latem

Ostatnio nie mogę spać. Godzina 3 a ja nawet nie czuję by sen w ogóle nadchodził. Leże więc w ciemnej sypialni słuchając spokojnych oddechów męża i córki i wspominam..

Pamiętam, gdy byłam mała, dzień przed zakończeniem roku szkolnego już czułam motyle w brzuchu. Nie ze strachu przed świadectwem (zawsze było z paskiem) ale z radości i ekscytacji, że kończy się szkoła (choć lubiłam do niej chodzić). Szykowałam sobie galowe ubranie na fotelu i wiedziałam, że nazajutrz gdy je zdejmę, zacznie się cudowny beztroski czas. Jaki człowiek był wtedy bezczelnie szczęśliwy!

Miałam to szczęście, że latem jako dziecko nie musiałam pracować, pomagać w gospodarstwie, dorabiać na zrywaniu wiśni, nie musiałam też tułać się między blokami z kluczem na szyi, jak wiele innych dzieci. I choć nie zawsze gdzieś wyjeżdżaliśmy z rodzicami to ja wspominam dobrze każde wakacje. Obojętnie czy te w Śremie u babci (o których już pisałam), czy nad morzem, czy na własnym podwórku.

Pamiętam wiele z moich wakacji w domu, na wsi. Pamiętam jak zbierałam pasikoniki i stonki w słoik. Smak domowego kompotu, który świetnie gasił pragnienie. Jak razem z siostrami polewałyśmy z węża mury i beton na podwórku, a my biegałyśmy po niej na bosaka. Woda tak dziwnie skwierczała na nagrzanej powierzchni. Jak woziłam króliki dziadka w wózku dla lalek. Pamiętam jak w nocy, mimo zakazów rodziców wychodziłyśmy na balkon by oglądać burzę. Ten wyjątkowy zapach mokrego lasu i parującej nagrzanej ziemi. Pamiętam pokaleczone stopy od biegania po ściernisku. Oh jak one potem piekły w ciepłej kąpieli! I te kolana całe w strupkach. Pamiętam gry w karty na kocu w cieniu. Wieczorne rozgrywki badmingtona, aż nie było widać lotki w mroku. Nasłuchiwanie i liczenie przejeżdżających kombajnów. Pamiętam, że latem kochałam jeść tzw „dworne obiady” które tak jakoś lepiej smakowały na dworze, z muchami, pod drzewem. Pamiętam to, że człowiek się niczym nie martwił, nie wstydził i biegał na pół nago całe dnie. Grałyśmy w gumę, rysowałyśmy kredą po podwórku, odbijałyśmy piłkę od domu dziadków. Nie przeszkadzały mi brudne stopy, piasek we włosach i zdarte kolana. Nie wiedziałam która jest godzina, jaki jest dzień.

Cudne mam wspomnienia lata z dzieciństwa. Ale teraz też kocham lato. Bo latem wszystko jest piękniejsze. Uwielbiam długie upalne dni, ciepłe wieczory, smak lodów z truskawkami, zapach koszonej trawy, cieknącego po brodzie i łokciach arbuza, świerszcze za oknem, opalone ciało, nagrzany taras pod stopami. Lubię ciepłą nocą wpatrywać się w gwiazdy na czystym niebie i rozmyślać o tym jak będzie wyglądać moje życie za kilka lat. Lubię długie wieczorne spacery z Mają. Wykąpać się, a potem wyjść na taras z mokrymi jeszcze włosami i pozwolić by osuszyło je słońce i wiatr. Uwielbiam spać na kołdrze ubrana w samą koszulkę.

…..

Włosy upięłam bardzo wysoko, by nie gilgały w szyję. Ubrana w letnią sukienkę i japonki rozwieszam pranie w naszym ogrodzie. Śliniaki, pieluszki i małe kolorowe ubranka mojej córki pachną dziecięcym płynem do płukania. Wtykam w nie nos i wciągam jak szalona. Rozbraja mnie ten zapach. Spoglądam na moje kochane siostrzenice, które kłócą się o bzdury w basenie. Wracam do domu.  Wchodzę do pokoju Majusi. Śpi w samym pampersie, przykryta pieluszką. Całuje ją w spoconą główkę. Wyciągam fafołki, które czasem mieszkają miedzy jej paluszkami. Myślę o tym jakie ona będą mieć wspomnienia z dzieciństwa, z wakacji. Ściszam projektor, włączam nianię, zamykam drzwi.

Wmawiam sobie, że nie obchodzi mnie piach chwaszczący mi pod kapciami, pomacana milionem łapek szyba od drzwi tarasowych, porozrzucane po całym domu gumki do włosów, grzechotki, mokre ręczniki rzucone na krzesło. Udaję, że nie denerwują mnie mokre ślady małych stóp na panelach w salonie i tony kubków po soku w kuchennym zlewie. Biorę nianię, okulary przeciwsłoneczne i książkę. Siadam na tarasie. Chwytam chwilę. Nigdzie mi się nie spieszy. Mój dom tętni życiem. Czuję świeży zapach prania, widzę radość siostrzenic, a z niani dobiega cichutki dźwięk kołysanek Majusi. Chcę zatrzymać czas, bo wiem, że nie zawsze tak tutaj będzie..

mam 6 miesięcy

I znów przyszedł 28 dzień kolejnego miesiąca. Tym razem jest to kluczowa data. Dziś Maja kończy pół roczku. Czuję w sercu dziwny żal, że to już..że tak szybko… Pamiętam gdy się urodziła, pomyślałam sobie, że mamy przed sobą cały rok razem, a o powrocie do pracy zacznę myśleć, jak minie pierwsze pół roku. I to już minęło!!! Teraz już bliżej niż dalej do naszej rozłąki..

Pół roczku. Wiem, że zamykamy pewien etap.. Zmieniamy smoczki na większe, mleko na następne, a te smoczki w butelce mają już 4 dziurki!!

Maja waży 8 kg, a mierzy 70 cm. Przez pół roku przybrała 5,450 kg i urosła 19 cm. To niesamowite jak ten mały człowiek szybko rośnie. Maja je 5 posiłków w tym 3 mleczne. Na śniadanie, ok godz 8-10 zjada owoce z biszkoptami, ok godz 12-14 warzywka z mięskiem, potem ok 16-18 mleko, ok 20-22 kaszkę, i w nocy standardowo ok godz 2-3 kolejne mleko. W międzyczasie pije soczki i herbatki. Czasami dostaje bułę lub chrupkę do ślinienia. Teraz od skończonego 6 miesiąca zamienię jej kaszkę ryżową bezglutenową na kaszką manną glutenową.

Do rozszerzania diety w tym miesiącu z powodzeniem do owoców dołączyły: śliwka, morela i arbuz, a do warzyw: brokuł, cukinia, kabaczek, buraczki, pomidory, groszek i fasolka. Maja je też mięso z królika i gęsi. A ze słoiczków spróbowała: łososia, indyka i cielęcinę z kaszą jaglaną. Parę dni temu dostała też pierwszy raz 1/2 jajka do obiadku.

Mamy kolejne sukcesy w rozwoju ruchowym: Majusia okręca się całkowicie samodzielnie na oba boki i przewraca się z pleców na brzuszek i odwrotnie (choć z brzucha na plecy rzadziej). W pozycji na brzuchu opiera się na samych dłoniach, lub wcale gdy podnosi je do jakiejś zabawki. Swoje stopy zaczęła wkładać do buzi, a wcześniej je tylko trzymała w rączkach. Gdy leży na plecach podnosi głowę i wspiera się na łokciach. Z chęcią by usiadła, a że nie umie to po chwili się po prostu wścieka. :)

Maja obdarza uśmiechem wszystkich w szczególności dzieci i naszego psa. Kwiczy z radości i strasznie macha rączkami i nóżkami jak tylko widzi Beti. Wyciąga do niej rączki i śmieje się na głos. Uwielbia wygłupy, pierdziochy, podrzucanie, całowanie w rączki, gdy robimy dziwne miny i dźwięki.

Ostatnio, przy skończonym 5 miesiącu pisałam, że Maja dziwnie kwiczy i kaszle, teraz „pterodaktyl” nas pożegnał, a zastąpił go „telefon”. Bez przerwy Maja robi drrrrryyy drrrryyyyyy. Nauczyła się też wymuszać, jak jej się coś nie podoba to momentalnie się wścieka, wygina i rozpaczliwie krzyczy. Kiedyś po przebudzeniu bawiła się jeszcze chwilę w łóżeczku, teraz jest płacz w niebogłosy i krokodyle łzy.

Zasypianie też jest różne. Może przez te lipcowe upały.. Często zdarza się, że przed zaśnięciem jest płacz i walka. Jakby chciała spać, a nie mogła zasnąć. Oczy zamknięte, pieluszkę tuli do buzi, ale płacze i się wygina.. Czasem nieźle się obie spocimy zanim Majkel zaśnie.

Ślinotoki aktualne, palce w buzi prawie bez przerwy. Czasami jak dopadnie jakąś zabawkę to mści się na niej gryząc ją zawzięcie. Zębów brak.

Gdy patrzę na jej pierwsze zdjęcia to widzę jak inaczej wygląda. Nabrała ciałka, buzia się całkiem zmieniła, włoski urosły, rzęsy i brwi pociemniały a oczka rozjaśniały.. Cudna jest ta moja córcia.. Strasznie mocno ją kocham.

Ze względu na mały chaos w domku i ogromny upał, odpuściłam sobie sesję w kołysce i koszu. Nie chcieliśmy męczyć Mai, zrobiliśmy więc tylko na szybko zdj na fotelu.

Kopia DSC_0092

 

aktywnie

Hello!! Dziś przyjeżdżają do nas na tydzień moje siostrzenice, mąż właśnie po nie pojechał. Znów będzie wesoło i aktywnie. Tymczasem, korzystając z wolnej chwilki napiszę w dużym skrócie co u nas. Czas tak szybko leci, że nawet nie wiemy kiedy i zaraz minie 3. z 4. tyg urlopu męża.

Jesteśmy wiecznie zajęci. Pogoda dopisywała więc staraliśmy się łączyć przyjemne z pożytecznym. Chodniczek, schody i taras gotowy. Jestem zadowolona z efektu. Lista urlopowych rzeczy do zrobienia powoli maleje. Mąż sporo się napracował. Ja też, ale trochę mniej. Oprócz różnych prac dużo wyjeżdżaliśmy i przyjmowaliśmy gości. Jak Wam wcześniej pisałam, w Kaliszu na świat przyszedł mały Oli. Musieliśmy więc koniecznie go odwiedzić. Oto pierwsze spotkanie cioci Mai i 6. dnDSC_9506iowego Oliwierka:

 

 

 

 

 

Oli ma starszą siostrę Julkę, która jest chrześniaczką mojego męża. Bardzo chciała z  nami wracać, zabraliśmy ją więc na 3 dni do siebie. Było naprawdę miło. Jula jest strasznie grzeczna i pomocna. Chętnie bawiła się z naszą córcią, a ja z przyjemnością uczyłam ją bujać się na huśtawce i wieczorami czytałam jej bajki na dobranoc. Maja też cieszyła się na widok nowej twarzy w domu.

DSC_9579

 

 

 

 

 

Z okazji cudnego gorącego lata, pobytu Julki i planowanego przyjazdu moich dwóch siostrzenic kupiliśmy basen dziecięcy na taras (koszt to całe 18 zł w biedronce i jest naprawdę dobry!) Jak już wspomniałam ostatnio, Maja pobyt w aquaparku w Kaliszu opłakała, więc basen przyda się i do niej, by się oswajała. Dopiero na 3 dzień nasz Bąbel zaakceptował moczenie stopek i pupy w wodzie.

DSC_9553

 

 

 

 

 

Wspólny rodzinny zlot Lemonów się nie udał. Nie mogłyśmy dograć terminu dogodnego dla nas 3. Ale na szczęście mimo przeciwności losu udało nam się gościć moją przyjaciółkę z rodziną. Bardzo się za nią stęskniłam. Kasia urodziła Lenkę w moje imieniny, 1 tydz przed Mają. Ostatnio widziałyśmy się w listopadzie i nasze córeczki wyglądały wtedy tak. Teraz wreszcie mogły się poznać i dotknąć. A my cieszyłyśmy się wspólnym spacerem z wózkami, rozmowami, wspomnieniami i piwkiem sączonym do 1 w nocy na tarasie. Oh jak było fajnie. A Lenka jest bardzo spokojnym niemowlakiem, Maja przy niej to mały łobuz.

DSC_9797

 

 

 

 

 

Wczoraj byliśmy z Majusią na szczepieniu. I chyba pierwszy raz tak źle je później zniosła. Popłakiwała, marudziła. Biedulka ewidentnie źle się czuła, choć nie miała gorączki. Było widać, że jest jakaś osłabiona, rozdrażniona. Nawet noc nam ładnie przespała, tylko z 1 pobudką na mleko. Dziś na szczęście jest już lepiej :)

Ja staram się wyciskać jak cytrynę czas z mężem. Jeśli Maja mi na to pozwala to mu pomagam w planowanych pracach (np sadzenie kwiatów, montowanie pergoli, mycie aut, zamiatanie piachu na ułożonej kostce) Jeszcze nas czeka garaż i szopka na drewno, i układanie w niej porąbanych kłód. W miarę możliwości razem chodzimy na spacery, szykujemy posiłki, oglądamy filmy, siedzimy wieczorem na tarasie. Jest świetnie. Mimo, że nie spędziliśmy tego czasu nad morzem, w górach czy jakimś hotelu, są to najwspanialsze wakacje w moim życiu. Bo mamy swoje miejsce na ziemi, i mamy siebie.

A co u Was?? Jak Wam mija ten piękny lipiec??

 

Ok kończę, szarańcza przyjechała :) teraz się przekonam jak to jest mieć 3 dzieci w domu :) serdecznie pozdrawiam

 

 

żyjemy

Cześć kochani, wchodzę na chwilkę dać znać, że żyjemy. Wszystko u nas w najlepszym porządku, ale wiele się dzieje i nie mam czasu pisać. Dziś Maja kończy 25 tydz życia, a za tydz będzie mieć pół roczku!! Uwierzycie??

Niedługo się odezwę i w skrócie napiszę co u nas.

PS dziękuję za Wasz odzew pod ostatnim wpisem :*

supermoce

Są takie dni (rzadko, ale zdarzył się wczoraj i dziś) kiedy budzę się i już wiem, że nie mam dobrego humoru. Mimo, że piękna pogoda za oknem, Maja zdrowa, a mąż w domu. Teoretycznie nie powinnam mieć powodu… Ale…

Otwieram okno, podciągam roletę i widzę jak przejeżdżające z prędkością światła auta, wznoszą w powietrze gęste tumany kurzu i pyłu po czym ta piękna chmura syfu zmierza w kierunku moich świeżo umytych okien i osiada na parapecie i kwiatach. Już mi się ciśnienie podnosi..

Potem idę do łazienki. Rozpuszczam włosy, na gumce zostaje ich chyba milion, potem szczotkuje, tam opuszcza mnie kolejny milion, a następne miliony lądują na podłodze. Tak jest codziennie. Związuje włosy w koński ogon i łzy napływają mi do oczu, gdy czuję w dłoni, że jeszcze pół roku temu miałam ich na pewno trzy razy tyle.. Jak tak dalej pójdzie będę łysa. Nie przesadzam..

Następnie zmierzam do kuchni szykować Mai śniadanie i tam dobija mnie mucha. Tak, mucha. Natrętna, wredna, szybsza i na pewno bardziej wyspana niż ja, brudna, paskudna mucha. Wtedy mój „wściek” osiąga apogeum i tylko po cichu współczuję mężowi, który pewnie zaraz się przekona, że wstałam lewą nogą.. Czego pewnie za chwilę będę żałować, a to tylko sprawi, że poczuje się jeszcze gorzej..

Co jest tego przyczyną?? Hormony?? Pewnie nie. Zwyczajnie zły dzień? Może.. Niewyspanie?? Pewnie trochę też.

Piszecie w komentarzach o drzemkach swoich pociech, godzinach ich nocnego snu.. A u nas wciąż masakra.. Maja szczególnie ostatnie tygodnie daje nam popalić w nocy. Praktycznie jest gorzej niż gdy była noworodkiem.

Nie dość, że nie ma żadnej reguły jej dziennych drzemek czy wieczornego zasypiania, to wciąż raczy nas swoja pobudzoną aktywnością w nocy. I na nic wszystko czego się naczytałam o przyczynach niespania niemowlaka, radach i sposobach na jego dłuższy sen. Stosowaliśmy już wszystko.. I wszystko na nic.

Obojętnie czy Maja zasypia po kąpieli o godz 20, czy później o 23, obojętnie o której bym jej podała wieczorne mleko, to i tak w nocy się budzi i ok 2 godzin nie śpi. I w niepamięć odeszły czasy, że na jej przebudzenie pomógł smoczek czy herbatka. Teraz nawet mleko nie pomaga!!! Spryciula wypije butle i dalej grasuje. Gada, grucha, uderza dłońmi w zagłówek, trzyma się za stopy, wygina w łuk, szczypie mnie, bawi się smoczkiem, klepie mojego męża, zakrywa się pieluszką, fika nogami, macha rączkami, a teraz jeszcze się kręci na boki, na brzuch, na plecy..

Dziś nie spała od ok 23-2, a potem od ok 4-6….. I żeby jeszcze można było to zrzucić na to, że długo spała w dzień. Ale to nieprawda. Ja już powoli opadam z sił. Wstaję połamana, niewyspana, zła. Oczywiście najgorsze są poranki, potem po kawie i śniadaniu dzień już jakoś mija. Ale czasami jest ciężko.

A dziś wyglądając jak bezdomny narkoman na głodzie, obieram w kuchni kabaczka na obiad… nie chce mi się nawet mówić. Tymczasem mąż podnosi marudzącą w bujaku Maję, odwraca jej śliniak z przodu na plecy, że wygląda jak peleryna superbohatera, wyciąga jej jedną rączkę w powietrze, i „lata” z nią po kuchni wołając „uwaga mamo, super nocny marek nadciąga!!”

Patrzę na roześmianą minę Mai i zaślinioną podłogę. Uśmiecham się pod nosem. Przydałyby mi się takie super moce.. Jest mi trochę lepiej :)

24 tyg

Dziś nasz Dropsik kończy 24 tygodnie. W  tym tygodniu zawzięcie, konsekwentnie i pracowicie w kilka nocy (tak, nocy!) opanowała sprawne kręcenie się na boki i przewracanie z pleców na brzuch. Jestem z niej naprawdę dumna (a przy okazji niewyspana i połamana).

Potrafi przekręcić się, lub wygiąć tak, że dosięga i sama podnosi sobie zabawki które są w jej zasięgu. Najbardziej interesuje ją wszystko co jest za jej głową, np zagłówek naszego łózka (w który uderza rączkami pół nocy) i medalik w wózku (który w końcu zerwała). Śpi wygięta w łuk, z głową odchyloną w stronę pleców. Śmiejemy się, że wietrzy sobie w nocy szyję.

Dodatkowo Maja bez przerwy robi: drrrrryyy drrrrrryyyy. To takie połączenie dzwoniącego telefonu z gruchającym gołębiem. Pokochała ten dźwięk i słyszymy go całe dnie (i trochę w nocy). Szkoda, że Wy nie możecie go posłuchać i zobaczyć miny która mu towarzyszy.

NEWS TYGODNIA:  12 lipca w Kaliszu na świat przyszedł mały chłopczyk, którego Maja jest ciocią. Witamy Cię Oliwierku! Dumnym rodzicom i starszej siostrze gratulujemy.

Z innych nowości: Maja ma kolczyki. Ostatnio jadła kabaczka, buraczki, morele i jagody, oraz próbowała lizać arbuza. Była też pierwszy raz na basenie. Niestety z powodu intensywnego produkowania krokodylich łez, rozbrajającego płaczu i nieszczęśliwej miny, byliśmy w wodzie całe 5 minut..

Poza tym ekipa od kostki skończyła i mamy już chodniczek do domu, schody i taras. Okna umyte, kwiatki zasadzone. Jakoś to wreszcie wszystko wygląda. Piszcie co słychać u Was, pozdrawiamy!

 

bezcenne

Dźwięki nawoływania, że już nudno

Widok uśmiechającej się buźki, gdy podchodzę do łóżeczka

Wesoło fikające w powietrzu nóżki

Wyciągnięte z nadzieją rączki

Kwik radości gdy ją podnoszę

Małe ciepłe dłonie obejmujące moją szyje

Oddech ulgi, że ją „uratowałam”

 

Tak długo na to czekałam.. To wszystko jest niesamowite, bezcenne..

kulinarna wena

Nie znajdziecie tu przepisów na wykwintne, drogie i wyszukane pyszne dania dla dorosłych. Dziś o mało apetycznych niemowlęcych papkach. Tak jak już kiedyś pisałam, rozszerzanie diety Mai zaczęłam od słoiczków. Tak było mi łatwiej. Nie byłam wtedy w formie. Poza tym na początku dziecko i tak je 2-3 łyżeczki więc nie chciało mi się gotować takich ilości, nie było świeżych warzyw, a nam popsuł się blender. Minął miesiąc i wszystko się zmieniło.

Ja oswoiłam temat, Maja nauczyła się jeść z łyżeczki, zjada już od 125 do ok 180 obiadku, są już świeże warzywka, a my zakupiliśmy garnek do gotowania na parze i nowy blender :) I tym oto sposobem Maja pochłania mamusine papki jak odkurzacz. Bałam się, że nie będzie chciała jeść moich wyrobów z przyzwyczajenia do słoiczków, ale chyba niepotrzebnie. Gdy sama próbuję moich dań wg mnie wyglądają i smakują podobnie (a nawet lepiej) niż te ze słoiczka. Poza tym Maja jest łasuchem i zje wszystko co się jej zbliży do ust.

Kupuje świeże warzywa, niektóre mam swoje z ogródka. Myję, obieram, kroję, wrzucam na parę, wystudzam i blenderuję w najróżniejszych kombinacjach (zaczęłam dodawać co 2 dni mięsko od skończonego 5 miesiąca). Przekładam w pojemniczki. Część wędruje do lodówki np na 2, 3 dni, a resztę opisuję i wkładam do zamrażarki.

Od kilku dni, oprócz warzywno-mięsnych obiadków w południe, Maja je też codziennie na śniadanie owocowy deserek. Miksuje jej np banana, jabłuszko, brzoskwinie. Wkruszam jej odrobinkę biszkopta. Dostała też już kromkę chleba do poślinienia i cyckania! Wściekała się okropnie że nie może się nią najeść :)

Mam ogromną satysfakcję gdy gotuję jej sama, ale nie zamierzam całkowicie rezygnować ze słoiczków. Czasami po prostu są potrzebne :)

 DSC_9352.NEFDSC_9377.NEFkalafior i szpinak.NEFbrokół i ziemniak  z gęsiąBROKUL MARCHEW ZIEMNIAKkalafior z ziemniakiem brokulem i marchewkamarchew KALAFIOR ziemniak z marchewką

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

kalafior.NEF cukinia z ziemniakiem

 

 

 

 

 

 

banan

 

 

 

 

 

 

DSC_9357.NEF

urlop

Dziś o urlopie.. spodziewacie się wpisu o wyjeździe na wczasy?? Plaża, morze i nasza trójka? No niestety nie w tym roku. Musieliśmy wybrać. Rodzinne wakacje albo dalsze etapy wykańczania domu, a raczej otoczenia domu.

Mój mąż od poniedziałku zaczyna 4 tygodniowe „wakacje”. 2 tygodnie urlopu i 2 tyg ojcowskiego :) Nie mogę się doczekać, choć tak naprawdę zdaję sobie sprawę, że nie będzie to czas tylko dla mnie i Mai..

Co nas czeka w lipcu?

Pracowicie:

- schody przed domem i chodniczek do furtki

- taras (jupi!! nie mogę się doczekać, teraz mamy tony piachu i brak miejsca na relaks..)

- podjazd do aut

- garaż

- cięcie drewna

- robienie półek na poddaszu

- mycie aut

- mycie okien

Ale mamy też nadzieję na miłe chwile:

- organizujemy rodzinny zjazd Lemonów

- weźmiemy na wakacje moje dwie siostrzenice

- pojedziemy na ślub koleżanki do Poznania

- chcemy odwiedzić moją Babcię w Śremie

- jechać na termy z dzieciakami

- robić grille ze znajomymi i siedzieć do nocy na huśtawce pod kocem na naszym wymarzonym tarasie..

- delektować się porankami we troje..i wieczorami we dwoje :)

A Wy jakie macie plany na urlop??

pozdrawiamy

zakupy

Hej co u Was słychać?? My sobotę mieliśmy pracowitą. Typowo: obiad, pranie, sprzątanie domu, zmiana pościeli, koszenie trawy, pielenie chwastów w ogródku. Za to wczoraj odtransportowaliśmy Maję moim rodzicom i pomknęliśmy na Poznań. Mimo, że czułam bezustanny ścisk żołądka i nie wypuszczałam telefonu z rąk, cieszyłam się na dzień spędzony tylko z mężem. I to jeszcze na zakupach :)

Kupiłam sobie, (wróć, mąż mi kupił) trochę rzeczy w tym wymarzone marynarskie bikini. Gdy je przymierzałam zdecydowanie popsuł mi się humor. Chciałam zrezygnować z zakupu 2 częściowego kostiumu i poszukać 1 częściowy. Na szczęście mój mąż uparcie kłamał, że jest ok i poszedł z bikini do kasy. Następne zakupy też teoretycznie się udały, choć cały czas myślałam o Mai i często dzwoniłam do mamy. A jeszcze bez przerwy miałam przed oczami swoje odbicie w lustrze i zastanawiałam się czy ja w ogóle w te wakacje odważę się ubrać jakikolwiek strój i wyjść w nim do ludzi..

Najbardziej z zakupów uradował mnie jednak wózek do Mai. Już dwie ze znanych mi młodych mam zrezygnowały lub sprzedały swoje wózki 3w1 bo nie były z nich zadowolone. Ja naszą Balerine uwielbiam. Jest ładna, wygodna, bezpieczna. Dzięki wielkim pompowanym kołom i amortyzatorom miękko i lekko się ją prowadzi. Mai jest w niej wygodnie. Sprawdza się bez zarzutu. Jednak jej rozmiar… jest duża jak większość wózków 3w1. Gdy chce jechać gdzieś sama z Mają moim Tiko, mam problem. Wózek się nie mieści, lub mieści się ledwo i z trudem gdy kładę tylne siedzenia. Zależało mi na małej typowej spacerówce, zwanej potocznie parasolka lub laską, lekkiej i łatwej do składania.

Tak jak przed wyborem wózka 3w1 teraz też wcześniej wiele czytałam i oglądałam dużo wózków. Wiedziałam czego chce. Zależało mi na spacerówce porządnie wykonanej, bezpiecznej, jednak lekkiej i łatwo składanej w uniwersalnym kolorze. Ze skrętnymi przednimi kółkami (ale z możliwością ich zablokowania). Powinien mieć głęboko zasuwaną budkę i stabilne (nie z siatki) oparcie, całkowicie i płynnie opuszczane do pozycji leżącej. Z możliwością demontowania barierki, regulowanym podnóżkiem okrytym folią. Najlepiej jeszcze z pasami bezpieczeństwa, przykryciem na nóżki i osłoną na deszcz.

Moje wymagania spełnił wózek Espiro 4 active. Spacerówka składa się jednym ruchem, jest lekka i ma pozytywna opinię Instytutu Matki i Dziecka. Wygląda tak:

Teraz Maja ma 2 wózki. Na nasze długie spacery na wsi po polnych drogach i lesie nasza Balerinę (aktualnie jeszcze gondola, później zamontuję spacerówkę) a na moje samotne wyjazdy z Mają do miasta na zakupy i spotkania z koleżankami wygodną i lekka parasolkę.