2 plus 2, czyli kiedy drugie?

Kochany pamiętniku.

Piszę do Ciebie bo w znów w tej mojej głowie myśli tyle co maku w makiełkach… Gdzieś między 1 a 2 w nocy, w ciemnej sypialni, przytuleni jak para staruszków ja i mój mąż ukochany, rozmawialiśmy o tym naszym majowym cudzie. Że taki z niej łobuz i wściekus, a taki przy tym słodki i kochany. Że zdrowa, że wszystko je ładnie, że jak się obudzi to nie płacze a leży sobie sama, że wody w oczach przy kąpieli się nie boi. I tak tą radością, że ją mamy się otulałam jak ciepłą kołdrą.

I zaczęliśmy sobie myśleć o drugim. I ta cała nasza rozmowa, kalkulacje i przytaczane argumenty nie dotyczyły kwestii tego czy w ogóle, a raczej kiedy na świat drugiego Bąbla sprowadzić. Bo dwójkę chcieliśmy mieć zawsze. I oczywiste dla nas było, że jeśli będziemy mogli mieć dzieci to chcemy więcej niż jedno.

Teraz tylko pytanie kiedy najlepiej? Oczywiście tego mi nikt nie powie. Bo rad i doświadczeń tyle, ile ludzi. Poza tym pewnie tak jak i z pierwszym dzieckiem, tak i z drugim – idealnego momentu nie ma. Zawsze będzie coś. Jednak przy tej rozmowie z mężem wywnioskowaliśmy wiele argumentów za tym by o drugie starać się niebawem.

1) Jak wiadomo u nas z planowaniem i płodnością różnie bywa. A pewne jest to, że młodsi z czasem nie będziemy, tylko coraz starsi. Lekarze mówili mi, że jeśli chcemy mieć drugie dziecko to lepiej od razu, bo teraz po pierwszej ciąży ponoć ma mi być łatwiej zajść w drugą. Boje się, że jeśli odłożymy decyzją o drugiej ciąży na za minimum 3 lata (w punkcie następnym wytłumaczyłam dlaczego akurat za 3 lata a nie 2) i potem jeszcze dodać ewentualny czas starań i czas ciąży, to może się to naprawdę wszystko wydłużyć.

2) Od maja 2015 r mam wrócić do pracy. Jeśli wrócę to zacznę robić awans na nauczyciela mianowanego. Trwa to 3 lata.  Miałam już rok zrobiony, ale przerwałam bo zaszłam w ciążę z Mają i przepadło. Więc teraz gdy już wrócę, to od września 2015 chciałabym zacząć i skończyć ten awans, a to oznacza, że przez najbliższe 3 lata nie mogłabym zajść w ciąże. Czyli w tym przypadku najwcześniej gdy miałabym 31 lat (a mąż 40) zaczęlibyśmy dopiero starania o 2 dziecko.

3) Jesteśmy jak to się mówi na etapie pieluch. Nocne pobudki, mleka, szczepienia, rozszerzanie diety, ząbkowanie. Jestem na bieżąco w tych tematach. Wiem co, jak, z czym i kiedy. Ponoć jak się z tego wyjdzie i ma się już odchowane, wszystko jedzące, samobawiące, niepieluchowe, śpiące w nocy i samodzielne w dzień dziecko, to potem się nie chce wracać do pampersów, cyca, kolek i od początku „uczyć” kiedy marchewka, a kiedy gluten.

4) Mamy jeden pokój dla dziecka. Dlatego uważamy, że chyba łatwiej go będzie wspólnie dzielić rówieśnikom, niż dzieciom z większą różnicą wieku.

5) To samo tyczy się zabaw, zabawek, zainteresowań, tematów do rozmów. Na własnym przykładzie wiem, że to nie różnica wieku, a charaktery decydują o relacjach rodzeństwa. Jednak to dotyczy późniejszych lat, gdy klarują się poglądy na życie itd. W dzieciństwie raczej każdy chce się mieć kompana do zabaw w zbliżonym do siebie wieku. Kogoś, kto ułoży z Tobą wierzę z klocków, pobawi się z lalkami lub ulepi babki w piaskownicy niż nastoletnią siostrę, która musi się uczyć na test lub biega na randki.

6) Mamy w miarę nowe ubranka, kocyki, wózek, pościele, zabawki i inne gadżety. Wszystko jeszcze nie przestarzałe, nie wydane, nie sprzedane, nie zniszczone. Byłoby idealnie móc to wykorzystać a nie rozdać, chować na strych lub wystawiać na allegro.

7) Pewnie początki były by ciężkie i trudne: kolejne miesiące robienia mleka, nocnych pobudek i zmieniania pieluch, ale chyba lepiej zrobić to ciągiem, za jednym razem. A potem dzieciaki zajmują się same sobą a mama odpoczywa i wraca pełną parą na stałe do pracy.

 

I tak by wyglądały argumenty za. Ale z drugiej strony… No właśnie. Co mnie męczy?? Jakie mam obawy?

 

1) Myślę o sobie. Jeśli uda się nam dość szybko, to Maja będzie mieć niecałe, lub ok 2 latka, a to przecież jeszcze takie małe dziecko. Będzie mnie potrzebować. Nie wiadomo jak będzie z jej samodzielnością i zazdrością o rodzeństwo. Czy sama dam radę z absorbującym dwulatkiem i noworodkiem? Teraz macierzyństwo to sama radość i pasja. A jeśli to mnie przerośnie i nie ogarnę tematu dwójki? Nie chce się zamienić z najszczęśliwszej mamy na świecie w taką sfrustrowaną,  która nie daje rady.

2) Myślę też o Mai. Że gdy pojawi się maluszek, nie będę już miała dla niej tyle czasu. Że ją zaniedbam, że coś straci. Że będę mówić tylko zaraz i zaraz, albo bądź ciszej, odejdź i nie przeszkadzaj. A przecież należy jej się pełna uwaga, czas i miłość! Ona na to zasługuje. Tak długo na nią czekaliśmy.

3) Myślę i o tym drugim, młodszym dziecku. Nie chcę być dla niego niesprawiedliwa. Nie chcę traktować go inaczej. Maja ma kalendarz z ciąży z opisami wizyt i zdj USG, sesję ciążową, skrzyneczkę z pamiątkami, mnóstwo zdjęć, pamiątek, albumów. Ktoś mi kiedyś powiedział „Nasz pierwszy syn też tak miał jak Wasza Maja, a nasze drugie dziecko ma zdjęcie z porodu, chrztu i z roczku”. Ja tak nie chce!! Chcę mieć takie samo entuzjastyczne i podejście i pełne zaangażowanie jak do Mai. Ale co jeśli przy drugim nie będzie już tyle czasu? Możliwości? Nie daj Boże chęci? Co jeśli nie będę mieć tego zapału jak przy pierwszej ciąży?

4) Boję się też najbardziej tego, że nastawiliśmy się z radością na drugą ciążę, a powtórzy się sytuacja jak z pierwszą. Nie wiem czy znów dam radę wytrzymać tą comiesięczną nadzieję, rozczarowania i stres. Że mimo innych planów nic z tego nie wyjdzie i będę musiała wrócić do pracy w maju.

5) No i standardowo martwię się o finanse. 4 osobowa rodzinka plus kredyt hipoteczny, to już wyzwanie.

Ciężkie są to decyzje. Szkoda, że nikt mi nie powie: zrób tak albo tak. Szkoda, że z nami nigdy nie wiadomo za ile i czy w ogóle się uda z drugim dzieciątkiem. Szkoda, że nie ma gdzieś idealnego przepisu na życie.

Mimo wielu obaw i niepewności zawsze marzył mi się dom wypełniony śmiechem dzieci. Chcę by się goniły wokół kominka, kłóciły o zabawki, miały przed nami własne tajemnice, by się kłóciły, skarżyły, kwiczały wieczorami pod kołdrą a w aucie śpiewały wymyślone słowa piosenek. By wypełniły sobą nie tylko dom ale nasze myśli, ręce, czas i życie. Bo wiesz mój pamiętniku, mimo gorszych dni, mimo zmęczenia i tego, że czasami narzekam i o coś się martwię, własna rodzina i bycie mamą to najwspanialsze co mnie w życiu spotkało. I jeśli mogę przeżyć to macierzyństwo jeszcze bardziej, mocniej, pełniej i głębiej to właśnie tego chce!

cicha woda

Wyobraź sobie 11 miesięcznego niemowlaka. Małą, niespełna 10 kg dziewczynkę. Ciałko ma pulchne. Nic tylko tulić! Jest samą słodyczą i ma cudowne, niebieskie oczy. Tak niebieskie i tak piękne, że obcy ludzie zatrzymują się by nam o tym powiedzieć. I ta mała dziewczynka oprócz tego, że jest mała, mięciutka, słodka i ma wspaniałe oczka, to na dodatek jej główkę pokrywają niesforne loczki.

Jaki masz obraz przed oczami? Małego niewinnego aniołka? Nic bardziej mylnego! Pamiętacie jak po skończonym 10 miesiącu pisałam, że Maja nauczyła się robić nową minę? Mruży oczy, marszczy nos? Oto ta mina w kilku uchwyconych odsłonach.

 badlook diabełek DSC_4056 DSC_4223 DSC_4227 DSC_4273 hellboy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I co? Też macie przeczucie, że z takim Łobuzem nudzić się nie można i że chyba łatwo z nią nie będzie?

DIY – ozdoby choinkowe, zrób to sam

Własnoręcznie wykonane ozdoby choinkowe? Dlaczego nie. My w tym roku właśnie w takie ubierzemy naszą choinkę. Suszone pieczone i szyte. Kłamać nie będę; troszkę czasu i wysiłku mnie to kosztowało, ale satysfakcja jest ogromna. Mam nadzieję, że i efekt finalny będzie wspaniały i bezpieczny dla Mai (tak na wszelki wypadek).

1. Ozdoby pachnące – suszone, czyli te które robi się najłatwiej i najszybciej.

Do wykonania potrzebujemy:

- pomarańcze, opcjonalnie mandarynki/grejfruty

- nóż, blachę, folię, piekarnik

Kroimy pomarańcza w ok 0,5 cm plastry, układamy na folii aluminiowej na blaszce i pieczemy ok 2 godz w 100 C. Trzeba je co ok 15-30 minut przekładać by się nie wywijały. Gdy są suche, nawlekamy i gotowe.

suszone pomarańcza na choinkę

 

 

 

 

 

2. Ozdoby jadalne – pieczone, czyli pierniczki.

Potrzebujemy:

- przepis

- składniki

- miskę, foremki, blachę, piekarnik

- małego pomocnika

DSC_4706 DSC_4714

 

 

 

 

 

 

 

Po posprzątaniu ciasta i mąki z siebie, krzeseł, ścian, włosów dziecka i najogólniej mówiąc całej kuchni, układamy wykrojone pierniczki na posypaną mąką blachę i pieczemy, a po wystygnięciu dekorujemy.

DSC_4727DSC_4734

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gdy lukier wyschnie, pierniczki nawlekamy i gotowe.

Uwaga trzeba się liczyć z istniejącym ryzykiem, że te ozdoby nie przetrwają do momentu ubierania choinki.

 

3. Ozdoby miękkie – szyte, to największa zagrycha. Przynajmniej dla mnie.

Do wykonania potrzebujemy:

- męża, który kupi maszynę

- męża, który zamówi materiały

- męża, który w Ciebie mocno wierzy

- instrukcję obsługi maszyny

- wykroje i wzory

- nici, nożyczki, szpilki, długopis, wstążki

- dużo czasu i cierpliwości

- najlepiej uśpione dziecko, by nikt nie naciskał na pedał gdy akurat układasz sobie materiał pod igłą

- sąsiadów w bezpiecznej odległości by nikt nie słyszał, jak soczyście klniesz gdy Ci nie wychodzi

Wzór układamy na materiale złożonym dwustronnie, lewymi stronami na zewnątrz. Odrysowujemy wzór. Spinamy szpilkami. Wycinamy zostawiając mały margines. Zaszywamy na maszynie zostawiając miejsce na wywinięcie na prawą stronę i wypchanie. Wypychamy, zaszywamy ręcznie. Nawlekamy i gotowe.DSC_4526

DSC_4527DSC_4529DSC_4531DSC_4535DSC_4538

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tak prezentują się  wszystkie wykonane przeze mnie tegoroczne ozdoby choinkowe. Mam nadzieję, że spełnią swoją rolę i będą ładnie wyglądać na choince, a nie na główce naszej raczkującej Mai lub w jej ustach.

DSC_4745

 

 

 

 

 

 

Mimo tego, że ozdoby są już gotowe, i najchętniej już teraz ubrałabym choinkę, ze względu na bardzo mobilną i jeszcze bardziej ciekawską Maję, zrobimy to pewnie dopiero w niedzielę. Ale na pocieszenie zaczęłam sobie świątecznie stroić dom tam gdzie mały raczek nie dosięga już teraz :)

kiedy mama myje zęby

Codziennie rano ubraną Maję zostawiam na macie z zabawkami w salonie, a sama idę do łazienki się umyć. Zazwyczaj nie mija chwilka, a Maja już pojawia się w drzwiach łazienki i ciągnie mnie za spodnie lub zagląda do szafki.

W niedzielę zrobiliśmy tak samo. Maja ubrana zostawiona z zabawkami w salonie, a my z mężem w łazience, myjemy zęby. Odruchowo nasłuchuję dźwięku raczkującej Mai i spoglądam w uchylone drzwi. Ani widu ani słychu. Oczywiście przeczucie mówiło mi, że ta cisza nie wróży niczego dobrego. Wchodzę do salonu nadal myjąc zęby, a tam nasza Maja, po cichutku jak nie Maja, a jak myszka, siedzi sobie przy ławie. Między nogami kurczowo trzyma miskę z delicjami i piernikami (która stała na stole) i wcina łapczywie te czekoladowe rarytasy jak się patrzy. Jak mnie zobaczyła to sama nie wiedziała co zrobić (normalnie gdy pojawię się na horyzoncie, wyrzuca przedmiot, którego wie, że nie może mieć) tym razem wpychała sobie szybciej tą słodką delicję. A widok jej skupionego, łakomego pośpiechu był nieziemski!

Musiałam zawołać męża bo nie mogłam pozwolić by przegapił tą scenę. Pociesznie jadła, jakby z miesiąc głodowała. Czekoladowa ślina kapała jej na świąteczny sweterek i rajstopki. Skupiona była jak nigdy na niczym. Uśmialiśmy się z tego małego złodzieja słodyczy. Zrobiliśmy zdjęcia  i nadeszła nieunikniona chwila. Trzeba było resztkę delicji przejąć, miskę z zawartością odzyskać, rączki i buzię umyć a łakomczucha przebrać.

Jak się domyślacie akcja zakończyła się histerią, rzucaniem się na podłogę, purpurową twarzą i krokodylowymi łzami.

Nie wiem jak ona to zrobiła, że miseczkę z całą zawartością zniosła z ławy na podłogę i ani okruszek się nie wysypał. Ale jakoś jej się udało.  Widać jak się chce, to można sprawnie i zgrabnie operować manualnie rączkami :)

Bo jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co się ma :) A to kradzione też się lubi, bo słodkie, i jak wiadomo kradzione smakuje najbardziej, a na dodatek nie tuczy!!!

maja i delicje

jaki prezent pod choinkę?

Czasu zostało coraz mniej, a ja wciąż nie mam wszystkiego na święta. Chyba nigdy nie byłam z świątecznymi zakupami tak daleko w ciemnej.. dziurze. Dla części osób prezenty już mamy, dla pozostałych przynajmniej wiemy co kupić, ale nie mamy jeszcze najważniejszego – prezentu gwiazdkowego dla Mai. Tzn mam pierwszą część – wymyśliłam sobie, by choć jeden prezent nie był tylko na teraz, ale na lata. Chciałam, by miała pamiątkę z pierwszej Gwiazdki. Kupiliśmy więc coś na przyszłe wspólne czytanie do poduszki – pięknie ilustrowaną grubą książkę – wydanie opowiadań świątecznych  min Królowa Śniegu, Opowieść Wigilijna i Ołowiany Żołnierzyk. Ale co do tego??

Zdaję sobie sprawę, że trafiony prezent dla 11 miesięcznego niemowlaka to loteria i rosyjska ruletka. Bo z Mają już tak jest. Zabawek ma sporo, ale na długo jej nie zajmują. Od czasu do czasu dostaje coś bez okazji: a to kostkę – sorter, albo piłeczkę z grzechotką, innym razem jeżdżącego krokodyla, lub świecącego żółwia, albo kolejną książeczkę. A i tak najbardziej i najdłużej bawi się tym, czym nie może, czyli np płytami DVD, które ściąga z regału, paczką chusteczek, elektronicznym termometrem, opakowaniem biszkoptów, moim portfelem lub kapciem.

Wiem, że mogę wydać np 100zł na jakiś prezent, a ona zachwyci się opakowaniem lub kokardką. Ale to jej pierwsza gwiazdka. Chcę, by oprócz książeczki coś jeszcze od nas dostała i nie mam pojęcia co.

Mam dwa typy:

1) miś gawędziarz, cena ok 110 zł

2) drewniany pchacz – jeździk, cena ok 130 zł

Co myślicie o tych zabawkach? A może Wy macie jakiś pomysł?? Może coś innego, tańszego? Co dostaną Wasze pociechy pod choinkę?

mama niemowlaka a świąteczne porządki

Musiałam się zmotywować i spiąć poślady. Na początku tygodnia pogoda była wspaniała (słoneczna i mroźna), więc nawet trochę mi się chciało i można powiedzieć, że najgorsze za mną.

Okien mam 7 w tym 5 dużych. Ostatni raz wszystkie myłam i prałam firany na końcu września, gdy skończyli nam robić drogę. Brudne nie były. Naprawdę. W końcu dzięki nowej drodze już się tak nie kurzy. Poza tym dość szybko na dworze robi się ciemno, więc opuszczone rolety zewnętrzne również trochę chronią szyby przed zabrudzeniem. A dodatkowo brązowe ramy okna, są o wiele wdzięczniejsze niż np białe,kto ma ten wie.

Dlatego żeby nie popaść w depresję i świąteczną wściekliznę powiązaną z chronicznym zmęczeniem, a przy okazji nie zaniedbywać Mai i zdążyć z robotą w czasie jej drzemki, postanowiłam sobie trochę w tym roku odpuścić. Porządnie umyłam tylko 4 okna, które najbardziej tego wymagały (okno z sypialni i z pomieszczenia gospodarczego-są od drogi więc brudzą się najszybciej, drzwi tarasowe-Majowe łapki i ślina z jednej strony a ślady nosa Beti z drugiej, kuchenne-okno przy zlewie, równa się zachlapane okno).

Pozostałe 3 okna, (czyli w salonie, u Mai i w łazience) mówiąc szczerze zrobiłam na odpierdziel. Czyli umyj parapety, spryskiwaczem szyby, wytrzyj do sucha i gotowe. Firanki wieszałam mokre czyli prasowanie też odeszło. Zmiana pościeli poszła raz dwa, a pogoda sprzyjała, więc są już wymrożone, świeże i pachnące.

Lampy i meble też umyte. Zostały jeszcze drzwi i lustra. Oraz łazienka, ale to zadanie zostawiam mężowi, który od 18 grudnia będzie już w domku i zdeklarował pomoc.

Oczywiście do świąt jeszcze będzie pranie, prasowanie, wycieranie kurzy i mycie podłóg, bo wiecie jak to jest z raczkującym, śliniącym się niemowlakiem w domu, ale to już standardowe drobiazgi. Zostały jeszcze zakupy, ubieranie choinki i ogólne udekorowanie domu. Ale to już raczej zrobimy dla przyjemności w naszym rodzinnym 3 osobowym adamkowym składzie.

Pracy jeszcze trochę przede mną/nami, ale po firanach, oknach i pościelach odetchnęłam z ulgą. I nie mogę się doczekać tych świąt. Trudno mi uwierzyć, że Maja razem z nami usiądzie do wigilijnego stołu. To będą nasze pierwsze święta w trójkę!!

Tymczasem miłej niedzielki :*

sposób na choinkę

Moda panuje praktycznie we wszystkim. Ku mojemu przerażeniu również w sposobie ubrania choinki. Jednego roku modne są choinki białe a na nich srebro-niebieskie dodatki, innego choinki zielone z czerwono-złotymi ozdobami. Ja uważam, że choinka nie modelka, powinna przede wszystkim pasować do wnętrza i podobać się właścicielom, a nie spełniać jakieś aktualne modowe trendy.

Jedni idą w klasykę, czyli dużo, kolorowo i na bogato. Nic do siebie nie pasuje, czyli pasuje do wszystkiego. Taka choinka kojarzy mi się z amerykańskimi świątecznymi filmami i osobiście lubię ją najbardziej:

 

Inni lubią subtelny minimalizm, skromność i prostotę, co również bardzo dobrze się prezentuje i strasznie mi się podoba.

 

Jest też grupa osób, które wolą wersję blue i ten typ jakoś nie przypadł mi do gustu, choć niebieski bardzo lubię:

 

Są też choinki w wersji niechoinkowej:

no opcjonalnie można jeszcze zaszaleć i zrobić np taką:

 

Jak widać pomysłów i inspiracji w sieci jest mnóstwo. Nasza zeszłoroczna choinka wyglądała tak:

http://makeonewish.blog.pl/files/2013/12/choinka-sama.jpg

W tym roku mam zamiar pozbyć się prawie wszystkich szklanych bombek i w miarę możliwości samodzielnie wykonać ozdoby. Bezpieczne, pachnące, miękkie i jadalne :) Choinkę ubierzemy w tą lub następną niedzielę.

A jak u Was? Choinka już stoi? Jak wygląda?

raczkujemy

Proszę państwa ogłaszam uroczyście, że Maja nie pełza, nie czołga się a RACZKUJE! Na kolanach! Oh jaki to słodki widok. Zasuwa po całym domu jak mały robocik, a mi serce rośnie jak na nią patrzę. Dodatkowo oprócz papa, jaka jest duża i bicia brawo, nauczyła się klepać po brzuszku gdy pytamy jakie było dobre, oraz przykłada telefon do ucha jak mówię zrób halo halo. Złościć się nadal umie pięknie i efektownie. Pokazuje też paluszkiem gdzie chce iść lub co chce dostać. I taka już jest komunikatywna i duża a ja taka dumna.

DSC_3722 DSC_3747DSC_3739 DSC_3754

świąteczna lista

Do umycia:

- wszystko (od okien, lamp, przez meble, lustra i drzwi, po podłogi)

Do wyprania:

- prawie wszystko (firany, pościele, koce, poduszki, ręczniki i pewnie z dwa kosze Mai ubrań)

Do kupienia:

- na pewno wszystko i więcej, bo pewnie do świąt się skończy

 

Czy któraś z Was ma podobnie?? Błagam, napiszcie że TAK, pokocham Was za to jeszcze bardziej!

Z bezsennego maminego bloga, pozdrawia Was Aga

 

pokój dziecięcy

Pokój dziecięcy, pokój niemowlęcy, pokój dziewczęcy. Zwał jak zwał. U nas po prostu pokój Mai. Dokładnie dziś mija rok od przeprowadzki. W naszym domu troszkę się zmieniło i pewnie znając mnie, zmieniać się będzie ciągle. Ale na wszystko potrzeba pomysłu, czasu i pieniążków, więc powoli i ze spokojem. Pod ostatnim wpisem „sen o domu” prosiłyście o zdjęcia. Dziś pokażę Wam zmiany jakie zaszły w pokoju naszej dziewczynki.

Tak wyglądał pokój dziecięcy rok temu KLIK. Podstawową różnicą oprócz tej, że teraz już ktoś w nim mieszka :) są meble. W tamtym roku w pokoju Mai stały 2 duże szafy, wąska szafa, regał, spore biurko i komoda. Czyli liczny zestaw starych, brązowych mebli. Zastąpiły je nowe i białe: szafa, komoda, regał i stoliczek. Pokoik stał się przez to jaśniejszy, przestronniejszy i bardziej dziecięcy. Lustro w szafie okazało się strzałem w 10! Maja lubi bawić się z dziewczynką z odbicia :) W oknie pojawiła się najzwyklejsza firanka, a na ścianach kilka zdjęć co sprawiło, że jest przytulniej i bardziej miło. Sowy ciągle na topie, ale zdecydowanie starczy, następnych już nie chcę.

Kolorowe literki, ptaszki, świetlne kule, ramki na fotografie i tiulowe pompony idealnie współgrają z barwnymi niemowlęcymi zabawkami i przełamują biel mebli i ścian. Obecny wygląd pokoju Mai zadowala mnie znacznie bardziej niż ten sprzed roku, i pewnie utrzyma się przez jakiś czas, ale ciągle nie jest to mój finalny efekt.

Od jakiegoś czasu marzyła mi się zmiana. Widziałam pokoik naszej córeczki w stylu bardzo delikatnym i romantycznym. Białe ściany i mebelki owszem, ale dodatki w jasnych pastelowych odcieniach różu, mięty i szarości. Pomponiki, dużo poduszek, girlandy, wiklinowe koszyki a w nich drewniane zabawki i pluszowe misie, w łóżeczku patchworkowa pościel, na półkach ręcznie szyte króliki, pozytywka, serduszka itd…. Czujecie ten klimat?? Ale im dłużej o takim rozwiązaniu myślę, tym bardziej utwierdzam się w tym, że to JA chciałabym taki pastelowy subtelny pokój.

Na razie więc, zostanie w takim kolorowym wydaniu, ponieważ:

Po 1 Można sobie wymarzyć piękny, jasny pokoik z delikatnymi wyszukanymi dodatkami cieszącymi oko mamy. Ale trzeba pamiętać, że ten pokój jest dla dziecka. A dziecko, przynajmniej nasza Maja lubi (stety/niestety) wyraźne mocne kolory, i dużo wszystkorobiących (grających, świecących, skaczących) zabawek, które potem swoją plastikowością i atrakcyjnym dla dziecka przepychem, nijak się mają do maminej koncepcji lekkiego jak chmurka pastelowego, romantycznego pokoju małej kobietki.

Po 2 Jakoś nie wyobrażam sobie naszej charakternej łobuziary z króliczą miną diabełka w takim delikatnym księżniczkowym pastelowym królestwie :)

Po 3 troszkę szkoda by mi było po jednym roku zrywać literki, ptaszki, (przyklejone do ściany jak Amen w pacierzu) zmieniać lampki i ramki. Niech jeszcze troszkę powiszą i nacieszą oko :)

Dlatego na razie w pokoju Mai królują kolory, najróżniejsze, w odcieniach soczystych i pastelowych. Udało mi się zostać przy wesołych barwnych dodatkach dla Mai, a gdzieniegdzie przemycić troszkę mojego stylu (np na komodzie). A kto wie, może za rok, dwa lub trzy, nasycone barwy w całości ustąpią miejsca delikatnym pastelowym szarościom, mięcie i pudrowemu różowi. Ale tylko wtedy gdy będę widzieć, że podoba się to Mai, jest praktyczne i współgra z jej charakterem.

A teraz zdjęcie pokoju Mai, grudzień 2013:

cale 2

 

 

 

 

I obecnie:

cały

 

 

 

 

 

na prawo: regał, stoliczek z krzesełkiem i biały koszyk z zabawkami

prawa.

 

 

 

 

pr pra

 

 

 

 

 

 

 

 

 

na lewo: szafa, komoda, wiklinowy kosz i łóżeczko:

lewa

 

 

 

 

DSC_4505

 

 

 

 

DSC_4513

 

 

 

 

 

 

DSC_4490

DSC_4517

 

 

 

 

 

 

 

DSC_4516

 

 

 

 

 

 

 

- meble - Ikea

- kule świetlne – Ikea

- ramki na zdjęcia i biały kosz na zabawki - pepco

- szaro-różowy drewniany kuferek na pamiątki z dzieciństwa -prezent od cioci Magdy/ Dekorka

- królik Jellycat Bunny - Fabryka Wafelków

- drewniane różowe krzesełko, drewniana bujana żyrafa, kosz okrągły z wikliny – targ staroci

- literki i ptaszki z masy solnej, pompony z tiulu – ja sama !

 

jeszcze mam w głowie kilka pomysłów, ale muszę się podszkolić w szyciu :)