challenge accepted

Lada moment Maja skończy 7 miesięcy. Pomyślała, że chyba czas nauczyć się siedzieć, więc przyjęła wyzwanie i proszę, siedzi!!! Nie siada jeszcze sama, ale posadzona przez kogoś już tak. Oczywiście nie trwa to super ekstra długo, bo wiecie jak jest. Tak naprawdę to Ziemia się strasznie szybko kręci więc Mai zdarza się przewrócić. Ale zdecydowanie umie już wytrzymać w tej pozycji trochę dłużej niż sekundę.

Już od dłuższego czasu leżąc na plecach walczyła i próbowała podnieść się na łokciach. Gdy ją początkowo sadzałam, chwiała się jak trawa na wietrze i momentalnie przewracała na boki. Potem objęła strategię na scyzoryka i składała się, przewracając się do przodu na swoje nogi. W końcu odkryła, że można się wesprzeć na swoich dłoniach i początkowo siedziała tak pochylona i podparta, jednak gdy tylko podniosła którąś z rąk było bum.

scyzoryk

 

 

 

 

 

 

 

Po kilku dniach umie już siedzieć na macie coraz bardziej prosto i dużo dłużej. Potrafi też chwycić najbliższą zabawkę i się nie przewrócić. Nauczyła się też siedzieć pionowo w bujaku i spacerówce. Daleko jej jeszcze do całkowicie samodzielnej zabawy w tej pozycji, bo wciąż jednak się jeszcze przewraca ale ja i tak pękam z dumy.

DSC_1211

ktoś do kochania

klik

„Dotąd żyłam wolna jak ptak
Z dnia na dzień, z chmury na chmurę
Los jak piórko unosił mnie
Więc leciałam w dół albo w górę
Aż poczułam któregoś dnia,
że już dość mam tego fruwania
I zamarzył się ciepły dom,
a w tym domu ktoś do kochania,

Ktoś do kochania, do całowania,
do przytulania w pochmurne dni,
do rozśmieszania, do pocieszania,
na całe życie ktoś, czyli Ty,
Ktoś kto wysłucha,
szepnie do ucha dwa czułe słowa,
otrze łzy, kto przy mnie będzie zawsze i wszędzie,
Ktoś tylko dla mnie, właśnie Ty.

I uśmiechnął się do mnie los
Gdy tak stałam w kolejce po szczęście
Zesłał miłość, rozmiar XL
Więc dlaczego wciąż chcę czegoś więcej
Czego jeszcze do szczęścia brak
Skoro w sercu słońce wciąż świeci
Czemu pragnę każdego dnia, żeby zjawił się wreszcie ktoś trzeci.
Ktoś do kochania, do całowania,
Ktoś kto po nocach wciąż mi się śni,
do rozpieszczania, do kołysania,
Kto mi wypełni noce i dni,
Kto dom nasz zmieni w centrum wszechświata
i kiedyś powie ‚mama i tata’
i będzie śmiał się do nas przez łzy…..”

nasza córeczka taka jak Ty..

DSC_0683

little friends

Dziś kolejna seria zdjęć z cyklu Maja i jej mali przyjaciele. Trudno było wybrać jakieś „grzeczne” zdjęcia bo tak naprawdę większość przedstawia drastyczne sceny. Gdy tylko nasze maluchy zbliżamy do siebie (lub same się zbliżają w wypadku Poli i Adasia) na bliższą odległości, dzieją się sceny…. najróżniejsze. Dzieci (no dobra, głównie Maja i Pola) są bowiem na etapie wkuliwania się na siebie,  „gryzienia”, ciągnięcia za włosy, uszy, powieki, smoczki.. Wkładają sobie palce w oczy, buzie i robią inne mało fotogeniczne rzeczy.

Sami zobaczcie :)

Maja z Polą

polunia

 

 

 

 

 

z Martynką

martynka

 

 

 

 

 

z Adasiem

adas

 

 

 

 

 

 

 

piżamowo podczas wakacji z kuzynkami Amelką i Natalką

mela i nati

 

 

 

 

 

PS Na 2 zdjęciu z Adasiem, maluchy przygotowują mnie i Edith do tego jak będą wyglądać za mam nadzieję minimum 18 lat gdy wrócą z imprezy :)

fisher price karuzela z projektorem opinia

Pojawiło się komentarze i trochę maili z pytaniami o projektor, dlatego lepiej będzie odpowiedzieć mi tu.

Maja miała kupioną pluszową „karuzelę” z Ikea. Nie miała ona jednak ani uchwytu do zawieszenia i kręcenia, ani muzyki. Majusię jednak od początku interesowały wyraźne kolory robaczków, dosztukowaliśmy więc do niej uchwyt i starą ręcznie nakręcaną pozytywkę z fisher prica od znajomych. Maja uwielbia tą zabawkę, ale muzyka nie gra długo i trzeba ją było ciągle nakręcać.

Dlatego po chrzcinach Majusi tą  Ikeowską zawieszkę postanowiliśmy umieścić nad przewijakiem by Maja miała zajęcie przy przebieraniu, a do łóżeczka chcieliśmy kupić lepszą karuzelę z automatyczną muzyką.

Przejrzałam sporo karuzeli. Na rynku jest ich ogrom!! Do wyboru do koloru. Nasz wybór padł na Gwiezdną Karuzelę z Fisher-Price. (Starlight cot film)

Zabawka nie przerażała ceną w porównaniu do innych dużo droższych karuzeli z gadżetami. Jej koszt w różnych sklepach waha się od 112 do 160 zł. My kupiliśmy w sklepie w Jarocinie. Dużo taniej byłoby przez Internet, ale bałam się że urządzenie uszkodzi się podczas transportu.

Ta zabawka to właściwie 3 w 1. Karuzela, pozytywka i projektor.

Składa się z:

- okrągłego niebieskiego projektora oświetlającego sufit,

- łuku z głośnikiem, 2 świecącymi gwiazdkami i przyciskami funkcji,

- karuzeli z misiami i lusterkowymi i brokatowymi gwiazdkami odbijającymi światło na ścianę z świecących na łuku gwiazdek

Zabawka ma wiele funkcji. Można włączyć 4 różne tryby:

- dźwięk i kręcenie karuzeli

- sam dźwięk

- dźwięk i światła

- dźwięk, kręcenie karuzeli, światła

Dźwięk można ustawić na 2 poziomach głośności i wybrać wersję: klasyczna kilku znanych kołysanek, lub głosy przyrody. Światło również można ustawić na: projektor górny z bocznymi gwiazdkami, lub sam górny.

Jest ładnie wykonana i łatwo się ją mocuje do każdego łóżeczka. Pasuje zarówno do dziewczęcego jak i chłopięcego pokoju. Najbardziej podoba mi się w niej to, że muzyka gra ciągiem ok 20 minut i nie trzeba co chwilę podchodzić i uruchamiać jej od nowa. Najciekawsze jest to, że nawet gdy wybieram full opcję: karuzelę, oba światła i głośny dźwięk, to po pewnym czasie zabawka myśli, że dziecko może już spać i automatycznie ścisza kołysanki i odłącza światło.

Pamiętam jak się cieszyłam gdy ją kupiliśmy. Niestety Maja mniej. Całkowicie nie zwracała na nią uwagi. Wręcz płakała gdy wszystko włączyliśmy. Na szczęście to było chwilowe, widocznie była za mała, bo teraz ją uwielbia!! Czasami sama zasypia przy kołysankach i projektorze. A gdy nie śpi obserwuje światła i tarmosi gwiazdki. Nie żałuję wydanych na ten sprzęt pieniędzy i polecam każdemu kto ma takiego łobuza jak my.

DSC_0340 DSC_0511

 

 

 

 

 

 

mini foto relacja

Obiecałam kiedyś, że jak tylko dostaniemy zdj ze chrztu to kilka wrzucę i zapomniałam. Dziś przypomniała mi o nich Paulina. Zdjęć jest ok 100 i na większości Maja jest z gośćmi, ale kilka udało mi się wybrałać. Zdjęcia robił wujek Grześ z ciocią Madzią. Bardzo im dziękujemy i pozdrawiamy!

PS Maja miała ubraną sukienkę, płaszczyk i czapeczkę z Coccodrillo. Mimo, że w kościele nie płakała, to na sali ogrom gości i nowe miejsce nie wprawiał jej w imprezowy nastrój co widać po minach

M0014 M0029M0016M0018  M0045M0030 M0072

rozwiązanie pożegnanie

Pod którymś z wpisów o niespaniu Mai jedna z czytelniczek podsunęła mi pomysł. Coś o czym sama nieśmiało myślałam już jakiś czas, ale bałam się spróbować… by Maja w nocy spała w łóżeczku w swoim pokoju. W końcu Maja skończyła już pół roczku, nie ulewa, umie zmienić pozycję gdy jej nie wygodnie, kołyska robi się za ciasna, mamy nianię, a pokój Mai jest tuż przy sypialni więc nie ma obaw, że jej nie usłyszę.

Oddelegowałam więc siostrzenice do mojej mamy na dalszą część wakacji, ogarnęłam dom a w szczególności pokój Majusi po tajfunie zwanym Amelia i Natalia i postanowiłam spróbować. Założyłam w łóżeczku świeże pościele i ochraniacz, ściągnęłam z szczebelków wszystkie zabawki by nie rozpraszały i uśpiliśmy Bąbla w łóżeczku. Już nie raz zdarzało się że Maja miała tam nie tylko dziennie drzemki ale i czasami wieczorne zasypianie, jednak do tej pory przenosiliśmy ją potem na noc do kołyski w sypialni.

Maja pierwsze 3 noce spała w łóżeczku idealnie. Aż byliśmy w szoku. Zasypiała ok 21, spała do ok godz 1, dawałam jej mleko i po chwilce zasypiała dalej. Potem budziła się nad ranem ok godz 5, czy 6 i gdy wypiła mleko, ja wracałam do sypialni.  Słyszałam, że chwilkę się pobawiła gwiazdkami z projektora i zasypiała dalej. Już się cieszyłam, że znaleźliśmy idealne rozwiązanie i obie będziemy spać. Ale potem coś się zepsuło i jedną noc nie spała aż 3 godziny. Następnie znów była dobra noc ze snem od 21:30 do 7 lub 8 i przerwą na dwa mleka… potem znów kiepska noc i tak różnie to u nas wygląda. Ale nie poddajemy się i próbujemy z łóżeczkiem dalej, cały czas.

Dlaczego?? Bo mimo gorszych nocy, bilans wychodzi na plus. Maja śpi lepiej. Myślę że składa się na to kilka czynników:

Po 1 w sypialni śpi nas troje, więc mimo otwartego okna może być duszniej, a gdy jest między nami w łóżku to i goręcej.

Po 2 my się kręcimy, szepczemy, wstajemy do łazienki, i to ją mogło wybudzać.

Po 3 kołyska jest mniejsza niż łóżeczko, więc Maja nie mogła się w niej swobodnie okręcać.

Po 4 materac w kołysce jest używany i na pewno nie jest tak wygodny jak ten nowy z łóżeczka.

Po 5 gdy jest u siebie w pokoju nadgorliwa matka co 5 minut jej nie wybudza swoim jak się teraz okazuje zbędnym czasami ingerowaniem.

A w swoim pokoju ma świeże powietrze, ciszę, większe i wygodniejsze łóżeczko i święty spokój.

Paradoksalnie mimo, że Maja jest w osobnym pokoju, ja też spałam lepiej, twardziej i mniej czujnie, niż gdy była w kołysce obok. Przede wszystkim dlatego, że gdy była w sypialni, to ja praktycznie nie spałam. A jeśli spałam to lekko i z włączoną funkcją czuwania. Już nie pamiętam kiedy mi się coś śniło.. Na każde jej piśnięcie, kaszlnięcie, wiercenie, kichnięcie, machnięcie ręką czy wyplucie smoczka ja już stałam na baczność przy kołysce i interweniowałam.

Poza tym kołyska jest z wikliny i na płozach, więc każdy ruch Mai sprawiał że się poruszała i trzeszczała co również mnie budziło (i pewnie Maję też). Teraz słyszę tylko to co konieczne czyli gdy Maja płacze i domaga się mleka. Myślę, że moje wieczne nocne ingerowanie: wkładanie smoczka, poprawianie jej pozycji i bezustanne przykrywanie też jej nie służyło i pewnie rozbudzało.

Widać czasami nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu… bo okazuje się, że mimo obaw matki Maja może spać dziwnie wygięta, na brzuchu, ze smoczkiem pod szyją, z nogami na kołdrze, z pieluchą na twarzy i ręką na nosie. I mimo wszystko jednak jej wygodnie i śpi i żyje.

Teraz obie śpimy lepiej. Oczywiście z wyjątkiem nocy gdy Maja nie śpi od godz 2 do 5 i się bawi. Ale i to jest lepsze na odległość, bo wcześniej brałam ją w takim wypadku do naszego łóżka, a wtedy nie wysypialiśmy się wszyscy troje. A tak Maja się wierci, bawi i gada u siebie, a ja próbuję przysypiać na parę minut i chodzę do niej od czasu do czasu zaglądać.

Tak więc żegnamy się z kołyską. (na co już cieszą się moje palce od stóp bo ciągle w nią uderzałam.) Może mój dzisiejszy wpis podsunie jakiś pomysł i pomoże innej mamie z nocnym markiem.

Pozdrawiam serdecznie!!

PS Maja od soboty bez gorączki :) zębów brak

gorączka

Majusia od wczoraj ma gorączkę. Gdy wzięłam ją rano do łóżka była bardzo ciepła. Wyszło 37,5. Potem cały dzień była taka inna. Spokojna, cichutka. Mniej się śmiała, bawiła i ruszała. Oczka miała smutne i załzawione. W ciągu dnia były aż 4 drzemki po ok 40 min, a normalnie ma 2-3 po 30 minut. Apetyt na szczęście bez zmian, ale dużo więcej piła wody z sokiem.

Ok godz 15 miała już 38 stopni. Dostała czopek paracetamolu. Gorączka spadła na 4 godziny. Potem znów rosła. Zrobiliśmy jej letnią kąpiel i na noc podałam jej Ibum. Całą noc siedziałam przy łóżeczku. Majulka niby spała ale czasem płakała przez sen, więc trzymałam ją za rączkę. Kilka razy się budziła. Dawałam jej pić, podałam lek, zmieniałam pieluchę, mierzyłam temperaturę. Najwyżej miała 39 stopni. Gdy gorączka spadła do 37 stopni a Maja ok 5 spokojnie i twardo zasnęła, poszłam do łóżka.

Dziś od rana temperatura 38. Ale Maja ma lepszy humor, uśmiecha się i gaworzy. Kataru i kaszlu brak. Może ta gorączką zapowiada zęby??

Tak mi jej szkoda. Biedulka malutka.. Serce mi pęka gdy patrzę na te załzawione zmęczone oczka.. Wiem doskonale jak się człowiek czuje gdy ma temperaturę.. Wzięłabym na siebie jej cierpienie.

 

PS Moja przyjaciółka ma problem i prosiła bym za sprawą bloga się Was poradziła. Jej pół roczna córeczka przestała pić mleko (jest na butli). Najpierw piła coraz mniej, (np po całej nocy ok 80 ml mleka) a teraz już wcale nie chce i pluje. Zaznaczę, że deserki i obiadki je normalnie więc nie jest to kwestia apetytu. Kasia próbuje przemycać Lence mleko w kaszkach itd ale musi zabijać jego smak np owocami lub biszkoptem. Ktoś to zna z doświadczenia? Jakieś rady?

sowi świat

Od dziecka kochałam zwierzaki szczególnie pingwiny i żaby jednak najbardziej pod słońcem kochałam małpki. Uzbierałam sporą pluszową kolekcję małp, a że jestem sentymentalna nie umiem ich wyrzucić. Dwie mieszkają więc u Mai w pokoju (jedna z nich pozuje z Mają do comiesięcznych zdjęć), a reszta małpiej zgrai czeka w skrzyni na poddaszu na swój wielki come back. ( tak po cichu liczę, że może Maja je kiedyś pokocha).

Od czasu zajścia w ciąże, nazywania Bąbla Sówką i pomysłu zrobienia na ścianie w pokoju Mai drzewa z ptaszkami, dodatkowo oszalałam na punkcie sów. Dziś pokażemy Wam naszą sowią kolekcję! Sowy są wszędzie!

Spoglądają z Majowego parapetu, utulają Bąbla do snu, DSC_8020pilnują skrzyneczki z Majowymi pamiątkami, siedzą z nami na sofie, DSC_8015bawią się z Mają w łóżeczku, pokazują która godzina, podpierają drzwi, odpoczywają na wiklinowym koszu

DSC_8004 DSC_8011  DSC_8027DSC_8033DSC_8035DSC_8025DSC_8036DSC_8019DSC_8024

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

PS Nie mam za bardzo czasu, weny i pomysłu na pisanie..Odszukałam więc w archiwum ten sowi wpis. Jest już dość nieaktualny, bo sowia gorączka nam przeszła. Wciąż je lubimy i z nami są, ale teraz kochamy króliki :)

A co u Was?? Buziaki :*

latem

Ostatnio nie mogę spać. Godzina 3 a ja nawet nie czuję by sen w ogóle nadchodził. Leże więc w ciemnej sypialni słuchając spokojnych oddechów męża i córki i wspominam..

Pamiętam, gdy byłam mała, dzień przed zakończeniem roku szkolnego już czułam motyle w brzuchu. Nie ze strachu przed świadectwem (zawsze było z paskiem) ale z radości i ekscytacji, że kończy się szkoła (choć lubiłam do niej chodzić). Szykowałam sobie galowe ubranie na fotelu i wiedziałam, że nazajutrz gdy je zdejmę, zacznie się cudowny beztroski czas. Jaki człowiek był wtedy bezczelnie szczęśliwy!

Miałam to szczęście, że latem jako dziecko nie musiałam pracować, pomagać w gospodarstwie, dorabiać na zrywaniu wiśni, nie musiałam też tułać się między blokami z kluczem na szyi, jak wiele innych dzieci. I choć nie zawsze gdzieś wyjeżdżaliśmy z rodzicami to ja wspominam dobrze każde wakacje. Obojętnie czy te w Śremie u babci (o których już pisałam), czy nad morzem, czy na własnym podwórku.

Pamiętam wiele z moich wakacji w domu, na wsi. Pamiętam jak zbierałam pasikoniki i stonki w słoik. Smak domowego kompotu, który świetnie gasił pragnienie. Jak razem z siostrami polewałyśmy z węża mury i beton na podwórku, a my biegałyśmy po niej na bosaka. Woda tak dziwnie skwierczała na nagrzanej powierzchni. Jak woziłam króliki dziadka w wózku dla lalek. Pamiętam jak w nocy, mimo zakazów rodziców wychodziłyśmy na balkon by oglądać burzę. Ten wyjątkowy zapach mokrego lasu i parującej nagrzanej ziemi. Pamiętam pokaleczone stopy od biegania po ściernisku. Oh jak one potem piekły w ciepłej kąpieli! I te kolana całe w strupkach. Pamiętam gry w karty na kocu w cieniu. Wieczorne rozgrywki badmingtona, aż nie było widać lotki w mroku. Nasłuchiwanie i liczenie przejeżdżających kombajnów. Pamiętam, że latem kochałam jeść tzw „dworne obiady” które tak jakoś lepiej smakowały na dworze, z muchami, pod drzewem. Pamiętam to, że człowiek się niczym nie martwił, nie wstydził i biegał na pół nago całe dnie. Grałyśmy w gumę, rysowałyśmy kredą po podwórku, odbijałyśmy piłkę od domu dziadków. Nie przeszkadzały mi brudne stopy, piasek we włosach i zdarte kolana. Nie wiedziałam która jest godzina, jaki jest dzień.

Cudne mam wspomnienia lata z dzieciństwa. Ale teraz też kocham lato. Bo latem wszystko jest piękniejsze. Uwielbiam długie upalne dni, ciepłe wieczory, smak lodów z truskawkami, zapach koszonej trawy, cieknącego po brodzie i łokciach arbuza, świerszcze za oknem, opalone ciało, nagrzany taras pod stopami. Lubię ciepłą nocą wpatrywać się w gwiazdy na czystym niebie i rozmyślać o tym jak będzie wyglądać moje życie za kilka lat. Lubię długie wieczorne spacery z Mają. Wykąpać się, a potem wyjść na taras z mokrymi jeszcze włosami i pozwolić by osuszyło je słońce i wiatr. Uwielbiam spać na kołdrze ubrana w samą koszulkę.

…..

Włosy upięłam bardzo wysoko, by nie gilgały w szyję. Ubrana w letnią sukienkę i japonki rozwieszam pranie w naszym ogrodzie. Śliniaki, pieluszki i małe kolorowe ubranka mojej córki pachną dziecięcym płynem do płukania. Wtykam w nie nos i wciągam jak szalona. Rozbraja mnie ten zapach. Spoglądam na moje kochane siostrzenice, które kłócą się o bzdury w basenie. Wracam do domu.  Wchodzę do pokoju Majusi. Śpi w samym pampersie, przykryta pieluszką. Całuje ją w spoconą główkę. Wyciągam fafołki, które czasem mieszkają miedzy jej paluszkami. Myślę o tym jakie ona będą mieć wspomnienia z dzieciństwa, z wakacji. Ściszam projektor, włączam nianię, zamykam drzwi.

Wmawiam sobie, że nie obchodzi mnie piach chwaszczący mi pod kapciami, pomacana milionem łapek szyba od drzwi tarasowych, porozrzucane po całym domu gumki do włosów, grzechotki, mokre ręczniki rzucone na krzesło. Udaję, że nie denerwują mnie mokre ślady małych stóp na panelach w salonie i tony kubków po soku w kuchennym zlewie. Biorę nianię, okulary przeciwsłoneczne i książkę. Siadam na tarasie. Chwytam chwilę. Nigdzie mi się nie spieszy. Mój dom tętni życiem. Czuję świeży zapach prania, widzę radość siostrzenic, a z niani dobiega cichutki dźwięk kołysanek Majusi. Chcę zatrzymać czas, bo wiem, że nie zawsze tak tutaj będzie..

mam 6 miesięcy

I znów przyszedł 28 dzień kolejnego miesiąca. Tym razem jest to kluczowa data. Dziś Maja kończy pół roczku. Czuję w sercu dziwny żal, że to już..że tak szybko… Pamiętam gdy się urodziła, pomyślałam sobie, że mamy przed sobą cały rok razem, a o powrocie do pracy zacznę myśleć, jak minie pierwsze pół roku. I to już minęło!!! Teraz już bliżej niż dalej do naszej rozłąki..

Pół roczku. Wiem, że zamykamy pewien etap.. Zmieniamy smoczki na większe, mleko na następne, a te smoczki w butelce mają już 4 dziurki!!

Maja waży 8 kg, a mierzy 70 cm. Przez pół roku przybrała 5,450 kg i urosła 19 cm. To niesamowite jak ten mały człowiek szybko rośnie. Maja je 5 posiłków w tym 3 mleczne. Na śniadanie, ok godz 8-10 zjada owoce z biszkoptami, ok godz 12-14 warzywka z mięskiem, potem ok 16-18 mleko, ok 20-22 kaszkę, i w nocy standardowo ok godz 2-3 kolejne mleko. W międzyczasie pije soczki i herbatki. Czasami dostaje bułę lub chrupkę do ślinienia. Teraz od skończonego 6 miesiąca zamienię jej kaszkę ryżową bezglutenową na kaszką manną glutenową.

Do rozszerzania diety w tym miesiącu z powodzeniem do owoców dołączyły: śliwka, morela i arbuz, a do warzyw: brokuł, cukinia, kabaczek, buraczki, pomidory, groszek i fasolka. Maja je też mięso z królika i gęsi. A ze słoiczków spróbowała: łososia, indyka i cielęcinę z kaszą jaglaną. Parę dni temu dostała też pierwszy raz 1/2 jajka do obiadku.

Mamy kolejne sukcesy w rozwoju ruchowym: Majusia okręca się całkowicie samodzielnie na oba boki i przewraca się z pleców na brzuszek i odwrotnie (choć z brzucha na plecy rzadziej). W pozycji na brzuchu opiera się na samych dłoniach, lub wcale gdy podnosi je do jakiejś zabawki. Swoje stopy zaczęła wkładać do buzi, a wcześniej je tylko trzymała w rączkach. Gdy leży na plecach podnosi głowę i wspiera się na łokciach. Z chęcią by usiadła, a że nie umie to po chwili się po prostu wścieka. :)

Maja obdarza uśmiechem wszystkich w szczególności dzieci i naszego psa. Kwiczy z radości i strasznie macha rączkami i nóżkami jak tylko widzi Beti. Wyciąga do niej rączki i śmieje się na głos. Uwielbia wygłupy, pierdziochy, podrzucanie, całowanie w rączki, gdy robimy dziwne miny i dźwięki.

Ostatnio, przy skończonym 5 miesiącu pisałam, że Maja dziwnie kwiczy i kaszle, teraz „pterodaktyl” nas pożegnał, a zastąpił go „telefon”. Bez przerwy Maja robi drrrrryyy drrrryyyyyy. Nauczyła się też wymuszać, jak jej się coś nie podoba to momentalnie się wścieka, wygina i rozpaczliwie krzyczy. Kiedyś po przebudzeniu bawiła się jeszcze chwilę w łóżeczku, teraz jest płacz w niebogłosy i krokodyle łzy.

Zasypianie też jest różne. Może przez te lipcowe upały.. Często zdarza się, że przed zaśnięciem jest płacz i walka. Jakby chciała spać, a nie mogła zasnąć. Oczy zamknięte, pieluszkę tuli do buzi, ale płacze i się wygina.. Czasem nieźle się obie spocimy zanim Majkel zaśnie.

Ślinotoki aktualne, palce w buzi prawie bez przerwy. Czasami jak dopadnie jakąś zabawkę to mści się na niej gryząc ją zawzięcie. Zębów brak.

Gdy patrzę na jej pierwsze zdjęcia to widzę jak inaczej wygląda. Nabrała ciałka, buzia się całkiem zmieniła, włoski urosły, rzęsy i brwi pociemniały a oczka rozjaśniały.. Cudna jest ta moja córcia.. Strasznie mocno ją kocham.

Ze względu na mały chaos w domku i ogromny upał, odpuściłam sobie sesję w kołysce i koszu. Nie chcieliśmy męczyć Mai, zrobiliśmy więc tylko na szybko zdj na fotelu.

Kopia DSC_0092