchłonięta torbiel, tzw LUF. Powiedział, że będziemy to obserwować, ale powinna się wchłonąć.

W sobotę po wizycie w Kaliszu, przeryczałam pół wieczoru. Na szczęście mój mąż znów zasłużył na medal. Dał wsparcie jakiego potrzebowałam, uspokajał i próbował pokazać mi całą sytuację z innej strony.

Co do położnej… Ta kobieta zrobiła na mnie dobre wrażenie, była dokładna i widziałam, że jej zależy. Dlatego ten cykl wg jej rady będzie naturalny. Przed 6 rano mój mąż zrobił mi zastrzyk Ovitrelle w brzuch i od dziś zaczynamy starania. Pod koniec tygodnia pojadę do niej na usg zobaczyć czy pęcherzyk pękł, i wtedy dopiero zacznę brać Duphaston.

Chciałam w tym wpisie podziękować wszystkim moim blogowym znajomym: Zagubionej, Ptaszynie, Martynie, Ewelinie, keepthemoments, meg z crazy heaven, mamuśce, Frankowej mamie i miśkowi. Dziewczyny, czytam Was, kibicuję i nieustająco trzymam kciuki za Wasze życie i sukcesy. Niestety na niektórych blogach (ptaszyna i meg z crazy heaven) nie mogę zostawić komentarza, wyskakuje mi jakiś błąd- ale czytam Was bez ustanku. Dziękuję też moim czytaczkom, tym które przez częste komentowanie, znam z imienia asikowi, sylwii, marii, annie, marilence, mariss, lence, małej mi, adze. (przepraszam jeśli kogoś ominęłam)

Dziękuję też tym, którzy czytają cichaczem, ale też tym mailowym i facebookowym koleżankom/ kolegom, oraz wszystkim, którzy raz na jakiś czas się odezwą i człowieka wysłuchają, wesprą i doradzą lub po prostu porozmawiają. Bardzo bardzo bardzo Wam wszystkim dziękuję. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę jak dobrze jest Was mieć.

nici i chaos

W tym cyklu nie będzie żadnej IUI. A w głowie mam zamęt i chaos. Ale zacznę od początku. Mój dr J. ma w Poznaniu prywatny gabinet, do którego zawsze jeżdżę i prowadzi go wraz ze swoim kolegą dr O.

Czasami gdy któregoś z doktorów nie ma, to kolega przejmuje jego pacjentki. Tak było ze mną w czwartek. Ocenę pęcherzyka zamiast nieobecnego dr J, wykonał dr O. Nie pisałam o tym wcześniej, ale w czwartek podczas usg dr O. zauważył, że na lewym jajniku, od lutego wciąż się nie wchłonęła torbiel (określił to jako LUF). Jest mała, ale przecież brałam leki na jej wchłonięcie! No ale nic. W prawym jajniku w 10 dniu cyklu był na szczęście 14 mm pęcherzyk więc ok.

Dr O. dla dokładnego określenia dnia IUI kazał przyjechać jeszcze raz na usg na pomiar pęcherzyka, a że do Poznania mamy dalej, zaproponował przyjazd do Kalisza, gdzie wraz z moim dr J. mają drugi gabinet. W Kaliszu są rzadziej, ale współpracują tam z panią B. świetną doświadczoną i zaufaną położną, która wykonuje ich pacjentkom ocenę pęcherzyka, gdy dr nie ma.

Do Pani B. miałam dzwonić rano w sobotę, by umówić się na niedzielę na usg. To ona w Kaliszu miała zmierzyć pęcherzyk i wypisać skierowanie na IUI do Poznania na najbardziej odpowiedni dzień. Takie instrukcje dostałam w czwartek od dr O. Gdy jednak dziś zadzwoniłam, Pani B. poinformowała mnie, że dr O. musiało się coś pomylić, bo jej w niedziele nie ma, więc na usg zaprasza mnie dziś na 17:30.

Nie uśmiechało mi się to, wręcz byłam zła, bo dziś mieliśmy zaproszenie do taty i siostry na świętowanie ich urodzin. Ale co zrobić?? Ok 16:30 pojechaliśmy do Kalisza. Do gabinetu weszłam o 20!!! Byłam już tak zmęczona i zrezygnowana czekaniem i stresem, że myślałam, że gorzej nie będzie.

Pani B. to bardzo miła i konkretna babka. Przedstawiła się i powiedziała, że mam być spokojna bo od 12 lat ocenia cykle i przygotowuje pacjentki do IUI i ma całkiem dobre rezultaty. Co potwierdzały ściany oblepione podziękowaniami rodziców i zdjęciami noworodków.

Wypytała mnie o podstawowe informacje odnośnie starań, badań, prób, moich cykli itd całkiem jak prawdziwy lekarz, po czym przeszła do badania. Gdy rozpoczęła usg, od razu zauważyła, że coś jest nie tak w moim lewym jajniku. I zapytała wprost: „Ma pani endometrioze??” Zmroziło mnie… Powiedziałam, że z tego co wiem, to nie mam. Pani położna pokiwała głową i powiedziała, że nie jest lekarzem, ale ona nie jest zadowolona z tego co widzi. Ja niestety wciąż nie mam wyników swojej histeroskopii więc nie wiem co teraz myśleć…

Odnośnie mojego pęcherzyka. Dziś w 12 dniu cyklu o godz 20, miał 16 mm, więc do poniedziałku rano, nie zdążyłby urosnąć do odpowiednich rozmiarów by nadawał się na IUI. Pani B. zaproponowała IUI na wtorek. Niestety mój mąż we wtorek nie ma może wziąć wolnego, ma bardzo ważny dzień w pracy i nie ma takiej możliwości byśmy pojechali do Poznania. A na IUI w środę byłoby już za późno. Skończyło się więc na tym, że ten cykl działamy sami. Wspierani jedynie hiper drogim zastrzykiem na pękniecie, który po wyliczeniach Pani B. mam wziąć w poniedziałek rano.

W ogóle podczas tej wizyty usłyszałam wiele wskazówek i rad odnośnie starań i przygotowania do IUI. Poczułam, że ta kobieta naprawdę się zna i wie co mówi. Czułam, że jej zależy.

Zastosujemy się do jej rad i zobaczymy. Zastrzyk w poniedziałek rano i naturalne starania. Potem po 3 dniach kontrola na usg czy pęcherzyk pękł i dopiero jak zobaczymy że pękł, zacząć brać leki na podtrzymanie…

U dr J. troszkę inaczej to wyglądało przy 3 ostatnich próbach.

On zawsze robił IUI na takim pęcherzyku, ok 20 mm, (dla pani B. taki jest za mały) nie był aż tak skrupulatny w określaniu dnia IUI. Nie wyliczał tak dokładnie godziny podania zastrzyku, a leki na podtrzymanie kazał już brać na dzień po IUI, bez sprawdzania na usg czy pęcherzyk w ogóle pękł.

Jestem zła i czuję się zawiedziona. I nie chodzi o to, że nie byłam na rodzinnej imprezie lub o to, że w tym cyklu nie będzie IUI. Mam po prostu mętlik w głowie. Nie wiem jak mam to wszystko ogarnąć?? Komu wierzyć, co robić?? No i co z tą cholerną endometriozą??

 

misz masz

 

Do południe wypełnione miałam pracą i załatwianiem różnych spraw na mieście (w wiosennym deszczu). Popołudnie minęło mi na pieczeniu szarlotki dla majstrów i rodzinki, gotowaniu obiadu, praniu i sprzątaniu domu po całym tygodniu chaosu.

Gdy przyszła godz 18, byłam już dość zmęczona i jedyne na co miałam ochotę to koc i książka. Ale umówieni byliśmy na wieczorne spotkanie przy kawie i lodach z przyjaciółmi. Przyznaję, że bardzo mi się nie chciało jechać. Jednak tak dawno się nie widzieliśmy i tak tęskniłam, że nie mogłam pozwolić by z lenistwa i zmęczenia odwołać ten wieczór.

I dobrze zrobiłam, bo było przemiło. Lubię być z Nimi. Znam ich tyle lat, a wciąż są tacy sami. Często gdy jesteśmy razem, mogę powiedzieć: „ja też tak robię” ” u nas jest tak samo” ” my też tego nie lubimy” „też mi się to podoba”. Ale lubię ich nie tylko dlatego, że często mamy podobne zdanie czy upodobania. Z nimi można pozostać sobą. Zawsze. Nikt przed nikim nic nie udaje. Można pogadać o ważnych sprawach, rodzinnych problemach, ponarzekać na finanse, wyżalić się z tego co na serduchu leży, pośmiać się z własnych wad i przygód, opowiedzieć o marzeniach i gadać bez końca.

Choć początek naszej znajomości sięga czasów licealnych, gdy lat mieliśmy naście a o życiu wiedzieliśmy tyle co nic, a teraz jesteśmy dorosłymi ludźmi z określoną drogą i miejscem na ziemi. Choć nasze spotkania są raczej rzadsze niż częstsze, to ja zawsze mam poczucie, że nić sympatii, porozumienia i zaufania nie znika. Jest naturalnie, miło i tak zwyczajnie w świecie dobrze.

Świetnie zrobiło mi to spotkanie! Choć finalnie mój nastrój prysł w momencie wypowiadania przez aptekarza ceny 170 zł gdy podałam mu receptę na jeden zastrzyk który biorę przed IUI !!!!! „Kocham” nasze prorodzinne państwo, w którym nie są dostępne leki refundowane i trzeba płacić kolosalne kwoty za 100% płatne zamienniki. Współczuję ludziom którzy borykają się z takimi problemami na co dzień, bo muszę brać leki by żyć..

 

show must go on

Cały tydz miałam bardzo aktywny. Wczesne wyjścia z domu i  późne powroty. Spotkania, wyjazdy, konferencja, basen i ciągle w biegu…

Jest po 23, przed chwilą wróciliśmy do domu i dopiero teraz, od godz 7 rano kończy się mój dzień. Byliśmy w Poznaniu na ocenie pęcherzyka….. Tak, jednak się zdecydowałam na 4 próbę. Choć tym razem bez zapału i chęci jakie zawsze mi towarzyszyły. Nie wiem co będzie, ale spróbuję. Nic przecież nie tracę, a nie chcę potem żałować, że odmówiłam sobie tej szansy. Mój pęcherzyk w 10 dniu cyklu ma 14 mm. Przypuszczalnie IUI odbędzie się w poniedziałek, ale muszę jechać jeszcze raz na usg w niedzielę i wtedy dowiem się dokładnie.

Tymczasem praca na budowie wrze. Pan elektryk montuje instalacje, murarze stawiają komin, dachówka już zamówiona.

Weekend zapowiada się super. Jutro wyjątkowo wcześnie kończę pracę, więc pozałatwiam własne odkładane od dawna sprawy. A wieczorem wyczekiwane spotkanie ze starymi znajomymi :) W sobotę natomiast w gronie rodzinnym będziemy świętować urodziny mojej siostry i mojego taty. Niedzielę poza wizytą na usg, mam nadzieje zdominuje słońce, spacer i lenistwo.

hurra!

Pamiętacie mój wpis pt „Jak uratować związek? który brał udział w konkursie dla blogerów?? Otóż muszę się pochwalić, bo wygrałam :) Bardzo się cieszę, bo naprawdę baaaardzo dawno niczego nie wygrałam, a konkurencja była liczna i na wysokim poziomie. Gratuluję więc sobie i pozostałym autorom, których wpisy zostały wybrane przez Jury :)

Czekam z niecierpliwością na moją nagrodę – książki :)