żołnierz

Oh te październikowe zmiany!!! 9 miesiąc życia to zdecydowanie największy skok rozwojowy u Mai; u nas znów nowości :)

Pamiętacie jak pisałam, że Maja pełza?? Było to okręcanie się przy użyciu dłoni wokół własnej osi, jak wskazówki na tarczy zegarka, lub przekręcanie na boki, brzuch i plecy i lekkie pełzanie na bardzo małej przestrzeni np w łóżeczku czy na macie. Zazwyczaj posadzona na macie przemieszczała się w jej zakresie, rzadko ją opuszczając.

Od kilku dni Maja czołga się do przodu jak żołnierz. Podciąga się używając rąk i troszkę pomaga sobie odpychając się jedną nogą. Wędruje po całym salonie zostawiając za sobą ślady z śliny. Przemieszcza się już coraz szybciej i coraz sprawniej. Jej ulubioną zabawką, za którą podąża jest butelka po wodzie mineralnej, w którą wrzuciłam kilka kolorowych szklanych kulek. Jednak najchętniej wędruje w kierunku naszych telefonów :)

Kolejną umiejętnością nabytą w ostatnich dniach jest samodzielne picie. Maja bez problemu trzyma sobie butelkę. Nawet całkiem pełną i ciężką.

Boże jaka jestem dumna z jej każdego nowego osiągnięcia i choćby najmniejszego sukcesu. Wspaniale być mamą i widzieć jak dziecko się rozwija.

PS specjalnie dla Was nagraliśmy film jak Majula się czołga. Straciłam cały wieczór by umieścić go na blogu. Niestety.. Nie udało się. Najpierw miałam za mało przestrzeni dyskowej na blogu (jeśli ze starych postów znikną zdjęcia, to moja wina, próbowałam zrobić miejsce..) a potem gdy już było miejsce, wyskakiwał jakiś błąd. Film w bardzo okrojonej wersji jest więc dostępny na stronie makeonewish na facebooku.

M&B

Zawsze wiedziałam, że jeśli kiedykolwiek doczekamy się dzieci, Beti (jeśli dożyje) będzie dla nich wspaniałym kompanem do zabaw. Maja uwielbia naszą grubiutką wierną i leniwą podróbkę labradora, co mnie bardzo cieszy, bo nie znam bardziej łagodnego i cierpliwego psa.

Beti bez problemów zaakceptowała pojawienie się Mai w naszej rodzinie i chyba ją polubiła. Oczywiście z szczerą wzajemnością. Mam nawet wrażenie, że Maja kocha naszego biszkopta. Cała promienieje i aż się trzęsie gdy widzi Beti i kwiczy z radości gdy ta mruczy kulając się po trawie. Maja wyciąga do niej ręce i gdy tylko może ją dosięgnąć, klepie ją po pysku, dotyka jej nosa, ciągnie za wargi i uszy. Beti to nie przeszkadza. Siedzi cierpliwie i czeka, albo gdy ma dość wstaje i ku rozpaczy Mai, odchodzi.

Latem gdy spędzaliśmy na dworze najwięcej czasu, Beti towarzysząca zawsze mężowi przy pracach ogrodowychi, zmieniła front i trzymała się mnie i wózka z Mają. Gdy Maja zasnęła i zostawiałam ją w wózku na tarasie, Beti kładła się przy niej i pilnowała.

Ich przyjaźń sięgnęła zenitu gdy nasz pies odkrył, że jednak opłaca się być blisko tego kwiczącego i śliniącego się bąbla, bo oprócz ciągnięcia za uszy można dostać chrupkę!! A nawet gdy chwilowo chrupki się nie dostaje, bo Śliniak akurat ogląda kwiatki, to można chrupkę ukraść!

Bo przecież w przyjaźni już tak jest, że co moje; to twoje :)

DSC_1534

DSC_1494 DSC_1498 DSC_1528

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

DSC_2633

 

 

 

 

 

 

 

DSC_2785 DSC_2793

nowinek ciąg dalszy :)

I znów muszę się pochwalić! Październik ewidentnie będzie okrzyknięty miesiącem Majulkowych zmian. Do ostatnich nowości w postaci papa, taaaka duża, przebijających się zębów i samodzielnego siadania, wczoraj i dziś doszły nowe:

- Wczoraj Maja pierwszy raz piła sama z kubeczka niekapka. Najpierw go śliniła, gryzła, bawiła się i potrząsała. A gdy już wreszcie zassała i poczuła kompocik z jabłek i gruszek, piła i piła i piła :)

- Przespała pierwszy raz całą noc. Może powinnam napisać inaczej. Nie że przespała, bo miała pobudkę, ale pierwszy raz nie piła w nocy mleka! Dałam jej kaszkę na śpiąco ok 23 gdy my szliśmy spać, potem Maja obudziła się ok 3 ale na chwilkę, gaworzyła. A że nie płakała, to do niej nie poszłam. Zasnęła po chwili sama, bez mleka i obudziła się przed 8. Niech mnie ktoś uszczypnie, bo nie wierzę!!!

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to nie musi być zapowiedź, że tak już będzie zawsze. Pewnie ta przespana noc wynikła z tego, że przez ząbkowanie Maja marudziła wczoraj cały dzień, malutko i króciutko spała i w nocy po prostu to odespała.

- A gdy już mowa o ząbkowaniu: rano zęby wreszcie porządnie i prawdziwie zastukały o łyżeczkę :) 8,5 miesiąca i mamy wreszcie dwie dolne jedynki i naprawdę muszę Maję pochwalić, bo jakoś wybitnie nie dała nam tych pierwszych zębów odczuć. Jest dzielna i kochana.

- Na koniec zostawiłam istną perełkę. Wczoraj było: mamba i bambam, dziś w łóżku było meme, a po śniadanku wreszcie, pierwszy raz wyraźne MAMA. Wiem, że nie jest to świadome i celowe, tak samo jak baba, dada i tata, mama też po prostu jest zbitką dwóch sylab. Ale wreszcie pojawiły się sylaby z M :)  Pierwsze mama :)

PĘKAM Z DUMY OD TYCH NOWOŚCI :) A wiem, że to dopiero początek..

DSC_2488

nie rozumiem

Wiecie co?? Nie rozumiem…Czy świat się już kończy…. ja już słów nie mam na to co się dzieje.. krew mi się w żyłach gotuje.. nie mogę przestać o tym myśleć..

Przez przypadek, a raczej przez bezsenność, która mnie ostatnio męczy, obejrzałam wczoraj o 23:30 Super Wizjer na TVN. Temat?? Gwałt na 8 miesięcznej dziewczynce, Gabrysi. Na maleńkiej dziewczynce, takiej jak moja Majusia. Matka zostawiła córeczkę na 2 tygodnie u swojej siostry. Niemowlaka zgwałcił wujek. Pomocy udzielono dziecku dopiero po kilku dniach od tragedii. Dziewczynka miała rozerwany odbyt i pochwę. Niewyobrażalne katusze musiała przechodzić.. doświadczyła biedulka mała ogromnego cierpienia. I to najbliższy wujek zgotował jej takie piekło.

Jeszcze mogę jakoś próbować zrozumieć, że kogoś pociąga fizycznie nastoletnia dziewczynka, która zaczyna przypominać, lub już wygląda jak kobieta. ALE NIEMOWLĘ???????????????? Przecież zwierzę by czegoś takiego młodemu nie zrobiło…

Nie rozumiem… Jak można w ogóle zostawić swoje dziecko na tak długo u kogokolwiek, a tym bardziej u szwagra który pije, gwałci psy…. Boże drogi gdzie wtedy byłeś.. Dlaczego pozwalasz na takie ludzkie błędy?? Nie, błąd to złe słowo. Błędem jest napisać chleb przez h i p. A gwałt to nie błąd. To celowy zamiar.

Nie rozumiem… Jak można wyrządzić dziecku świadomie jakąkolwiek krzywdę?? Nie wiem. Nie pojmuję. A gwałt na takim maleństwie??? To już… Boże brak słów. Widzieć masakryczny ból i cierpienie tego dziecka… jej płacz, strach i bezradność… i nie przestać…

Co za gnój i skurwysyn!!!!! Agresja się we mnie gotuje jak pomyślę co zrobił temu aniołkowi. W takim przypadku nie ma dla mnie wymiernej kary, nie ma zrozumienia, nie ma przebaczenia!!! Nie ma mowy o prawie do obrony, o prawie do „sprawiedliwego” procesu. Bo jaki wymiar kary będzie sprawiedliwy?? Oko za oko. Mam tylko żywą nadzieję, że w więzieniu dostanie za swoje.

Krzywda tej dziewczynki. Jej małe bezbronne, niewinne ciałko, tak haniebnie zbezczeszczone, zranione i już na zawsze uszkodzone. Nie rozumiem. Nie godzę się na życie na jednej planecie z takim brutalem. Zabiłabym takiego, uwierzcie mi. Bez mrugnięcia okiem, bez wyrzutów sumienia. Zabiłabym. Piszę to i płaczę, bo gdy rodzic słyszy takie straszne historie, myśli zaraz o swoim dziecku..

Czasami trudno mi wierzyć w dobro. Bóg, jeśli w ogóle istnieje, chyba się za mocno pomylił… Zabiera trójce małych dzieci matkę, a pozwala by żyło bydle bez uczuć i sumienia, które w taki sposób krzywdzi najbardziej bezbronną i niewinną istotę jaką jest niemowlę.

NIE ROZUMIEM!!

nowinki

Jednym okiem oglądając mecz muszę naskrobać kilka nowinek. Przede wszystkim Maja od ponad tygodnia robi papa i pokazuje jaka jest duża. Nauka tego wyszła jakoś samoistnie i poszła Mai migiem. Czasami wychodzi jej miks, czyli obie ręce są w górze i macha papa. Oh radości z tego mamy co nie miara.  :)

Z mniej świeżych nowości – ząbkowanie w toku. Na początku października zauważyłam u Mai dwie białe wyraźne wypukłości na miejscu dolnych jedynek. Oczywiście zaczęłam trajkotać jak przekupa na straganie, że znalazłam wreszcie zęby, ale moja mama powiedziała, że liczy się wtedy gdy zęby zastukają o łyżeczkę. Nie wiem czy u Was też, ale u nas jest tradycja, że kto pierwszy znajdzie dziecku pierwszego zęba dostaje prezent! Dlatego naszym codziennym porannym rytuałem (i chwilę przed każdym przyjściem babci) jest sprawdzanie czy ząbki się już przebiły.

A już świeża jak szczypiorek jest ostatnia nowinka – dziś Majusia pierwszy raz usiadła całkowicie sama, bez niczyjej pomocy. Podczas przebierania zostawiłam ją w salonie leżącą na plecach na macie i poszłam po nowe spodenki do jej pokoju. Gdy wróciłam po kilku sekundach Majusia siedziała!!!!!!!!! Potem usiadła sama jeszcze kilka razy. Dumna jestem ogromnie, bo jeszcze wczoraj unosiła się dość wysoko na łokciach po czym krzyczała ze złości, że już dalej nie umie.

A oto zdj z niedzielnej wizyty u Wujaszka-śmieszna-paszka, co to fotografem zdolnym jest

_DSC4850 _DSC4845

 

 

 

 

 

 

 

 

_DSC4812 _DSC4835

 

 

 

 

 

 

 

 

_DSC4806 _DSC4830

a jeśli??

Zawsze wszystkim się martwię. Wszystkim się przejmuję. Gdy zobaczę małego Afrykańczyka  ze smutnymi oczami i wzdętym od głodu brzuszkiem, myślę o nim cały dzień. Gdy słyszę o wojnie w Syrii czy na Ukrainie nie mogę spać, bo przeraża mnie, że ja leże bezpieczna w łóżku a ludzie wcale nie tak daleko ode mnie, nie mają dachu nad głową i boją się o własne życie.

Ostatnio śniła mi się wojna. Uciekałam jakimiś tunelami czy kanałami, nasz dom się spalił, co chwilę gdzieś coś wybuchało, było ciemno i bardzo głośno, a ja nie mogłam znaleźć mojej rodziny. Wyłam jak bóbr. Obudziłam się przerażona i spocona.

Kilka tygodni temu śniło mi się, że leże w szpitalu podłączona do jakiś rurek i kabli i mam świadomość, że umieram. Żegnałam się ze swoim mężem, prosząc by ułożył sobie życie. Pamiętam dokładnie, że poczucie bezradności nad chorobą ciążyło mi na klatce piersiowej i pozbawiało możliwości oddychania. Nie mogłam przestać myśleć o tym śnie.

Tydzień temu jechałam swoim samochodem. To już nie był sen. Wciskam hamulec, a auto jak na filmie, jedzie dalej i nie reaguje. Dobrze, że jechałam bez Mai, dość wolno i na mało uczęszczanej drodze. Udało mi się zahamować silnikiem i ręcznym. Gdy po wszystkim ochłonęłam dotarło do mnie, że miałam szczęście. A co jeśli jechałabym jakaś główną trasą i miała na liczniku nie 40, a 90 km/h?? W tico nie miałabym szans..

Ludzie żyją z dnia na dzień i myślą, że wojna, rak, wypadek samochodowy.. to wszystko zdarza się innym, nie im. Ja też tak żyję. Jakby zło tego świata mnie nie dotyczyło, jakby zawsze był przede mną następny dzień, następna szansa. Jednak kilka snów, incydent z autem i nadchodzi refleksja. A co jeśli dzisiejszy dzień jest tym ostatnim??

Co jeśli coś złego spotka właśnie mnie? Jeśli mnie zabraknie? Pamiętam, że gdy obudziłam się po śnie, w którym umierałam na raka, pomyślałam sobie, i powiedziałam mężowi, że gdyby coś mi się stało, Maja nawet by mnie nie pamiętała. I wtedy uświadomiłam sobie, że miałaby zdjęcia i ten blog. Chociaż stad, gdzie opisuję to co czuję i myślę mogłaby choć troszkę mnie poznać i dowiedzieć się jak bardzo ją kocham i jaka jest dla mnie ważna.

Ostatnio oglądaliśmy film Lucy. Główna bohaterka za sprawą przypadkowego przedawkowania nowoczesnego narkotyku może korzystać z 100% swojego mózgu (my używamy ok 10%). W pewnym momencie wiedząc że umrze, dzwoni do swojej mamy i dziękuje jej za całą miłość jaką dostała w dzieciństwie. Dzięki nieograniczonym możliwościom swojego mózgu, przypomina sobie i czuje na skórze miliony pocałunków, przytuleń i innych wyrazów matczynych uczuć jakich dane jej było doświadczyć od pierwszych dni życia.

Pomyślałam sobie, że to musi być wspaniałe.. Gdyby tylko Maja mogła zapamiętać każdego buziaka, głaskanie i wszystkie „kocham” jakie szepczę jej do ucha..

DSC_1472

analiza wyprawki czyli rady młodej mamy

Moja bliska przyjaciółka Weronika, 2 tyg temu urodziła Antośkę. Gdy była w ciąży spotykałyśmy się średnio co 2 tygodnie i rozmawiałyśmy głównie o ciąży, porodzie, wyprawce i opiece nad dzieckiem.

W naszych rozmowach okazało się, że o dziwo mam nawet parę rozsądnych rad i spostrzeżeń dla młodych mam (lub gości którzy wybierają się z wizyta do maluszka) Chciałam je dziś opisać tutaj, może się komuś przydadzą. Proszę jednak pamiętać, że są to spostrzeżenia subiektywne, sprawdzone u nas. Nie znaczy to, że wszystkim będą odpowiadać tak jak mi i Mai:

- butelki – my mamy 6 (ja kupiłam 2, resztę dostaliśmy) prawie każda jest z innej firmy. Maja pije z nich bez problemu choć mają różne kształty i smoczki. Jednak ja polecam tylko firmę Avent, ma szeroki otwór do nasypywania mleka i mycia oraz najważniejsze: nie schodzi miarka ml! Avent jest droższy niż np canpol babies, baby ono czy lovi, ale warto wydać więcej i mieć ją na dłużej.

- smoczek trzeba mieć minimum 2 lub 3. Dziecko spędza czas w różnych miejscach: we wózku, łóżeczku, na przewijaku, leżaczku-bujaczku, na macie, w kocykach, kołderkach i rożkach. Czasami trochę minie czasu zanim znajdzie się miejsce, w którym smoczek został wypluty. Często też spadają na ziemie po czym trzeba je wyparzać. Dlatego warto mieć więcej niż 1. My mamy całą masę z różnych firm lovi, canpol babies, nuk, avent, mam, nuby. Maja nie ma swoich ulubionych, choć nie lubi nuby. Ja polecam choć jeden świecący np. NUK w nocy łatwo go znaleźć

- pieluchy – nie dajcie sobie wmówić, że dobre są tylko pampersy. Owszem są dobre, ale uważam, że nie odstają w jakości od innych aż tak, by płacić za nie dwa razy tyle. My kupujemy pampersy jeśli natkniemy się na jakąś promocję. Na co dzień używamy dada i jesteśmy z nich zadowoleni. Nie kupujcie też za dużo pieluch tetrowych i flanelowych. Ja się nasłuchałam, że trzeba mieć z 15-20 sztuk tych pierwszych i z 5 tych drugich. Tymczasem mamy 10 tetrowych i 5 flanelowych i nie zdarzyło się jeszcze by nam zabrakło.

- kocyk lub rożek do bezpośredniego kontaktu ze skórą dziecka tylko bawełniany. Polarowe i inne sztuczne sprawiają, że dziecko bardzo się w nich poci, choć sprawdzają się by okryć nimi dziecko np we wózku na spacerze.

- ubranka najwygodniejsze dla maluszka to body, śpiochy i pajace. Bez guzików, zatrzasków i zamków na plecach, rozpinane w kroku lub przez całą długość; łatwo się ubiera i są komfortowe dla dzidziusia. Pozostałe ubranka też są ładne ale na pewno mniej wygodne. Sukienki i kaftaniki się podciągają gdy dziecko się kręci lub gdy je nosimy, a jeansy i legginsy często mają ciasne gumy i gniotą brzuszek (przynajmniej taki grubiutki jak miała Maja).

- zabawki temat rzeka. Powiem szczerze, że ja na ich punkcie zwariowałam. Najchętniej kupiłabym Mai wszystkie!! Ale nie kupujcie ich sami za dużo, bo odwiedzający dzidziusia goście was tym zasypią, grzechotkami i gryzakami na pewno! Ale myślę, że:

-warto kupić zabawkę z pozytywką (my mamy królika z C&A i lalkę z baby ono) z funkcją wiązania lub przypinania w różne miejsca. Super by było od początku odtwarzać ją dziecku np. przy zasypianiu, żeby znało ta muzykę i się przyzwyczaiło (można też kupić będąc w ciąży i przykładać do brzuszka)

- dla noworodka zamiast standardowych grubych siedzących pluszaków misiów itd (które dla maluszka są nieporęczne i ciężkie, oraz długo schną po praniu) bardziej przydają się te płaskie mini kocyki z główką jakiegoś zwierzaka. My nazywamy je tulisiami, bo są do tulenia i miętoszenia. Dzieci uwielbiają mieć coś w rączkach i przy policzku gdy zasypiają. Warto tak jak w przypadku smoczków mieć ich więcej, dziecko trzyma tulisie przy buzi, więc zdarza się na przytulankę ulać lub ją wyślinić (my mamy trzy, jeden z pepco, drugi z baby ono, a trzeci z label label) teraz pojawił się ładny i tani w Ikea z króliczkiem.

- jeśli kupujecie zabawki do wózka, fotelika samochodowego itd. To warto kupić te mocowane na klipsie/klamrze (nie na kółku) bo łatwo i szybko można je wszędzie zaczepić. Te na kółku zjeżdżają.

- ręczniki do kąpieli trzeba mieć min 2 lub 3 bo dziecko (przynajmniej nasza Maja) często siusia po wyciągnięciu z wody

- przewijak jak najbardziej sprawdził nam się i polecam taki na łóżeczko, bo jest tani, lekki i można go wszędzie zabrać, położyć na sofie, wannie, łóżeczku lub stole i nie zabiera dodatkowego miejsca.

- kosmetyki: chusteczki dobre, ładnie pachnące i tanie (a to ważne bo kończą się w zawrotnym tempie) są fitti fitti. Maja nie ma po nich uczulenia, a mi podoba się ich zapach. Kosmetyków nie trzeba kupować za wiele.  Wystarczy coś do pępka (octanisept lub spirytus) do pupy (Sudocrem)  i do mycia (Nivea). Oilatum jest czesto rekomedowane szczególnie dla dzieci z problemami skórnymi. My używaliśmy go tylko przez pierwsze tygodnie gdy Maja miała rumień noworodkowy. Jest drogie, nie ma zapachu i nie przepadałam za tym kosmetykiem.

- wózek najlepiej 3 w 1 jest bardzo praktyczny. Polecam pompowane duże koła i dobre amortyzatory, taki wózek „lekko i miękko” pracuje, nie jest sztywny. Praktycznie jest gdy ma odpinane elementy materiałowe, które w razie czego można wyprać i możliwość montowania spacerówki przodem i tyłem do jazdy

- wanienka ze stojakiem jest boskim rozwiązaniem, bo plecy czasami pękają z bólu

- książki i poradniki – czy warto w nie inwestować? ja kupiłam sobie jeden, a dwa dostałam. Przeczytałam wszystkie 3, ale życie z dzieckiem w praktyce znacznie odbiega od teorii w książkach

- gadżety laktacyjne – jeśli chcecie karmić piersią, to wkładki, stanik, koszula nocna, pompka – mi się przydały choć karmiłam krótko. Czy warto z góry kupować drogie elektroniczne laktatory?? Nie sądzę, lepiej poczekać i zobaczyć czy w ogóle będą potrzebne.

- dla mamy na gojenie rany – ja używałam 2 rzeczy: do mycia mydło Biały Jeleń, do pielęgnacji Octanisept. Nic więcej, a goiło się szybciutko.

Przed porodem przyszła mama może tez już sobie kupić witaminę D3 i K bo po szpitalu dostaje się zalecenie podawania ich noworodkowi. Herbatkę laktacyjną dla mamy i koperkową dla dzidzi, też warto mieć profilaktycznie by potem biednego taty nie wysyłać po aptekach, aha i tony wody mineralnej bo przy karmieniu piersią jest nie do zastąpienia.

Tak na potem, to na pewno z autopsji polecam leżaczek-bujaczek i nianię elektroniczną. Nam się przydaje. Na pewno nie inwestowałabym w sterylizator i podgrzewacz butelek bo umiemy się bez nich obejść.

A co sprawdziło się u Was i Waszych Bąbli?? Macie jakieś spostrzeżenia i rady dla młodych mam??

27

Budzę się rano w ciepłym łóżku. W swoim domu. Zanim zdążę się przeciągnąć i pomyśleć jaki jest dzień, do moich uszu dobiega dydy gilgeo dede dzidzi ababa eeeeee yhy dadada budzieie adaba. Wstaję i idę po Maję. Kwiczy z radości gdy wchodzę do jej pokoju. Wyciąga rączki i ma minę roześmianego Chińczyka. Biorę ją na ręce i przytulam. Jest ciepła i pachnie wieczorną kąpielą.

Wracamy do mojego łóżka. Nakrywam nas kołdrą i tak sobie leżymy. Maja malutkimi dłońmi badawczo dotyka mojej twarzy. Rozgląda się po sypialni i uśmiecha się do mnie pokazując bezzębne dziąsła. Całuję ją średnio co 30 sekund. A ona wściekając się o te natarczywe okazywanie uczuć chwyta mnie za nos, ucho i chce ugryźć w brodę. Bawię się jej loczkami i paluszkami. Wdycham zapach jej główki. Robimy sobie „pa pa” (nauczone w ten weekend) i rozmawiamy majusiowym baba dada.

I leżąc tak z moją ukochaną córeczką w moje 27 urodziny myślę sobie, że jestem szczęściarą, że dane mi jest tego doświadczać. Że to co dla innych jest oczywistą normą, dla mnie jest szczytem marzeń. Jestem zdrowa, mam wspaniałą córkę i męża i swoje miejsce na ziemi. I choć czasem są gorsze dni i kiepski humor to ogólnie jestem szczęśliwą i spełnioną kobietą. Nie potrzebuję nic więcej.

 

PS no dobra, przydałoby się jednak trochę dodatkowej kasiory na spełnienie tych materialnych marzeń.. :)

medale

Bukiet kwiatów, medale, pieśni pochwalne, puchary, fanfary, największe nagrody i wyrazy uznania należą się wszystkim mamom oddanym swym dzieciom.

Mamom, które jeszcze mają grypę to już się należą Oskary i Noble!! Bo jak powszechnie wiadomo bycie mamą to praca na pełny etat, ale bez możliwości wzięcia L4.

Tak. Jestem chora. Mam gorączkę. Boli mnie gardło, uszy, oczy, głowa, mięśnie, stawy. W nocy przez katar nie mogłam zasnąć. Jestem wykończona. Ale na szczęście jestem tylko ja i Maja, więc choć jest mi ciężko, jakoś damy sobie same radę.

Zastanawiam się tylko jak by to wyglądało gdybym oprócz domu, obiadu i Mai miała na tej chorej głowie jeszcze jedno dziecko i pracę. Nie mam pojęcia jak radzą sobie mamy, które mają kilka pociech i pracują zawodowo. A jeszcze jak je chwyci paskudne choróbsko??? To już chyba gwiazdka z nieba dla takiej mamy to za mało…

Na chwilę obecną ogarnięcie takiej sytuacji wydaje mi się tak niemożliwe jak to, że kiedyś zwiedzę Nowy York.

Dlatego dziś proszę państwa czapki z głów dla mojej mamy, mojej przyjaciółki, moich znajomych i nie znajomych, po prostu dla wszystkich kobiet; kochających żon i oddanych matek, które pracują zawodowo i jeszcze czasem chorują..

mam 8 miesięcy

Wczoraj Maja skończyła 8. miesiąc życia. Wpis dopiero dziś, ponieważ korzystaliśmy z tego, że byliśmy wszyscy razem, a pogoda dopisywała więc wybyliśmy z domku.

Dziś będzie krótko, bo ten miesiąc był dość pasywny pod względem zmian. Waga ok 8,6 więc chyba pierwszy raz nie przybrała. Noce dalej nieprzespane. Zębów ciągle brak, choć ślinienie i gryzienie w toku. Apetyt nadal dopisuje. Z umiejętności: już naprawdę sprawne siedzenie, pełzanie i kulanie się, ciągle nie przeradza się w raczkowanie lub samodzielne siadanie (choć ciągle próbuje) czy wstawanie. Ale to nic, ma jeszcze czas.

Jedyne co dość mocno rozwinęło się w tym miesiącu to mowa. Pterodaktyl, telefon, słoń, mruczenie i śpiewanie ustąpiły miejsca pięknym sylabom. Baba, dada, ała, aja, bebe, tata (oczywiście po co mówić mama). Maja gada bez przerwy. I uwielbiam jej słuchać (oprócz godzin typowo nocnych 2-4).

Aha i coraz częściej śmieje się na głos. W sumie to prawie każde nasze rozśmieszanie kończy się jej śmiechem. Co oboje z mężem uwielbiamy. Nauczyła się też bawić w barum barum tryk.

To chyba tyle. Przepraszam, ale weny brak.. Adamki przeziębione. Wszyscy troje. Buziaki dla Was.

8. 8,8