coś się kończy, coś się zaczyna czyli wielka zmiana na MOW :)

Gdy we wrześniu 2012 zakładałam bloga, nie myślałam o niczym innym, tylko o tym by wreszcie wylać gdzieś to wszystko co leżało mi na serduchu. Nie zwracałam uwagi na samego bloga. Na to z jakiej witryny pochodzi, jaką ma domenę. Nie miałam pojęcia co to jest kokpit i tagi. Nie sprawdzałam czy jest opcja eksportu danych lub jaka jest przestrzeń dyskowa.

Teraz jestem mądrzejsza. Wiem, że powinnam zwrócić uwagę na niektóre rzeczy. Pomyśleć do przodu i przewidywać. Jakiś czas temu zauważyłam, że kończy mi się przestrzeń dyskowa i nie mam już miejsca na nowe zdjęcia. Zaczęłam więc usuwać wcześniejsze zdjęcia ze starych wpisów, by móc publikować aktualne (kto od czasu do czasu wraca do starych wpisów, widzi że brak w nich zdjęć). A i tak te zamieszczane zawsze bardzo zmniejszałam by nie zajęły mi zbyt wiele pamięci, co kiepsko się prezentowało.

Ale ostatnio nastąpił jakiś przełom. We mnie. W Was. W liczbie odwiedzin bloga. I zaczęła pojawiać się myśl, że ponad 2 lata blogowania,  880 tys odsłon zobowiązują, bBy wyżej postawić sobie poprzeczkę. I postanowiłam tak zrobić. Chcę coś zmienić. Chcę iść na swoje. W decyzji upewnił mnie fakt, że nie zmieszczą się już tutaj żadne zdjęcia więc i też te z roczku Mai, a bardzo chciałabym to zrelacjonować.

Uwielbiam pisać i to jest najważniejsze. Jednak zdjęcia stały się nieodłącznym elementem make one wish i nie wyobrażam sobie bloga bez nich. Zresztą Wy pewnie też nie?? :) Do tej pory zdjęcia tu były malutkie i kiepskie. A chcę dodawać większe i ładniejsze zdjęcia, jak w kilku ostatnich wpisach..

Dlatego chciałam Was uprzedzić, że od jutra ten blog o adresie: makeonewish.blog.pl będzie kontynuowany pod adresem: makeonewish.pl.

Wykupiłam nową domenę i hosting i teraz tylko tam będą pojawiać się nowe wpisy. Ten blog nie zniknie, nie mam zamiaru go zamykać. Jest kawałkiem historii mojego wirtualnego życia. Nie mogłam niestety eksportować jego zawartości, min Waszych komentarzy (to dla mnie ogromna strata i żal, szczególnie tych pod ostatnim wpisem TERAZ TY). Poświęciłam natomiast chwilkę by skopiować na nowy blog jakieś ważniejsze posty stad, by mieć tam jakąś bazę.

Mam zamiar przez jakiś czas zamieszczać tutaj same linki do aktualnych postów z nowego make one wish, by wszyscy się o zmianie dowiedzieli i nikt mnie nie opuścił. Bo makeonewish to nie tylko ja i Maja. To także Wy. A po wpisie TERAZ TY, już naprawdę nie wyobrażam sobie pisać tego bloga bez Was.

Wiem, że to tutaj mam swój początek i pewnie nie raz będę tu wracać i wspominać. Choć tu się coś kończy, wiem, że  tak naprawdę TAM nie zaczynam od nowa.  Wiem, że mam stałych czytelników, którzy rozumieją tą zmianę i też jej chcą. No i że chcą być ze mną dalej. :) Zmiany na nowej domenie są subtelne, mam nadzieję, że się odnajdziecie i szybko przyzwyczaicie.

Na koniec kochani mam do Was prośbę. Jeśli możecie, pomóżcie mi poinformować ludzi o zmianie adresu bloga. Jeśli kiedyś komuś go polecaliście, jeśli go udostępnialiście, dodaliście do ulubionych, macie go w blogrollu lub gdzieś w obserwowanych, itp itd to proszę zaktualizujcie sobie i innym adres. Udostępnijcie na FB, przypomnijcie. Pomóżcie mi dotrzeć do tych co już czytają MOW i może do nowych czytelników. Dla Was to będzie chwilka a mi wyświadczycie ogromną przysługę i przyjemność.

To chyba tyle. Bardzo Wam dziękuję. Nie, nie żegnam się. Do usłyszenia już jutro TUTAJ

logo nowy blog

prezenty dla Babci i Dziadka

Tato i Mamo proszę nie czytać, tylko grzecznie zamknąć ten post i zajrzeć na bloga dopiero po 22 stycznia :)

OK już chyba poszli :)

Jak wiecie styczeń to w adamkowie gorący czas. Za kilka dni, 17.01 mój mąż ma urodziny. 28 stycznia Maja ma roczek. Gdzieś pomiędzy ich imprezami wypada data 21 stycznia. Kto się orientuje, wie że wtedy Agnieszki (ja też) mają swoje święto. Ale większość ludzi kojarzy tą datę z Dniem Babci i Dziadka. I słusznie :)

Jako wnuczka zawsze pamiętałam o moich dziadkach i biegłam do nich z czymś słodkim i laurką albo po prostu z uściskami i życzeniami. Ale teraz jestem też mamą Mai i chcę w jej imieniu obdarować jej Babcie i Dziadków wspaniałymi prezentami. Mam zamiar stanąć na wysokości zadania i przygotować coś wyjątkowego. Pomysłów jest sporo. Dziś chcę się nimi z Wami podzielić.

1. Zdjęcia. To zawsze trafiony pomysł. Może to być aktualny portret wnuczki/a lub fotografia, która uchwyciła pierwsze spotkanie Waszej pociechy z dziadkami oprawiona w piękną ramkę. Kto nie ucieszy się z takiej pamiątki? Zdjęcie jeszcze można zamówić na kubku, koszulce lub kalendarzu. (My kalendarze ze zdjęciami Mai z pierwszego roku życia podarowaliśmy dziadkom pod choinkę)

DSC_5310

 

 

 

 

 

 

 

 

 


2. Laurka inaczej. Wiadomo, że starsze dzieci stworzą coś samodzielnie. Ale maluchy takie jak Maja raczej trudno poprosić o artystyczną twórczość. Jednak co stoi na przeszkodzie by pomalować dziecku dłonie lub stopy i zrobić taki niesamowity obrazek? Można zrobić go w formacie kartki i napisać samodzielnie piękne życzenia lub oprawić i podarować jako obrazek. (My zrobiliśmy w 2 tygodniu życia Mai motylka z odbić jej stópek i teraz zdobi w ramce jej pokoik)

3. Plakat. Jeśli nie macie czasu i ochoty na samodzielne tworzenie, możecie skorzystać z kreatywności innych. Tutaj możecie pobrać oryginalne plakaty, które przygotowała moja blogowa koleżanka Piwnooka. Wydrukować, oprawić i prezent jak się patrzy!

4. Książka. Dobra książka nie jest zła. A lekka lektura na zimowe wieczory to wspaniały pomysł. W empiku znajdziecie ciekawe pozycje dla babci i dziadka np:

ABC babci i dziadka - Meves Christa  Poradnik dla babci i dziadka. Gry, zabawy, wskazówki - jak wesoło spędzać czas z wnukami - La Ban Elizabeth

5. Słodycze. Zostawiłam je sobie na koniec (gdybym od nich zaczęła z pewnością zakapałabym śliną klawiaturę). Słodycze bez względu na płeć, zawód, zainteresowania, stan zdrowia i wiek, kocha każdy. Nie znam Babci ani Dziadka, których nie ucieszyłby słodki upominek. Ale tym razem nie mowa o zwykłej czekoladzie czy marketowych bombonierach. Merci i inne mogą się schować.

Proszę Państwa oto nadchodzi Chocolissimo. Czekoladki tak piękne, że żal jeść. Jednocześnie tak pyszne, że żal za długo patrzeć. Jednym słowem DZIEŁA SZTUKI. Kulinarny cud świata. Roskosz dla podniebienia najbardziej grymaśnej i wymagającej osoby. Ręczne robione praliny zrobione są z prawdziwej czekolady według Belgijskich i Francuskich receptur. Dodatkowo pralinki cieszą nie tylko zmysł smaku ale i wzroku. Są tak pięknie opakowane i tak niesamowicie się prezentują, że dają 100% gwarancją na uśmiech i zadowolenie na twarzach Babci i Dziadka. Jeśli chcecie wyrazić wdzięczność, miłość i podziękować za obecność Waszych rodziców w życiu Waszego dziecka; taki prezent jest idealny!

Na ten wyjątkowy dzień, który ukochani dziadkowie świętują tylko raz w roku, firma Chocolissimo przygotowała wiele propozycji swoich pysznych wyrobów. Znajdziecie u nich małe i duże eleganckie skrzyneczki z pięknymi pralinami, oraz najróżniejsze ciekawe kształty, figurki i zestawy z czekolady.

Dziadzia Mai to złota rączka i majsterkowicz, na pewno więc ucieszy go zestaw czekoladowych narzędzi. Natomiast Babcia Mai jak tylko skonsumuje swoje pralinki znajdzie wiele zastosowań na swoją piękną drewnianą skrzyneczkę.

Jeśli Wy jeszcze nie wiecie jak obdarować dziadka i babcię, zajrzyjcie do Chocolissimo, znajdziecie tam wiele pięknych i pysznych pomysłów na wyjątkowy prezent.

chocolissimo (3)chocolissimo (4)chocolissimo (5)chocolissimo (9)chocolissimo (1)chocolissimo (2)chocolissimo (6)chocolissimo (7)chocolissimo (8)

ani mi się śni

Helloł ciotki klotki!

Nie wiem czy wiecie, ale pewnie tak bo moja mam to straszna papla, że rodzica chcą mieć drugiego bąbla. Jak to usłyszałam to myślałam, że ich pogryzę. Ja się pytam po co? Czy im nie wystarczy taki łobuz jak ja? Czy mało jest już śliny i brudnych pieluch w tym domu? Ktoś ma mi zabierać zabawki? Przytulać moją mamę? OJ NIE!

Niby pojawiła się jakaś przeszkoda i mamie trochę smutno. Ale wiecie ja tam nie mogę liczyć, że jakaś boląca torebka w jej brzuchu zrobi wszystko za mnie. Dlatego rozpoczęłam misję ANI MI SIĘ ŚNI. Postanowiłam przypomnieć rodzicom, a mamie szczególnie, jak to jest gdy w domu pojawia się taki całkiem malusi bobas i postanowiłam, że dziś w nocy dam im czadu.

Jak mama poszła spać do łóżka ok 1, to ja troszkę odczekałam i zaczęłam akcję płacz. Tak, jak się spodziewałam, po chwili mama stała już nad łóżeczkiem z butlą mleka. Myślała, że to wystarczy i pójdę grzecznie spać. Nie tym razem naiwna kobieto! Gdy już wypiłam co moje, kontynuowałam akcję płacz. A że mama mnie bardzo kocha i serce jej pęka jak się tak rozpaczliwie zanoszę łkaniem, to wzięła mnie na ręce i tuli i chodzi.

Widziałam, że chce jej się spać. Ziewała i oczka tarła bidulka jedna. Ale trudno, musiałam być skuteczna by im noworodka z głowy wybić. Dlatego jak tylko mama usiadła albo podchodziła do łóżeczka zawodziłam jak syrena strażacka. Mówię Wam!

W końcu mama wpadła na pomysł, że weźmie mnie do ich sypialni. Położyła mnie na środku łóżka, ale nie ze mną te numery. Tacie sprzedałam liścia i zaczęłam wyć. No to mama bierze mnie na siebie i myzia po pleckach. Fajnie było. Troszkę grzecznie poleżałam i mruczałam pod nosem. Pewnie naiwniaczka myślała, że zasypiam. Ale mi tak było dobrze, że na chwilę o mojej misji zapomniałam. Jak już mi się przypomniało to znów syrena.

Walczyłam tak do 3:15. Jak myślicie 2 godzinki takiej akcji wystarczą? Patrząc dziś na wygląd mamy chyba tak. No to idę się wyspać. A mama musi posprzątać chlewik jaki mi się „przypadkiem” zrobił gdy wcinałam bułę :)

Pozdrówki Maja

PS wiecie, że mama tworzy nowe makeonewish??

DSC_5424

dzieje się

Muszę Wam napisać o Mai. Jest niesamowita. Ciągle robi coś nowego. Przede wszystkim już jakiś czas raczkuje sobie nie tylko wokół mnie, ale „chodzi” tam gdzie chce, czyli po całym domu. Gdy za nią idę i chcę ją zabrać np z łazienki, szybko zamyka mi drzwi przed nosem!!! Potrafi też pójść do swojego pokoju, zamknąć za sobą drzwi i się chwilkę (krótką) sama tam pobawić.

Maja nauczyła się też dawać nam buzi. Gdy ją o to prosimy otwiera szeroko usta, zamyka oczy i pochyla się w kierunku naszych ust. Wychodzi wiec na to że cmokamy ją nie w ustka, a w otwartą paszczę :)

Ostatnio pokochała oglądać albumy. Raczkuje do regału w salonie. Wyciąga sobie album i potrafi dobre 5-10 minut przewracać kartki i oglądać zdjęcia. Wszystkich albumów mamy 13 a Maję głównie interesują i zajmują te, w których już jest ona. Mały narcyz :)

Oprócz opisywanych już wcześniej umiejętności w pokazywaniu czegoś, teraz doszło jeszcze robienia aa. Gdy podajemy jej poduszkę i mówimy pokaż jak robisz aa, Maja kładzie na niej główkę i mówi aa. No boskie to jest!

Tak samo jest z przytulaniem. Gdy sama bawi się jakimś pluszakiem lub lalą, albo gdy my jej coś podamy i prosimy by zrobiła tuli tuli, Maja przyciska tych pluszowych szczęściarzy do swojej szyi i policzka. Kocham ten widok.

Nauczyła się też wyciągać język i podnosić go pod górę, jakby chciała nim dotknąć nosa. Świetnie wtedy wygląda. Coraz częściej słyszymy też, że próbuje powtarzać ale już świadomie i celowo: dada, tata, mama i baba.

Tymczasem wczoraj lało, a dziś na dworze wiosna. Właśnie wietrzę w słońcu nasze pościele. Ale przez wiatr już 3 razy goniłam poduszkę :)

Misja roczek również w toku.

Dodatkowo chciałam Was poinformować, że niedługo na blogu pojawią się zmiany :)

Oj dzieje się…

DSC_5380

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tak naprawdę chciałam Wam jeszcze napisać, że Wasze słowa z komentarzy ciągle brzmią mi w głowie i ogrzewają moje serce. Jestem szczęściarą, ze Was mam. Jesteście niesamowici i wyjątkowi. W dniu, w którym założyłam make one wish, chyba ktoś nade mną czuwał :)

zimka

Tytuł mówi sam za siebie. W tym roku jest zimka. Jakaś nieudana namiastka lub podróbka prawdziwej zimy. Zimka jest ciepła, pochmurna, deszczowa, wietrzna i błotna. Normalnie chyba bym się cieszyła. Odśnieżanie podwórka i śliskie drogi to nic fajnego gdy chodzi się do pracy. Jednak gdy jesteś w domu z małym dzieckiem widzisz sprawę inaczej.

Chciałabyś pół dnia siedzieć po turecku na podłodze przy tarasie i obserwować jak Twoja  zahipnotyzowana córeczka spokojnie siedzi i patrzy na wirujące płatki śniegu. Na te wielkie zaciekawione oczy, zdumioną minę i rączki przyciśnięte do szyby. Bo przecież tam za oknem nigdy wcześniej nie było biało. Bo to pierwszy raz gdy ten mały cud widzi śnieg.

Dlatego gdy tylko temperatura spadła, śnieg minimalnie przykrył ziemię, a słonko wyjrzało zza chmur, ubrałam tego mojego kosmonautę w kombinezon i poszliśmy z mężem i Beti szukać uciechy na dworze. To jak Majulka się dziwiła, jak rozglądała, jak mrużyła oczka gdy promyki słońca iskrzyły się w śniegu. Bezcenne. Będę to pamiętać. Takie chwile odczarowują moje myślenie o zimie. To Maja uczy mnie cieszyć się chwilą i życiem.

DSC_5325DSC_5328 DSC_5335DSC_5370DSC_5356DSC_5358 DSC_5353

było warto

Siedzę na sofie z laptopem na kolanach i patrzę w monitor. Próbuję czytać, ale nie mogę. Przez łzy nie mogę czytać. Bo płyną i płyną i świat zamazują. A ja nie umiem ich powstrzymać. Umówiliśmy się z mężem, że niedziela jest dniem wolnym od fb, bloga, youtuba, allegro i innych. Zero Internetu i komputera. Ale on już poszedł spać, a ja nie wytrzymałam. Musiałam tu zajrzeć.

I warto było. Dla tych łez.

Nie płaczę, nie szlocham. Po prostu łzy same wolno płyną po policzkach. I palą mi skórę. Przez Was. Dzięki Wam! Czytam Wasze komentarze, i kolejny raz tu na blogu nie umiem znaleźć słów, by opisać to co czuję.

Jestem nieziemsko szczęśliwa. Ogromnie Wam dziękuję. Bo wspaniałe jest to uczucie, gdy czyta się tak dobre i miłe słowa. Ciepło mi się robi na sercu, a skrzydła same rosną, że tylu niesamowitych ludzi tu ze mną jest. Bo chcecie. Bo lubicie. Chyba nigdy nie usłyszałam takich cudownych komplementów. Czy jest piękniejszy i szczerszy komplement niż ten od „obcej” osoby, która niczego w zamian od Ciebie nie chce?

Zawsze wierzyłam w człowieka. W dobroć, bezinteresowność, szczerość. Niech sobie inni mówią co chcą, że trzeba przez życie z łokciami. Że tylko chamstwem, kłamstwem, kombinowaniem, przekupstwem, twardą skóra i z zadartym nosem można coś osiągnąć, zdobyć świat i ludzi. Ja może i mam zadarty nos (dosłownie, nie w przenośni) ale skórę mam cienką i łatwo mnie zranić. Jednak zawsze, zawsze wierzyłam, że warto być sobą, nikogo nie udawać, nie grać, nie robić nic na siłę. Wierzyłam, że trzeba z nadzieją, uśmiechem, wiarą i wyciągniętą do ludzi ręką..

I warto było.

Otworzyłam przed obcymi ludźmi swój świat. Obnażyłam się z własnych słabości, niedoskonałości. Ze wspomnień i marzeń. Znacie myśli z mej głowy, uczucia z serca, zaprosiłam Was do domu.

Warto było.

Napisałam wczorajszy wpis i liczyłam na odzew, ale nie aż taki. Bo przecież weekend, bo zakupy, sprzątanie i rodzina. Ale jednak. Nie zawiedliście. I choćbym miała siedzieć do rana, odpiszę na każdy komentarz.

Bo warto.

Dziękuję.

teraz Ty !

Pisze bloga. O swoim życiu. O zwykłym dniu. O Myślach, marzeniach, radościach i troskach. O porażkach i sukcesach. O mężu, o Mai. O sobie. Znacie mnie. Jak ktoś jest z make one wish od początku, to wie naprawdę dużo. Was jest więcej. Codziennie nawet od 500 do 2400 osób.

Garstka z Was komentuje : bacha, asik, ka, edith, kika, małpka, juti, evita, basia, pati, meg, hanka, sylwia, anka, maja, mamadzidka, ola, rozmowyzm, veronica, lucyna, madzias, diabelnieanielska, dordor, ewelina, ka-wa, lenka, latawiec, mrówka, matka76. (jeśli o kimś zapomniałam, przepraszam). Inni od czasu do czasu zostawią jakieś zdanie, dobre słowo, radę, pozdrowienie. Czasami zdarza się taki komentarz: „czytam Cie regularnie, ale dziś komentuje pierwszy raz”. Zawsze jest mi wtedy ogromnie miło, że kolejna osoba miała chwilkę by choć parę słów naskrobać.

Ale i tak ok 90% z Was to ciche czytelniczki. Ostatnio tak sobie pomyślałam, że wspaniale byłoby Was „poznać”. Czy chcecie się przedstawić? Czy pozwolicie mi się odrobinkę poznać?

Oczywiście nie chce imienia, nazwiska, peselu, adresu i numeru konta ;) Ale czy Ty cichy czytaczu mógłbyś się choć raz ujawnić? Czy zostawisz po sobie ślad na make one wish? Dziś, wyjątkowo??

Serdecznie zapraszam :) Jeśli możesz, proszę – napisz w komentarzu cokolwiek. Jeśli chcesz, napisz o sobie coś więcej będzie mi ogromnie miło. Do „gry” TERAZ TY zapraszam przede wszystkim tych milczących czytelników, ale tych już komentujących również. Chętnie dowiem się o Was więcej.

Jestem ciekawa:

1) jak masz na imię? może być przezwisko, lub internetowy nick

2) skąd pochodzisz? nie musi być dokładna miejscowość, może być najbliższe duże miasto lub nazwa województwa

3) ile masz lat? oczywiście możesz zaokrąglić lub sobie troszkę odjąć ;)

4) co robisz w życiu? jesteś żoną? mamą? (jeśli tak to naskrob coś o swoich pociechach) księgową? ekspedientką? lekarką? a może fryzjerką?

5) czym się interesujesz? jakie masz hobby? jak spędzasz wolną chwilę?

6) jak trafiłaś/eś na MakeOneWish i jak długo ze mną jesteś?

7) często zaglądasz na MakeOneWish?

8) jeśli lubisz MakeOneWish, to za co najbardziej? o czym lubisz tu czytać? masz jakiś ulubiony wpis?

9) a może zmieniłabyś coś na moim blogu? masz dla mnie jakieś pomysły na posty?

10) czy chcesz mnie o coś zapytać? o czymś pogadać?

 

Mam ogromną nadzieję, że może znajdziecie chwilkę i skusicie się by tym razem to ja mogła poczytać o Was :) POZDROWIENIA :*

PS A tych co zaglądają tu regularnie, a jeszcze nie są z nami na FB, zapraszam! Tam na bieżąco dowiecie się o nowym wpisie, zobaczycie filmy i zdjęcia, których tu nie będzie :)


https://www.facebook.com/makeonewish.blog

szyte misie i zające

Grudzień obfitował w wiele bezsennych nocy. Miałam więc czas na oswajanie się z moim gwiazdkowym prezentem. Dzięki maszynie mam nowe hobby, pokonałam swoją awersję do szycia i uczę się cierpliwości. Oprócz prezentowanych już ozdób choinkowych powstały też misie i zające. Nie są idealne, ani najpiękniejsze. Ale to moje pierwsze (s)tworki i wierzcie mi, że bardzo się zaangażowałam. W uszycie ich włożyłam całe serce, i kosztowały mnie wiele czasu i nerwów.

Wszystkie trafiły w święta pod choinki swoich nowych właścicieli.

DSC_4821 DSC_4823 DSC_4832

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie wiem jak teraz będzie z moją obecnością na blogu. Mam kilka wizyt i odwiedzin do nadrobienia, plus ząbkująca Maja, przygotowania roczku i wciągająca książka to chyba wystarczające argumenty. Ale mam kilka wpisów w archiwum, więc w razie czego będę się nimi posiłkowała.

Pozdrawiam serdecznie z tonącego w błocie Adamkowa :)

make word mosaic

Gdy jakiś czas temu opublikowałam wpis sen o domu. Kilka z Was pytało jak zrobiłam to serce z naszych imion:

http://makeonewish.blog.pl/files/2014/11/DSC_3697.jpg

 

Oczywiście nie zrobiłam tego całkiem sama. Nie mam chyba tyle cierpliwości. Korzystałam ze znalezionego gdzieś w sieci programu/aplikacji. Obiecałam, że jak tylko ją odnajdę to Wam udostępnię.

Wczoraj nie mogłam spać (standard) więc szukałam. SPECJALNIE DLA WAS! Proszę:


http://www.imagechef.com/ic/pl/word_mosaic/

Aplikacja jest za darmo ale po angielsku. Myślę jednak, że każdy sobie z nią poradzi. Możliwości jest mnóstwo i w sumie ogranicza Was tylko wyobraźnia. Możecie zmieniać kształt w jaki ułożyć mają się słowa, czcionkę, kolory tła i tekstu.

Jedyny minus jest taki, że wydrukowaniu pod naszym dziełem widoczny jest napis nazwy strony. Dlatego ja moje serce wycięłam i nakleiłam na czystej kartce. Ale teraz tak myślę, że przecież można było obrazek zapisać, napis jakoś wymazać (jak ktoś umie) i dopiero wydrukować.

W każdym razie link znalazłam, udostępniam i teraz Wasza kolej na stworzenie oryginalnej ozdoby Waszego domu. Możecie umieścić imiona członków swojej rodzinki, lub ważne dla Was słowa, nazwy miast, lub daty, a może nawet krótki cytat?

Jeśli chcecie podzielcie się ze mną swoimi pomysłami i efektem końcowym. Będzie mi bardzo miło :)

PS przez tą całą torbiel zapomniałam Wam wczoraj napisać, że Majusi wyszła górna lewa jedynka! Także mamy 3 ząb. Całe mnóstwo jak na prawie roczne dziecko prawda??

kłody pod nogi czyli powtóka z rozrywki

Jajnik boli mocno już jakieś 3 dni. Wczoraj na tyle mocno, że rozważałam izbę przyjęć. Ale wytrzymałam i dziś umówiłam się na wizytę do ginekologa, pani dr Z.

Przy badaniu myślałam, że ją uduszę i ucieknę. Podczas usg usłyszałam, że jednak dobrze znam swój organizm, bo moje podejrzenia się potwierdziły. Ponoć jestem też wytrzymała na ból, bo „normalnie pacjentki z 3-4 cm torbielą przybiegają i mówią, że baaardzo boli. A ty taki kolos wyhodowałaś.”

Na prawym jajniku mam sporą torbiel. Ma trochę ponad 6 cm (moja dotychczas największa). Jest szansa, że zaleczymy ją farmakologicznie. Ale muszę na siebie uważać, by nie pękła.

Zalecenia:

- luteina i hormony

- „mam płynąć, nie chodzić” (?)

- nie skakać i nie tańczyć (nie miałam zamiaru)

- nie dźwigać (tak, Maja na pewno to zrozumie)

- nie współżyć

I czy to nie ironia losu, że akurat gdy przed świętami podjęliśmy decyzję i zaczęliśmy starania o drugie dziecko, nagle pojawia się wielka torbiel. Która nawiasem mówiąc nie dość, że cholernie boli to oznacza, że w tym cyklu owulacji nie było.

Oprócz tego, że musimy zachować wstrzemięźliwość to jeszcze dwa miesiące muszę przyjmować tabletki antykoncepcyjne. Po tych 2 opakowaniach pójdę na kontrolne usg i wtedy zapadnie decyzja co dalej.

Ogólnie uważać, bo torbiel spora. Jak poczuję ostry ból to jechać prosto do szpitala. Przytakuję smutno głową. Pani dr patrzy na mnie i zapewnia, że mam się nie martwić, że to nic groźnego. Lada dzień powinno mniej boleć, a na 80% się wchłonie przez leki i zabieg nie będzie potrzebny.

Ale mi nie o ból czy zabieg chodzi. Myślę o tym, że znów nawalam. Pani dr jakby na potwierdzenie moich myśli stwierdza, że nasze problemy z niepłodnością i 3 letnie staranie o Maję ewidentnie nie leżą w mojej głowie, i są spowodowane nie blokadą psychiczną, a konkretnymi problemami z owulacją.

Jak nie zapadnięte pęcherzyki to torbiele.

Czy ja w ogóle z wyjątkiem maja 2013 miewam normalne owulacje?

Na koniec pani dr jeszcze raz każe na siebie uważać, wyraża żal że potencjalna druga ciąża odsunie się trochę w czasie, ale podkreśla, że moje zdrowie najważniejsze. Gratuluje też podjęcia decyzji starania się o drugie dziecko i trzyma kciuki.

Jak widać pójdzie nam jak z płatka. Płodna i sprawna jestem jak cholera.