mam 9 miesięcy

Dobry wieczór. Dziś mama cały dzień walczyła z warzywami. Od rana wydrążyła 26 kg dynię. Zrobiła z niej ogromny gar pysznej kremowej dyniowej zupki i drugi garnek dyniowego kompociku. Zamroziła też 7 paczek dyni w kostkach, a dodatkowo wystrugała z niej halloweenowy lampion. Cała ręka mamie spuchła od tego drążenia bo dynia była bardzo twarda. A po południu tata wykopał z ogródka miliony marchewek, seler i por. I znów było dużo pracy. Mycie, obieranie, krojenie, paczkowanie i mrożenie. Mama mówi, że zamrażarka jest pełna owoców i warzyw dla mnie na zimę, ale teraz bolą ją rączki.

Dlatego to ja dziś zabrałam się za comiesięczny wpis o moim rozwoju. Dziś kończę 9 miesięcy wiecie?? Biedna mama ciągle na mnie tak dziwnie smutno patrzy i mówi, że dopiero byłam taka malutka jak Calineczka. I ryczy po kątach, że tak jej szybko rosnę, no ale cóż poradzę??

Uwielbiam jeść! Czy Wy wiecie jakie pyszności mama robi mi codziennie na śniadanko i obiadek? Jak mam tego nie zjeść? Tak mi smakuje, że gdy się kończy, to wściekam się, prężę, nadymam i krzyczę. Robię to za każdym razem, ale niestety na mamę nie działa. Mama mówi, że jem za dwóch i w końcu brzuch mi pęknie jak balonik. Ja tam nie wiem, nie znam się, ale mój brzuszek lubi jedzenie i coś czuję, że wcale by nie pękł. Ale mamie się nie przegada..

Miesiąc temu za wiele nowego się nie nauczyłam, nie chciało mi się. Wiecie, to jesienne lenistwo i ta tęsknota za babcią, której cały miesiąc nie było. Ale teraz postanowiłam to nadrobić i wszystkich zaskoczyć.

Robię już pa pa i pokazuję jaka jestem duża. Ale tylko wtedy kiedy mi się naprawdę zachce (czyli rzadko), a nie wtedy gdy mama mnie prosi, bo chce się mną komuś pochwalić. Nie jestem w końcu tresowaną małpką, prawda?

Raz, podczas zmiany pieluchy chciałam dosięgnąć chusteczek i przez przypadek udało mi się usiąść. Mama tak się wtedy cieszyła i biła brawo, że postanowiłam siadać dla niej trochę częściej. Umiem już to robić bardzo sprawnie. I dobrze, nikt mi już łaski nie robi, że mi poda rękę. Umiem usiąść w każdym miejscu i z każdej pozycji. Lubię siadać. Szczególnie jak mama kładzie mnie spać.

Nauczyłam się też pić z kubka niekapka. Pokazałam mamie 2-3 dni, że umiem z niego ssać, ale osobiście wolę butelkę, więc teraz niekapkiem trzęsę tak mocno aż picie zamieni się w pianę, a potem go rzucam i już, z głowy. Ale żeby nie było, że taka ze mnie gapa, to pomagam mamie przy karmieniu i sama trzymam sobie butlę z mlekiem. Niech się w końcu mama zrelaksuje i odpocznie.

Musiałam też zacząć udawać, że umiem wołać mama. Tak naprawdę nie muszę tego umieć mówić, bo mama i tak ciągle przy mnie jest. Ale słyszałam jak komuś opowiadała, że wołam bababa dadada tatata bebebe nenene więc chciałam, żeby jej nie było przykro i nauczyłam się mówić meme i mama. Ale aktualnie najbardziej lubię wołać nienie.

Wiecie co jeszcze?? Umiem się czołgać! Nie jestem tak szybka jak mama i tata i muszę się troszkę przy tym nasapać, ale wreszcie mi się jakoś to dupsko udaje przemieszczać. Uwielbiam czołgać się do tarasu i patrzeć przez szybę na wróbelki, które wyjadają jedzenie z miski tego dużego miłego zwierza, na którego mama z tatą wołają Beti.

Lubię też wiele innych rzeczy, których nie mogłam robić bez czołgania: rozcierać ślinę na podłodze w salonie, szarpać odkurzacz za rurę, kraść spod ławy klapką na muchy, podciągać się za uchwyty od szafek w kuchni, gonić mamy stopy, gryźć kapcie, ciągnąć suszarkę na pranie i krzesełko od karmienia, zrzucać z półki filmy dvd i grzebać przy x boxie gdy nikt nie patrzy.

Ah jak fajnie jest zwiedzać ten dom i poznawać granice cierpliwości moich rodziców.

Mam pytanie. Czy Wam w buzi też urosło ostatnio coś małego, białego i ostrego?? Mi tak. Swędziało i bolało jak diabli. Musiałam gryźć wszystkich i wszystko, ale i tak nie za bardzo mi to pomagało. Na dodatek coś czuję, że zaraz wyjdzie drugi taki sam, obok. Chyba będę musiała sobie więcej pomarudzić z tej okazji.

A czy już kiedyś wspominałam, że uwielbiam gadać w nocy?? Budzę się co noc. Wtedy mi się bardzo nudzi, bo jest ciemno, ale za to jest i cicho, więc wspaniale wszystko słychać!!! Dlatego wypluwam smoczek by pukać nim w łóżeczko, a i mruczę, gadam i śpiewam wtedy jak najęta. Mama mówi, że jak radio. Nie wiem co to radio, ale jak też umie gadać co noc po dwie godziny jak ja, to musi być fajne.

Zawsze w nocy mam też taką zabawę- chcę wyjść ze śpiwora, w który mnie wkładają po kąpieli, ale mi to nie wychodzi. Na dodatek przez niego niewygodnie mi się siada i czołga, więc jak już mi się znudzi gadanie to skrzeczę i krzyczę. Zawsze wtedy wchodzi mama, znajduje dla mnie smoczka, poprawia mi kołderkę i mówi, że mam spać bo obudzę tatusia, że mam się zlitować bo ją wykończę. Ja nie chcę jej lutować i skończyć, nawet nie wiem co to znaczy, ale co poradzę, że nie chce mi się spać??

Dlatego gdy mama wychodzi z pokoju to już muszę szybko zacząć płakać. Wtedy moja meme wraca z butlą pełną mleka. Zazwyczaj jak już wypiję mleczko to zaczyna chcieć mi się spać, ale nie zawsze. Czasami po mleczku znów mam ochotę sobie pogadać i pośpiewać. A co! W końcu lepiej się gada z pełnym brzuchem!

Chcecie wiedzieć co jeszcze lubię robić?? Jeść. Jeździć w wózku na spacerki z mamą. Tańczyć z tata. Czołgać się, wkładać rączki w różne miejsca i sprawdzać kiedy mama z tatą zawołają Maja oj oj nie wolno !! Lubię się kąpać i chlapać tak mocno, że mama musi ściągać okulary. Lubię uciekać gdy mama mnie przebiera. Lubię sama jeść biszkopty i ssać suszone jabłuszka. A potem brudnymi rączkami dotykać swoje włosy, ubranie i krzesełko, a jak się uda to jeszcze mamę i podłogę. Lubię oglądać moje książeczki, ale tylko chwilkę. Szybko pokazuję palcem mamie gdzie tygrys, żubr, struś i inne zwierzątka mają oko, a potem wolę jednak te książeczki gryźć i rzucać. Lubię gdy rodzice bawią się ze mną w różne zabawy. Gonią mnie po podłodze, robią samolocik, gilgają, robią akuku i barum tryk. Lubię też huśtać się w mojej huśtawce, którą tata zawiesił między kuchnią a salonem.

Uwielbiam wszystkie swoje zabawki, ale zdecydowanie najbardziej kocham mojego pajacyka, którego dostałam od kuzynki Amelki. Pajacyk jest mały, lekki i milutki. Lubię bawić się jego szpiczastą czapką, ślinić jego rączki i miziać się nim po oczkach gdy zasypiam. Jak mama go pierze to mam podobnego w zastępstwie, ale on nie jest już taki fajny bo ma inne kolory.

Wiecie co?? Mogłabym tak jeszcze pisać i pisać, ale czas powiedzieć dobranoc. Muszę się porządnie wyspać, bo jutro do południa odwiedzi mnie ciocia Edith z Adasiem, a on już naprawdę szybko raczkuje.

Na koniec zdjęcia. Chciałam Wam pokazać, że taka sesja to nic łatwego dla mojej mamy. Oto co robię by jej wszystko utrudnić:

DSC_2976 DSC_2987 DSC_2992 DSC_2998 DSC_3006kicham

 

 

 

 

 

wstaję

 

 

 

 

gryzę małpę

 

 

 

 

skrzeczę jak pterodaktyl

 

 

 

 

wściekam się i wyginam śmiało ciało

 

 

 

 

DSC_3000a na koniec, grzeczna i uśmiechnięta wersja mnie :)

październikowe little friends

Dziś króciutko. Kilka zdjęć z październikowych spotkań Mai i jej little friends.

Oto Maja ze znanymi Wam już Polly, Martyncią i Adasiem:

DSC_2201 DSC_2258DSC_2386 DSC_2357

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

DSC_2857 DSC_2946

 

 

 

 

 

 

 

 

 

a na koniec z najmłodszą przedstawicielką rocznika 2014, świeżutką i nowiutką Tosiulką

IMG_0289

wychodne

Zrobię porządny make up. Zamiast dresu wcisnę się w coś ładnego. Włosy od miesięcy upięte w kitę rozpuszczę, może wyprostuję. Do torby nie spakuję butelek, grzechotek, smoczków i pieluch, tylko wrzucę perfum, błyszczyk i chusteczki w kopertówkę. Niezastąpione tenisówki zamienię na szpilki.

Dziś tatko przejmuje po południu Śliniaka, wieczorną kąpiel i usypianie. A ja z telefonem w pogotowiu i przyjaciółką pod pachą wyjdę z domu. Tak proszę państwa, dziś matka ma wychodne!!!

Trochę dziwnie będzie mi wyjść i spędzić popołudnie i wieczór bez Mai. Ale z drugiej strony moje przedszkole ma dziś 35 lecie. Jest mi bardzo miło, że o mnie pamiętano i zostałam zaproszona. Poza tym dawno nie widziałam się z koleżankami z pracy.

Tak więc… yyy eee.. no, to trzymajcie kciuki by było miło i żebym się nie zachowywała jak nawiedzona matka siedząc z nosem w telefonie i nie nadawała bez przerwy o swojej cudownej wspaniałej i kochanej córeczce :)

Albo nie!! Trzymajcie kciuki bym w moim (przed chwilą) wysprzątanym domu, po powrocie nie zastała takich widoków:

out

Jesień nas rozpieszcza(ła?). W każdy wolny weekend gdy jesteśmy wreszcie wszyscy razem- odpoczywamy i cieszymy się sobą. Gdy nam się chce, a pogoda dopisuje wybywamy z domu na spacer lub dwa. A jak nam się bardzo chce, to jedziemy do lasu, nad jezioro, do parku, nad zalew, na łąkę..

Wszędzie tam, gdzie tylko się da pobyć na świeżym powietrzu, by złapać trochę słońca, przewietrzyć mózgi, odpocząć od elektroniki, naładować się dobrą energią  i pokazać Mai za darmo kawałek przyrody. Majula na dworze nigdy nie grymasi i nie płacze. Uwielbia spacerować, patrzeć na ruszające się drzewa i bawić liśćmi.

Marzy mi się już od dłuższego czasu wyjazd nad morze. Właśnie teraz, bez skwaru i masy turystów. Ale cóż.. Na razie nie ma takiej finansowej możliwości. Mamy ważniejsze wydatki. Może morze na wiosnę??

Tymczasem chłoniemy okolicę

DSC_1963 DSC_2008 1 2DSC_2653 DSC_2643 DSC_2605 DSC_2576 DSC_2135

żołnierz

Oh te październikowe zmiany!!! 9 miesiąc życia to zdecydowanie największy skok rozwojowy u Mai; u nas znów nowości :)

Pamiętacie jak pisałam, że Maja pełza?? Było to okręcanie się przy użyciu dłoni wokół własnej osi, jak wskazówki na tarczy zegarka, lub przekręcanie na boki, brzuch i plecy i lekkie pełzanie na bardzo małej przestrzeni np w łóżeczku czy na macie. Zazwyczaj posadzona na macie przemieszczała się w jej zakresie, rzadko ją opuszczając.

Od kilku dni Maja czołga się do przodu jak żołnierz. Podciąga się używając rąk i troszkę pomaga sobie odpychając się jedną nogą. Wędruje po całym salonie zostawiając za sobą ślady z śliny. Przemieszcza się już coraz szybciej i coraz sprawniej. Jej ulubioną zabawką, za którą podąża jest butelka po wodzie mineralnej, w którą wrzuciłam kilka kolorowych szklanych kulek. Jednak najchętniej wędruje w kierunku naszych telefonów :)

Kolejną umiejętnością nabytą w ostatnich dniach jest samodzielne picie. Maja bez problemu trzyma sobie butelkę. Nawet całkiem pełną i ciężką.

Boże jaka jestem dumna z jej każdego nowego osiągnięcia i choćby najmniejszego sukcesu. Wspaniale być mamą i widzieć jak dziecko się rozwija.

PS specjalnie dla Was nagraliśmy film jak Majula się czołga. Straciłam cały wieczór by umieścić go na blogu. Niestety.. Nie udało się. Najpierw miałam za mało przestrzeni dyskowej na blogu (jeśli ze starych postów znikną zdjęcia, to moja wina, próbowałam zrobić miejsce..) a potem gdy już było miejsce, wyskakiwał jakiś błąd. Film w bardzo okrojonej wersji jest więc dostępny na stronie makeonewish na facebooku.

M&B

Zawsze wiedziałam, że jeśli kiedykolwiek doczekamy się dzieci, Beti (jeśli dożyje) będzie dla nich wspaniałym kompanem do zabaw. Maja uwielbia naszą grubiutką wierną i leniwą podróbkę labradora, co mnie bardzo cieszy, bo nie znam bardziej łagodnego i cierpliwego psa.

Beti bez problemów zaakceptowała pojawienie się Mai w naszej rodzinie i chyba ją polubiła. Oczywiście z szczerą wzajemnością. Mam nawet wrażenie, że Maja kocha naszego biszkopta. Cała promienieje i aż się trzęsie gdy widzi Beti i kwiczy z radości gdy ta mruczy kulając się po trawie. Maja wyciąga do niej ręce i gdy tylko może ją dosięgnąć, klepie ją po pysku, dotyka jej nosa, ciągnie za wargi i uszy. Beti to nie przeszkadza. Siedzi cierpliwie i czeka, albo gdy ma dość wstaje i ku rozpaczy Mai, odchodzi.

Latem gdy spędzaliśmy na dworze najwięcej czasu, Beti towarzysząca zawsze mężowi przy pracach ogrodowychi, zmieniła front i trzymała się mnie i wózka z Mają. Gdy Maja zasnęła i zostawiałam ją w wózku na tarasie, Beti kładła się przy niej i pilnowała.

Ich przyjaźń sięgnęła zenitu gdy nasz pies odkrył, że jednak opłaca się być blisko tego kwiczącego i śliniącego się bąbla, bo oprócz ciągnięcia za uszy można dostać chrupkę!! A nawet gdy chwilowo chrupki się nie dostaje, bo Śliniak akurat ogląda kwiatki, to można chrupkę ukraść!

Bo przecież w przyjaźni już tak jest, że co moje; to twoje :)

DSC_1534

DSC_1494 DSC_1498 DSC_1528

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

DSC_2633

 

 

 

 

 

 

 

DSC_2785 DSC_2793

nowinek ciąg dalszy :)

I znów muszę się pochwalić! Październik ewidentnie będzie okrzyknięty miesiącem Majulkowych zmian. Do ostatnich nowości w postaci papa, taaaka duża, przebijających się zębów i samodzielnego siadania, wczoraj i dziś doszły nowe:

- Wczoraj Maja pierwszy raz piła sama z kubeczka niekapka. Najpierw go śliniła, gryzła, bawiła się i potrząsała. A gdy już wreszcie zassała i poczuła kompocik z jabłek i gruszek, piła i piła i piła :)

- Przespała pierwszy raz całą noc. Może powinnam napisać inaczej. Nie że przespała, bo miała pobudkę, ale pierwszy raz nie piła w nocy mleka! Dałam jej kaszkę na śpiąco ok 23 gdy my szliśmy spać, potem Maja obudziła się ok 3 ale na chwilkę, gaworzyła. A że nie płakała, to do niej nie poszłam. Zasnęła po chwili sama, bez mleka i obudziła się przed 8. Niech mnie ktoś uszczypnie, bo nie wierzę!!!

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to nie musi być zapowiedź, że tak już będzie zawsze. Pewnie ta przespana noc wynikła z tego, że przez ząbkowanie Maja marudziła wczoraj cały dzień, malutko i króciutko spała i w nocy po prostu to odespała.

- A gdy już mowa o ząbkowaniu: rano zęby wreszcie porządnie i prawdziwie zastukały o łyżeczkę :) 8,5 miesiąca i mamy wreszcie dwie dolne jedynki i naprawdę muszę Maję pochwalić, bo jakoś wybitnie nie dała nam tych pierwszych zębów odczuć. Jest dzielna i kochana.

- Na koniec zostawiłam istną perełkę. Wczoraj było: mamba i bambam, dziś w łóżku było meme, a po śniadanku wreszcie, pierwszy raz wyraźne MAMA. Wiem, że nie jest to świadome i celowe, tak samo jak baba, dada i tata, mama też po prostu jest zbitką dwóch sylab. Ale wreszcie pojawiły się sylaby z M :)  Pierwsze mama :)

PĘKAM Z DUMY OD TYCH NOWOŚCI :) A wiem, że to dopiero początek..

DSC_2488

nie rozumiem

Wiecie co?? Nie rozumiem…Czy świat się już kończy…. ja już słów nie mam na to co się dzieje.. krew mi się w żyłach gotuje.. nie mogę przestać o tym myśleć..

Przez przypadek, a raczej przez bezsenność, która mnie ostatnio męczy, obejrzałam wczoraj o 23:30 Super Wizjer na TVN. Temat?? Gwałt na 8 miesięcznej dziewczynce, Gabrysi. Na maleńkiej dziewczynce, takiej jak moja Majusia. Matka zostawiła córeczkę na 2 tygodnie u swojej siostry. Niemowlaka zgwałcił wujek. Pomocy udzielono dziecku dopiero po kilku dniach od tragedii. Dziewczynka miała rozerwany odbyt i pochwę. Niewyobrażalne katusze musiała przechodzić.. doświadczyła biedulka mała ogromnego cierpienia. I to najbliższy wujek zgotował jej takie piekło.

Jeszcze mogę jakoś próbować zrozumieć, że kogoś pociąga fizycznie nastoletnia dziewczynka, która zaczyna przypominać, lub już wygląda jak kobieta. ALE NIEMOWLĘ???????????????? Przecież zwierzę by czegoś takiego młodemu nie zrobiło…

Nie rozumiem… Jak można w ogóle zostawić swoje dziecko na tak długo u kogokolwiek, a tym bardziej u szwagra który pije, gwałci psy…. Boże drogi gdzie wtedy byłeś.. Dlaczego pozwalasz na takie ludzkie błędy?? Nie, błąd to złe słowo. Błędem jest napisać chleb przez h i p. A gwałt to nie błąd. To celowy zamiar.

Nie rozumiem… Jak można wyrządzić dziecku świadomie jakąkolwiek krzywdę?? Nie wiem. Nie pojmuję. A gwałt na takim maleństwie??? To już… Boże brak słów. Widzieć masakryczny ból i cierpienie tego dziecka… jej płacz, strach i bezradność… i nie przestać…

Co za gnój i skurwysyn!!!!! Agresja się we mnie gotuje jak pomyślę co zrobił temu aniołkowi. W takim przypadku nie ma dla mnie wymiernej kary, nie ma zrozumienia, nie ma przebaczenia!!! Nie ma mowy o prawie do obrony, o prawie do „sprawiedliwego” procesu. Bo jaki wymiar kary będzie sprawiedliwy?? Oko za oko. Mam tylko żywą nadzieję, że w więzieniu dostanie za swoje.

Krzywda tej dziewczynki. Jej małe bezbronne, niewinne ciałko, tak haniebnie zbezczeszczone, zranione i już na zawsze uszkodzone. Nie rozumiem. Nie godzę się na życie na jednej planecie z takim brutalem. Zabiłabym takiego, uwierzcie mi. Bez mrugnięcia okiem, bez wyrzutów sumienia. Zabiłabym. Piszę to i płaczę, bo gdy rodzic słyszy takie straszne historie, myśli zaraz o swoim dziecku..

Czasami trudno mi wierzyć w dobro. Bóg, jeśli w ogóle istnieje, chyba się za mocno pomylił… Zabiera trójce małych dzieci matkę, a pozwala by żyło bydle bez uczuć i sumienia, które w taki sposób krzywdzi najbardziej bezbronną i niewinną istotę jaką jest niemowlę.

NIE ROZUMIEM!!

nowinki

Jednym okiem oglądając mecz muszę naskrobać kilka nowinek. Przede wszystkim Maja od ponad tygodnia robi papa i pokazuje jaka jest duża. Nauka tego wyszła jakoś samoistnie i poszła Mai migiem. Czasami wychodzi jej miks, czyli obie ręce są w górze i macha papa. Oh radości z tego mamy co nie miara.  :)

Z mniej świeżych nowości – ząbkowanie w toku. Na początku października zauważyłam u Mai dwie białe wyraźne wypukłości na miejscu dolnych jedynek. Oczywiście zaczęłam trajkotać jak przekupa na straganie, że znalazłam wreszcie zęby, ale moja mama powiedziała, że liczy się wtedy gdy zęby zastukają o łyżeczkę. Nie wiem czy u Was też, ale u nas jest tradycja, że kto pierwszy znajdzie dziecku pierwszego zęba dostaje prezent! Dlatego naszym codziennym porannym rytuałem (i chwilę przed każdym przyjściem babci) jest sprawdzanie czy ząbki się już przebiły.

A już świeża jak szczypiorek jest ostatnia nowinka – dziś Majusia pierwszy raz usiadła całkowicie sama, bez niczyjej pomocy. Podczas przebierania zostawiłam ją w salonie leżącą na plecach na macie i poszłam po nowe spodenki do jej pokoju. Gdy wróciłam po kilku sekundach Majusia siedziała!!!!!!!!! Potem usiadła sama jeszcze kilka razy. Dumna jestem ogromnie, bo jeszcze wczoraj unosiła się dość wysoko na łokciach po czym krzyczała ze złości, że już dalej nie umie.

A oto zdj z niedzielnej wizyty u Wujaszka-śmieszna-paszka, co to fotografem zdolnym jest

_DSC4850 _DSC4845

 

 

 

 

 

 

 

 

_DSC4812 _DSC4835

 

 

 

 

 

 

 

 

_DSC4806 _DSC4830

a jeśli??

Zawsze wszystkim się martwię. Wszystkim się przejmuję. Gdy zobaczę małego Afrykańczyka  ze smutnymi oczami i wzdętym od głodu brzuszkiem, myślę o nim cały dzień. Gdy słyszę o wojnie w Syrii czy na Ukrainie nie mogę spać, bo przeraża mnie, że ja leże bezpieczna w łóżku a ludzie wcale nie tak daleko ode mnie, nie mają dachu nad głową i boją się o własne życie.

Ostatnio śniła mi się wojna. Uciekałam jakimiś tunelami czy kanałami, nasz dom się spalił, co chwilę gdzieś coś wybuchało, było ciemno i bardzo głośno, a ja nie mogłam znaleźć mojej rodziny. Wyłam jak bóbr. Obudziłam się przerażona i spocona.

Kilka tygodni temu śniło mi się, że leże w szpitalu podłączona do jakiś rurek i kabli i mam świadomość, że umieram. Żegnałam się ze swoim mężem, prosząc by ułożył sobie życie. Pamiętam dokładnie, że poczucie bezradności nad chorobą ciążyło mi na klatce piersiowej i pozbawiało możliwości oddychania. Nie mogłam przestać myśleć o tym śnie.

Tydzień temu jechałam swoim samochodem. To już nie był sen. Wciskam hamulec, a auto jak na filmie, jedzie dalej i nie reaguje. Dobrze, że jechałam bez Mai, dość wolno i na mało uczęszczanej drodze. Udało mi się zahamować silnikiem i ręcznym. Gdy po wszystkim ochłonęłam dotarło do mnie, że miałam szczęście. A co jeśli jechałabym jakaś główną trasą i miała na liczniku nie 40, a 90 km/h?? W tico nie miałabym szans..

Ludzie żyją z dnia na dzień i myślą, że wojna, rak, wypadek samochodowy.. to wszystko zdarza się innym, nie im. Ja też tak żyję. Jakby zło tego świata mnie nie dotyczyło, jakby zawsze był przede mną następny dzień, następna szansa. Jednak kilka snów, incydent z autem i nadchodzi refleksja. A co jeśli dzisiejszy dzień jest tym ostatnim??

Co jeśli coś złego spotka właśnie mnie? Jeśli mnie zabraknie? Pamiętam, że gdy obudziłam się po śnie, w którym umierałam na raka, pomyślałam sobie, i powiedziałam mężowi, że gdyby coś mi się stało, Maja nawet by mnie nie pamiętała. I wtedy uświadomiłam sobie, że miałaby zdjęcia i ten blog. Chociaż stad, gdzie opisuję to co czuję i myślę mogłaby choć troszkę mnie poznać i dowiedzieć się jak bardzo ją kocham i jaka jest dla mnie ważna.

Ostatnio oglądaliśmy film Lucy. Główna bohaterka za sprawą przypadkowego przedawkowania nowoczesnego narkotyku może korzystać z 100% swojego mózgu (my używamy ok 10%). W pewnym momencie wiedząc że umrze, dzwoni do swojej mamy i dziękuje jej za całą miłość jaką dostała w dzieciństwie. Dzięki nieograniczonym możliwościom swojego mózgu, przypomina sobie i czuje na skórze miliony pocałunków, przytuleń i innych wyrazów matczynych uczuć jakich dane jej było doświadczyć od pierwszych dni życia.

Pomyślałam sobie, że to musi być wspaniałe.. Gdyby tylko Maja mogła zapamiętać każdego buziaka, głaskanie i wszystkie „kocham” jakie szepczę jej do ucha..

DSC_1472